Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praca i pieniądze , Praktycznie

17 czerwca 2016

Zajęci czasem wolnym

26

Wielu z nas czas wolny kojarzy się jedynie z koloniami w dzieciństwie. Nie umiemy, nie chcemy i boimy się wypoczywać. Pracujemy na okrągło, niszcząc granicę między życiem prywatnym a sprawami służbowymi. Jak odzyskać czas tylko dla siebie?

Początek tego artykułu mógłby brzmieć jak pierwsze zdanie bajki: dawno, dawno temu, kiedy ludzie mieli jeszcze wolny czas i wiedzieli, co z nim zrobić... Wolny czas jest bowiem dla wielu z nas czymś na kształt stworka z baśniowej krainy – słyszeliśmy o nim w dzieciństwie, nasze dzieci jeszcze mają do nieg o dostęp, ale w dorosłym życiu? Kto by tam wierzył w jego istnienie...

Dziś większość ludzi deklaruje, że nie ma wolnego czasu. Jak to możliwe? A może po prostu zgubiliśmy coś ważnego? Może przestaliśmy dbać o siebie albo nie wiemy, jak się samym sobą zająć? Jeszcze 20–30 lat temu w naszej kulturze ludzie bardzo wyraźnie dzielili swoje życie na pracę i czas wolny – te sfery były oddzielone wyraźną i nieprzekraczalną granicą. Czas wolny był zarezerwowany dla rodziny, przyjaciół, życia duchowego (na co składało się czytanie, podróżowanie, oglądanie filmów, sztuk i wystaw, które należało obejrzeć, i bywanie w miejscach, w których wypadało być). Czas wolny dawał przestrzeń dla autorefleksji. Być może dzisiaj ciągle jeszcze wielu z nas bywa, czyta i ogląda to, co jest społecznie oczekiwane, jednak czy z tych aktywności wynika dla nas naprawdę prawdziwa wewnętrzna korzyść? Czy kierujemy naszym życiem tak, by zrobić w nim miejsce na czas wolny, a jeśli tak, to czy umiemy nadać temu czasowi sens?

Cienka czerwona linia


Kiedyś między życiem prywatnym a pracą zawodową przebiegała cienka, ale bardzo wyraźna granica, po części dlatego, że praca (przeważnie etatowa) miała bardziej unormowany i przewidywalny charakter. Przestrzeń pomiędzy tym, co prywatne i tym, co publiczne była nieprzekraczalna. Dzisiaj żyjemy w kulturze transparencji, kiedy wszystko jest przezroczyste – to może powodować, że tracimy poczucie intymności w tym, co intymne powinno pozostać.

Dawniej telefonowanie do kogoś w służbowych sprawach po jego godzinach pracy, poza wyjątkowymi sytuacjami, nie było praktykowane i uważane wręcz za nietakt. Dziś, w dobie komórek, palmtopów i tabletów, normą stała się całkowita dostępność. Czujemy się zobligowani do „bycia w kontakcie” z innymi, niezależnie od tego, czy mają na to ochotę. Oczywiście możemy zdecydować, że nie będziemy odbierać telefonów, ale musimy się liczyć z tym, że wzbudzimy zdziwienie znajomych, przyjaciół, przełożonych. Oczekujemy bowiem, że inni są „pod telefonem”, do dyspozycji, zawsze, gdy ich potrzebujemy. To samo dotyczy poczty elektronicznej. Początkowo traktowaliśmy e-mail jak list wysyłany tradycyjną pocztą – wysyłaliśmy go do nadawcy z nadzieją, że gdy tylko będzie mógł go odebrać i z należytą uwagą przeczyta, to wtedy odpowie. Dzisiaj oczekujemy odpowiedzi od razu.

Technologiczny i cywilizacyjny rozwój wywołał mentalną zmianę, w efekcie której wielu z nas żyje na bardzo krótkiej „smyczy”. Nawet jeśli postanowimy nie odpowiadać na służbowe maile w domu, to ciągle towarzyszy nam świadomość, że one przychodzą. Nasz telefon daje znać, że w skrzynce mamy nieprzeczytaną wiadomość. Jesteśmy permanentnie bombardowani takimi sygnałami i nie możemy ich całkowicie ignorować. By wydobyć się z tej męki niepewności – jednak czytamy, a czasem także odpowiadamy na służbową korespondencję. Sądzimy, że to dowód naszego zaangażowania w pracę. Podobnie jak zostawanie po godzinach, które w wielu firmach stało się oczywistością. Jednak zostając po godzinach lub zabierając pracę do domu czy odbierając w prywatnym czasie maile i telefony służbowe, sankcjonujemy brak granicy między naszym życiem prywatnym a pracą zawodową. Stajemy się „żołnierzami korporacji”, jak określił siebie Nigel Marsh, autor książek Fat, Forty and Fired („Grubi, czterdziestoletni i zwolnieni”) i Over-worked and Underlaid („Przepracowani i głodni seksu”). Na konferencji TED w Sydney Marsh w poruszający sposób opowiadał o problemach z osiągnięciem równowagi między pracą a życiem...

Niestety, codziennie pozwalamy na naruszanie i przekraczanie granicy pomiędzy tymi dwiema sferami. Wielu z nas – zwłaszcza ci, którzy prowadzą własne firmy – czuje się tak, jakby w ogóle nie wychodziło z pracy. Ale nie oddzielając pracy od życia prywatnego, nie szanujemy ani naszego czasu, ani naszego życia rodzinnego, ani w gruncie rzeczy samych siebie. Wiem, że może podnieść się chór krytycznych głosów wobec takiego stawiania sprawy w sytuacji, gdy rosnące bezrobocie i kryzys stanowią realne zagrożenie dla miejsc pracy wielu z nas. Jednak zastanówmy się, czy to nie my sami budujemy sytuację, którą później przeżywamy jako coś nie do zniesienia. W nowo[-]czesnych społeczeństwach pracownik, który jest stale do dyspozycji szefa, uważany jest za nieefektywnego (ponieważ nie ma czasu na wypoczynek) i w jakiś sposób niekompetentnego (nie ogarnia swojej pracy do tego stopnia, że musi się nią zajmować po godzinach). Zastanówmy się więc nad tym, czy komunikat, który wysyłamy naszemu szefowi, deklarując i praktykując absolutną dyspozycyjność, jest rzeczywiście zgodny z na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy