Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Zagubieni w nowym roku

0 367

Próbujemy robić sobie życiowy lifting, zmieniając partnera, rodzinę czy środowisko. Tyle tylko, że w tych nowych konfiguracjach tkwimy ciągle my – z naszymi lękami, zachowaniami i stosunkiem do innych. Stąd biorą się frustracja i osamotnienie, szczególnie intensywnie odczuwane na początku nowego roku.

Dojmująca samotność, poczucie braku sensu i spełnienia, brak poczucia przynależności do kogoś lub czegoś – osoby uskarżające się na takie właśnie dolegliwości przychodzą do gabinetów psychoterapeutycznych przez cały rok, ale w pierwszych tygodniach nowego roku, po okresie świąteczno-sylwestrowym, jest ich zdecydowanie więcej. Potwierdzają to obserwacje zarówno moje, jak i innych psychoterapeutów. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Boże Narodzenie i Nowy Rok – święta uchodzące przecież za najbardziej rodzinne, najbardziej radosne, najbardziej sprzyjające bliskości – wywołują u tak wielu ludzi smutek i zniechęcenie? Dlaczego po okresie – wydawałoby się – bardzo „emocjonalnie ciepłym” odczuwają oni przenikliwy i dojmujący uczuciowy ziąb? Dlaczego wśród tylu bliskich czują się tak bardzo samotni i obcy?

Wiele osób wiąże ze schyłkiem roku sporo oczekiwań – że nagle odmieni się atmosfera w ich domach, że będzie im bliżej do bliskich, że poczują silną więź i miłość. Jeśli jednak takiej atmosfery nie było wcześniej, to trudno przypuszczać, że nagle, nie wiadomo skąd, pojawi się ona w ich domach, zbliży wszystkich do siebie i ogrzeje serca. Przecież nie bez powodu mówi się, że głodny głodnego nie nakarmi – jeżeli czegoś nie ma, to na pewno tego nie przybędzie. Jedyne, co można zrobić, to zacząć to coś budować lub odbudowywać.

Przez cały rok towarzyszą nam lęki i obawy związane z naszymi relacjami z bliskimi. Intensyfikują się one pod wpływem utraconych oczekiwań i nadziei związanych z okresem świąteczno-noworocznym. Wielu spośród tych, którzy na początku nowego roku przychodzą do terapeutów po pomoc, jest w stanie zobaczyć, że znaleźli się w bardzo bolesnym momencie swojego życia. Doskonale wiedzą, że święta i początek nowego roku niczego nie odmieniły, że całoroczne zaniedbania wobec innych i wobec siebie nie znikły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

W niektórych rodzinach i związkach święta – ze swoją specyficzną atmosferą i koniecznością wspólnego spędzania czasu – stają się czymś w rodzaju papierka lakmusowego sprawdzającego siłę wzajemnych więzi. Mało wspólnych tematów, emocjonalny chłód, wzajemna obcość i niejasna komunikacja – wiele osób bardzo mocno przeżywa poświąteczną rzeczywistość. Ze smutkiem zauważają, że do bliskich niezwykle im daleko. Często towarzyszy im też wrażenie, że równie daleko im do siebie samych.

Paradoksem jest to, że tak powszechne, niczym prawie nieskrępowane obyczajowe współistnienie jednocześnie oddala nas od poczucia autentycznej bliskości i intymności z ważnymi dla nas osobami. Sprawia, że zaniedbujemy obszar wspólnego bycia razem i dzielenia się wieloma rzeczami (a to przecież podstawa bliskości i intymności!), który – pozbawiony pielęgnacji – niezwykle szybko marnieje i obumiera. Również nasza kultura czy obyczaje społeczne próbują autentyczną bliskość zastąpić modą na bardzo pozorne i płytkie relacje interpersonalne. Internetowe czaty, święcący ostatnio triumfy clubbing, przelotne związki – to tylko kilka z długiej listy przykładów. Gdybyśmy ulegli pokusie generalizacji, to śmiało moglibyśmy powiedzieć, że nasza współczesność to czas wielkiego kryzysu więzi – ich nawiązywania, budowania i podtrzymywania.

Można oczywiście „wymieniać” naszych bliskich, partnerów – wielu ludzi próbuje taką strategię traktować jako antidotum na samotność czy poczucie oddalenia, które w pewnym momencie pojawia się w ich relacjach. To ciężki czas dla związku, to kryzys, który jednak – jeśli zostanie konstruktywnie rozwiązany – może okazać się krokiem do następnego, bardz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy