Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ZNIEWOLONE SUMIENIE

120

Akceptacja ideologii ma specyficzny charakter, mianowicie uznający ją nie zdaje sobie często sprawy z tego, że myśli w jej zamkniętych kategoriach. Reakcjom polskich pisarzy na presję ideologiczną komunizmu przygląda się ZDZISŁAW CHLEWIŃSKI.

Ludzie dokonują zdrady własnych przekonań oraz uznawanych zasad moralnych (skrótowo: sumienia) głównie pod wpływem przemocy czy strachu przed przemocą. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć do analiz przeprowadzonych przez różnych autorów, głównie pisarzy – byłych więźniów łagrów sowieckich (m.in. Władymira Bukowskiego, Aleksandra Sołżenicyna, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego) i obozów koncentracyjnych, także socjologów (np. Annę Pawełczyńską) oraz wielu innych uwikłanych w historię swych czasów, żyjących w dwóch totalitarnych systemach i ideologiach XX wieku: w rasistowskim nazizmie i w komunizmie.

Pisarze różnie reagowali na presję ideologiczną. Zbigniew Herbert w „Hańbie domowej. Rozmowy z pisarzami” (1988) tak oto wyjaśnia sposoby zniewalania elit: „»Językoznawca« [Stalin – przyp. Z.Ch.] powiedział, że nie trzeba kupować narodu, wystarczy mieć inżynierów dusz i to zupełnie załatwia problem zniewolenia. Władza potrzebowała legitymizacji i legitymizacja wyszła od strony inteligencji tak zwanej twórczej, przede wszystkim od literatów”. Z tego powodu wywierano silny nacisk na pisarzy, aby zaangażowali się w kreowanie „nowego człowieka”. W 1949 roku utworzono dla nich Związek Literatów Polskich. Pisarz, który był poza ZLP, właściwie nie istniał w obiegu literatury. Władza od roku 1948 stawała się coraz bardziej bezwzględna, wprowadziła ścisłą cenzurę publikacji. I choć niemal każde społeczeństwo oczekuje od intelektualisty (pisarza i uczonego), aby był też autorytetem moralnym, to w analizowanym okresie sprostało temu zadaniu niewielu – w grupie znacznie więcej było uczonych niż pisarzy. Niektórzy twórcy literatury dokonywali wyraźnej wewnętrznej zdrady, często płynącej z cynizmu moralnego.

Zbigniew Herbert w cytowanej już rozmowie podkreśla, że w ostatnich latach XX wieku niektórzy pisarze mający za sobą flirt z komunizmem próbowali się bronić, ale raczej podając okoliczności łagodzące niż oskarżając siebie bądź innych („brak informacji”, „nie było wyjścia”, „nie można było inaczej postąpić”). Pamiętajmy, że indoktrynacja ideologiczna została przemyślnie zaplanowana. Marksizm i socjalizm w wydaniu ustanowionej u nas „dyktatury proletariatu” przywłaszczył sobie, oczywiście tylko deklaratywnie, całą tradycję walki o wyzwolenie człowieka, także wszystko, co dotąd w historii było postępowe i wartościowe. W rzeczywistości taka ideologia była jedynie maską dla okrutnych działań i programów zniewalających umysły i sumienia.
Czesław Miłosz w „Zniewolonym umyśle”, posługując się metaforą z powieści „Nienasyceni” Stanisława Ignacego Witkiewicza, porównuje nową ideologię do pigułki Murti-Binga. Przypomnijmy, że w powieści Witkacego Murti-Bing jest mongolskim filozofem, który wyprodukował środek przekazujący „światopogląd” drogą organiczną. Po zażyciu specyfiku człowiek przestawał być wrażliwy na pytania egzystencjalne, metafizyczne, moralne, a działalność kulturową traktował wyłącznie instrumentalnie. Zdaniem Miłosza w latach 1949–1950 duża liczba polskich intelektualistów przeszła taką kurację. Dali się przekonać, że muszą zrozumieć konieczne prawa historii, które odzwierciedlał marksizm. Pisarz, filozof czy naukowiec, który ich nie rozumie, przestaje myśleć i pisać „jak trzeba”, ponieważ poza tym „trzeba” nie może powstać nic wartościowego. Zapłatą za lojalność – prawdziwą czy udawaną – była pewność, że należy się do tych, którzy zwyciężają. Zaś aprobata ze strony cenzury stawała się znakiem wysokiej jakości, świadczącym, iż utwór jest zgodny z aktualną interpretacją doktryny, a autor umie się utrzymać we właściwym nurcie.

Miłosz podkreśla, że łatwo ulec zniewoleniu i pisać lub udawać „jak trzeba”, łudząc się, że ciągle jeszcze w sumieniu pozostają dawne wartości moralne, podczas gdy w rzeczywistości wypełniają je jedynie głębokie moralne dysonanse. Twórcy, którzy choćby w elementarnym zakresie chcieli zachować swoje niezależne przekonania, musieli się maskować. Autor „Zniewolonego umysłu” takie zabiegi porównuje do ketmana – stosowanej w krajach Bliskiego Wschodu swoistej gry, sztuki tak umiejętnego ukrywania swoich nieaprobowanych przekonań, by w efekcie zmylić na przykład władcę. Ketman stosowany umiejętnie, z kunsztem przebiegłości, dostarcza stosującemu go wiele satysfakcji, gdyż pozwala mu odkryć, że góruje inteligencją nad władcą.
W przeciwieństwie do ketmana islamu, ketman XX wieku w bloku sowieckim  był szybko wykrywany, ponieważ demaskacji gry dokonywali najczęściej ci, którzy byli ekspertami w jej stosowaniu. Wielu osiągnęło wręcz szczyty sprytu w okłamywaniu – chodzi tu o cyników moralnych, którzy zależnie od potrzeby przybierali różne barwy ochronne.

Ketman tak naprawdę polega na realizacji siebie – wbrew sobie. W takiej sytuacji człowiek uczy się kłamać nie tylko słowem, ale całym życiem – a to jest pełne zniewolenie człowieka, zdrada swoich przekonań i swego sumienia. Oczywiście, żeby zdradzić przekonania i normy moralne, trzeba je wcześniej mieć. Być może byli ludzie, którzy nie posiadali własnych przekonań ani wrażliwości moralnej, którym wszystko było obojętne. Akceptacja ideologii miała specyficzny charakter, mianowicie uznający ją nie zdawał sobie często sprawy z tego, że myśli w jej zamkniętych kategoriach. Myślał i działał w przeświadczeniu, że kierują nim wyłącznie „czyste”, pozbawione interesowności racje rozumowe. Rzecz jasna, myśl o zdradzie siebie nawet nie przychodziła mu do głowy. W ten sposób tworzy się opisany przez wielu psychologów umysł zamknięty. W umyśle takim kształtuje się równocześnie system „immunologiczny”, uodparniający go na wszelkie groźne dla niego informacje, co umożliwia życie sprzeczne z uznawanymi skądinąd moralnymi normami.

Mechanizm, o którym tu mowa, jest w psychologii nazywany racjonalizacją, autoperswazją. Elliot Aronson tak pisze w „Człowieku – istocie społecznej”: „Teoria dysonansu poznawczego nie przedstawia człowieka jako istoty racjonalnej, lecz raczej jako istotę skłonną do racjonalizacji. (...) Zgodnie z podstawowymi założeniami tej teorii, człowiek jest motywowany nie tyle do tego, by mieć słuszność, ile do tego, by wierzyć, że ma słuszność (...)”. Racjonalizacja polega więc na wtórnym, intelektualnym uzasadnieniusądów, które pierwotnie nieświadomie, z powodów pozapoznawczych, zdeformowały prawdę, aby zmniejszyć na przykład poczucie winy. U podstaw zmiany przekonań i zasad moralnych leży autoperswazja, o której pisze Zdzisław Najder w pracy „Autoperswazja jako reakcja intelektualistów na przemoc” (1982). Polega ona na redukcji wewnętrznej sprzeczności – poprzez przyjmowanie samousprawiedliwiających przekonań – między przekonaniami lub zasadami moralnymi a tym, co człowiek mówi albo jak postępuje. Ten mechanizm częściej stosują ludzie wykształceni. Mają więcej pomysłów, jak usprawiedliwić siebie w sposób wiarygodny dla otoczenia. De facto jest to rodzaj samooszukiwania się, zdrada własnych przekonań, które dla danej osoby były dotąd istotne. Poprzez autoperswazję człowiek może swoim niskim motywom nadać charakter szlachetny. Inaczej mówiąc, jej istotą jest kształtowanie fałszywej świadomości, która zastępuje „rzeczywistość” zbiorem wzniosłych haseł propagandowych (tworząc w ten sposób „pseudorzeczywistość”).

Zdaniem Najdera mistrzami w sztuce autoperswazji okazywali się zachodni intelektualiści po obu stronach Atlantyku. Eksperyment sowiecki wywoływał szczególną ciekawość, widziano w nim fascynującą próbę zmiany osobowości człowieka „wyzwolonego” z własności prywatnej, w kraju poprzednio ogromnie zacofanym gospodarczo i kulturowo, który został zindustrializowany i stał się potęgą ekonomiczną spostrzeganą na Zachodzie przez powiększające szkła. Propaganda sowiecka gł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy