Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

14 lipca 2017

Z sensem o seksie

0 517

Jeśli komuś słowo „seks” kojarzy się wyłącznie z – mówiąc dosadnie – ciupcianiem, to jest to jego osobiste nieszczęście i na to nie ma rady – twierdzi seksuolog Wiesław Sokoluk.

Piotr Żak: – Czy określenie „wychowanie seksualne” jest dobre? Czy nie lepiej byłoby mówić o wychowaniu emocjonalnym?
Wiesław Sokoluk: – Myślę, że warto wyróżnić ten rodzaj wychowania. Dzięki temu wyraźnie widać, jak on jest umiejscowiony wobec pozostałych obszarów wychowania, na ile jest wobec nich autonomiczny czy specyficzny. A może obawia się Pan używania słowa „seks”?

Broń Boże! A skąd u Pana takie podejrzenie?
– Bo niepokojąco często mam do czynienia z ludźmi, którym słowo „seks” nie przechodzi przez gardło. Uczestniczę w pracach nad książką „Nieseksualny wymiar seksu”. Chcielibyśmy ofiarować ją nauczycielom jako pomoc w prowadzeniu zajęć z tak zwanego przygotowania do życia w rodzinie. No i urzędnicy bez przerwy żądają, żeby zmienić tytuł, bo występuje w nim słowo „seks”. Inny przykład: dyrektor szkoły poprosił, żebym porozmawiał z uczniami o HIV, ale postawił jeden warunek – ani słowa o seksie. No cóż, można powiedzieć, że głupota jest sprawą ostateczną. Nie podlega żadnej reformie.

Z czego wynika taka niechęć do słowa „seks”?
– Z niewiedzy. Słowo „seks” pochodzi od łacińskiego „sexus”, czyli płeć. Zatem przymiotnik „seksualny” wskazuje jedynie na to, że to coś ma związek z posiadaniem płci. Jeśli jednak komuś słowo „seks” kojarzy się wyłącznie z – mówiąc dosadnie – ciupcianiem, to jest to jego osobiste nieszczęście i na to nie ma rady. Menedżer Beatlesów zwykł mawiać: „Ludzie nie są tacy głupi. Są jeszcze głupsi”. Niestety, ze smutkiem należy mu przyznać rację. Jedynym niedostatkiem, którego ludzie nie zauważają, jest niedostatek rozumu. Po drugie, na seksie każdy się zna. Po trzecie, poziom indoktrynacji w tej dziedzinie naprawdę przekracza granice zdrowego rozsądku. Jeśli w indoktrynacji konsekwentnie używa się na przemian słów „seksualny” i „demoralizujący”, to z czasem stają się one tożsame. To znana zasada doktora Josepha Goebbelsa z uniwersytetu w Heidelbergu, który twierdził, że jeśli kłamstwo powtórzy się tysiąc razy, to w końcu ludzie zaczynają uważać je za prawdę.

To bardzo niepokojące, że sfera, która powinna być bardzo osobista, wręcz intymna, stała się kartą przetargową w różnego rodzaju rozgrywkach politycznych czy społecznych.
– Czemu się pan dziwi? Przecież seks i polityka zawsze były w dość silnym związku. Komuniści używali go jako konia trojańskiego przeciwko Kościołowi. Marksiści mówili, że władzę ma ten, kto posiada środki produkcji. Poprawka informacyjna do tego twierdzenia jest taka, że władzę ma ten, kto serwuje informacje. Poprawka psychologiczna jest taka, że władzę ma ten, kto serwuje poczucie winy. A poprawka seksuologiczna jest taka, że władzę ma ten, kto regl...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy