Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zdarzył się azyl

0 446

Na początku roku 1970 mój partner z branży filmowej, nieżyjący już Peter Robinson, przeczytał dwie książki słynnego brytyjskiego „antypsychiatry” Ronalda Davida Lainga: „Podzielone - ja” i „Politykę doświadczenia”. Zrobiły one na Peterze ogromne wrażenie. Postanowił skontaktować się z Laingiem i przekonać go, by pozwolił nam nakręcić film o nim - Richard W. Adams wspomina swoje spotkania z R. D. Laingiem i pracę nad filmem „Asylum”.

Na początku roku 1970 mój partner z branży filmowej, nieżyjący już Peter Robinson, przeczytał dwie książki słynnego brytyjskiego „antypsychiatry” Ronalda Davida Lainga: „Podzielone »ja«” i „Politykę doświadczenia” [obie ukazały się w Polsce pod takimi właśnie tytułami – przyp. red.]. Zrobiły one na Peterze ogromne wrażenie. Postanowił skontaktować się z Laingiem i przekonać go, by pozwolił nam nakręcić film o nim. Doktor Ronald David Laing (1927–1989) był szkockim lekarzem, psychoanalitykiem, pisarzem, muzykiem, poetą, nienasyconym czytelnikiem dzieł filozoficznych i religijnych, a także, jak sam stwierdził, „specjalistą – Boże, dopomóż mi – w zakresie wewnętrznej przestrzeni i czasu”. Zanim skończył 15 lat, przeczytał Platona, Woltera, Marksa, Nietzschego i Freuda. Po tych lekturach wiedział, że poświęci się psychologii, filozofii i teologii. Laing uważał, podobnie jak Freud, że choroba psychiczna nie jest tylko biologicznym zaburzeniem. Intuicyjnie wyczuwał, jak wielkie znaczenie w jej leczeniu ma osobista relacja – choćby pomiędzy psychiatrą i osobą chorą na schizofrenię.

Na początku lat 50. Laing odbywał służbę w jednostce psychiatrycznej armii brytyjskiej. Zaczął wówczas tracić początkowe zaufanie do terapeutycznych korzyści z „oczyszczania” umysłu za pomocą elektrowstrząsów czy lobotomii. Nabrał też podejrzeń, że w bełkocie szaleńców może kryć się jakiś sens. Gdy więc zakończył służbę wojskową i pracował w szpitalu psychiatrycznym w Glasgow, założył eksperymentalny Pokój Zgiełku, w którym pacjenci mogli cieszyć się odrobiną wolności i autonomii.

W roku 1960 Laing opublikował swoją pierwszą książkę „Podzielone »ja«” i z miejsca stał się enfant terrible głównego nurtu psychiatrii. Opierając się na tradycji egzystencjalistycznej, a także na własnych spostrzeżeniach poczynionych podczas czteroletnich studiów psychoanalitycznych i późniejszej praktyki zawodowej, opisał schizofrenię jako raczej reakcję obronną, a nie chorobę. Pogląd ten wywołał w kręgu fachowców gorące kontrowersje, ale jednocześnie – gdy w roku 1965 książka ukazała się w tanim wydaniu nakładem Penguina – pozwolił setkom tysięcy czytelników spojrzeć na choroby psychiczne z zupełnie nowej perspektywy. Opublikowana w roku 1967 „Polityka doświadczenia” stała się kolejnym „kampusowym klasykiem”, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie za sprawą swojego krytycznego stosunku do społecznych ograniczeń Laing stał się guru kontrkultury. Jednocześnie wielu reprezentantów głównego nurtu psychiatrii okrzyknęło go nienaukowym wizjonerem, a nawet wariatem.

Laing wstrząsnął jednak podstawowymi założeniami psychiatrii, a także – w znacznej mierze – społeczeństwem. Kwestionował konwencjonalny podział na zdrowie psychiczne i szaleństwo. Miał też odwagę traktować „chorego psychicznie” nie jak pacjenta, ale jak zwyczajną istotę ludzką. Uważał także, że gdyby pozwolić załamaniu psychicznemu potoczyć się w sposób naturalny, mogłoby ono w ostatecznym rozrachunku przyczynić się do powrotu pacjenta do zdrowia.
W roku 1965 Laing – wraz z Aaronem Estersonem, Davidem Cooperem i innymi naukowcami – założył w Londynie eksperymentalną wspólnotę. Mieściła się w budynku zwanym Kingsley Hall. Terapeuci żyli tam na równych prawach z osobami chorymi na schizofrenię, które miały czas i miejsce, aby zmierzyć się ze swoimi psychozami bez pomocy leków, elektrowstrząsów czy lobotomii. Po pięciu latach, gdy wygasła umowa najmu budynku, eksperyment przeniesiono do londyńskiego dystryktu Archway. Tam właśnie powstał nasz film „Asylum”.

Na początku 1971 roku Peter i ja przyjechaliśmy do Londynu, aby nakręcić wstępne uwagi i komentarze Lainga, który wyraził zgodę na podjęcie próby realizacji filmu o terapeutycznej wspólnocie w Archway. Chcieliśmy też sprawdzić, czy pomysł zaakceptują mieszkańcy ośrodka.

Kiedy poznałem Petera Robinsona, był kierownikiem produkcji, a ja jednym z montażystów filmu „To Be Alive!”, który stał się przebojem nowojorskiego World’s Fair w roku 1964, zdobył Oscara dla najlepszego krótkometrażowego filmu dokumentalnego i został ponownie pokazany na Expo ’67 w Montrealu. Z Peterem pracowało mi się znakomicie, ale gdy ujrzałem kilka mrocznych, czarno-białych, niemych odcinków z Kingsley Hall, gdy usłyszałem kilka opowieści o niektórych mieszkańcach, gdy dowiedziałem się, że co najmniej dwie brytyjskie ekipy zostały stamtąd wyrzucone albo nie udzielono im pozwolenia, gdy przeczytałem „Politykę doświadczenia” i gdy uświadomiłem sobie, że sam w latach 60. byłem melancholijnym „lunatykiem”, nieśmiałym i usztywnionym – wówczas poczułem, że zwyczajnie nie mogę być kamerzystą w takim projekcie i w takim otoczeniu.

Później wstrząsnęło mną kolejne spotkanie z Laingiem – znacznie bardziej osobiste niż to, do którego doszło w Londynie. Pewnej nocy przyśniło mi się (zapewne pod wpływem świeżej lektury „Podzielonego »ja«”), że drzwi do mojej sypialni otwierają się i staje w nich Laing. To chyba wtedy uznałem, że muszę zaangażować się w projekt.

Tak więc na początku 1971 roku wreszcie sfilmowaliśmy Ronalda Lainga, wyjaśniającego w prosty i elokwentny sposób, że celem wspólnoty było stworzenie „azylu”, bezpiecznego miejsca dla ludzi, którzy nie potrafiliby sprostać ani surowym oczekiwaniom swoich rodzin, ani rygorom szpitala psychiatrycznego. Spotkaliśmy się też z mieszkańcami ośrodka, aby mogli dokładnie nas obejrzeć i ocenić. Poczułem ulgę, gdy zobaczyłem, że są przyjaźnie nastawieni i na ogół zachowują się „normalnie” (z niewielkimi wyjątkami). Zaniepokoiło mnie jednak, że w ośrodku prawie nic się nie dzieje. Co tu będzie do filmowania? – zastanawiałem się. Jedną z pierwszych sfilmowanych przez nas sytuacji była dyskusja pomiędzy kilkoma osobami żyjącymi w „azylu”. Podniecony i zdenerwowany mieszkaniec ośrodka ostrzega przed wybuchami jądrowymi. Przysłuchujący się Laing uśmiecha się tak, że przestaliśmy mieć jakiekolwiek wątpliwości – on naprawdę kochał tych ludzi, uważanych powszechnie za szaleńców.

Kiedy kończyliśmy tę krótką wizytę, kilku „azylantów” wyznało, że nas polubili i zapraszają do zamieszkania z nimi na czas kręcenia filmu. Po głosowaniu otrzymaliśmy pozwolenie i wkrótce nie było już „nas” i „ich”.

Wprowadziliśmy się na początku wiosny 1971 roku. Na ścianach najważniejszych pomieszczeń zainstalowaliśmy niezbędne oświetlenie. Mieszkańcy z zadowoleniem przyjęli wydzielane przez nie dodatkowe ciepło. Byli tak bezpośredni! Miałem jednak nieco kłopotów z odrzuceniem mojej typowo anglosaskiej rezerwy. Początkowo automatycznie ograniczałem się do konwencjonalnych pozdrowień i uwag rodem z „realnego świata”. Szybko odkryłem, jak były one sztuczne!

Podczas naszego sześciotygodniowego pobytu nie spotkaliśmy w ośrodku żadnego terapeuty w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – z wyjątkiem znakomitego psychiatry z Londynu, który zresztą tak naprawdę przyjechał do nas po to, by uciec od własnych demonów. Młody „kierownik”, którego obowiązki sprowadzały się do zbierania symbolicznego czynszu i pośredniczenia pomiędzy mieszkańcami ośrodka i ich terapeutami, był terapeutą praktykantem. Trafił do Archway, bo miał zaburzenia w postrzeganiu swojego ciała – na przykład wydawało mu się, że jego ręce są oddzielone od tułowia.

Jednym z największych oryginałów w ośrodku był mężczyzna, który mówił przez 23 god...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy