Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

10 lutego 2016

Z czego leczy płacz

34

Gdyby nie łzy, bylibyśmy jak maszyny - nawet najdoskonalsze roboty nie potrafią płakać. Dlaczego zatem wstydzimy się tej reakcji? I dlaczego nie warto powstrzymywać łez?

Krystyna niedawno straciła matkę. Od dwóch tygodni płacze i nie jest w stanie się uspokoić. Ciągle towarzyszy jej smutek i ból, jednak po wybuchu płaczu czuje się nieco lepiej.

Elżbieta pięć miesięcy temu wyszła za mąż. Podczas ceremonii w kościele, w momencie ślubowania, poczuła przypływ ogromnej radości, nieopisanego szczęścia i wzruszenia. Łzy napływały jej do oczu i – mimo starań – nie mogła ich powstrzymać, płakała ukradkiem do końca uroczystości.
Jerzy lubi czytać przed snem poezję. Na jego nocnym stoliku zawsze leżą tomiki Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza, których ceni szczególnie. Lektura często prowadzi go do łez wzruszenia. Wstydzi się ich, bo od małego słyszał: „mężczyźni nie płaczą”, i upomnienia, żeby nie był beksą. Na wzruszenie pozwala sobie zatem tylko w domu, późnym wieczorem, nad ulubionymi wierszami.

Do łezki łezka

Już Augustyn z Hippony, filozof i teolog, pisał, że „łzy są kroplami krwi duszy”. Płacz jest bowiem naturalną reakcją na silne emocje. Gdy doświadczamy gwałtownych uczuć, gdy dzieje się z nami coś ważnego, wyrażamy ten stan właśnie płaczem. Najczęściej jest on reakcją na smutek, wspomnienie traumatycznych doświadczeń i trudnych sytuacji życiowych. Opłakujemy stratę kogoś bliskiego – śmierć albo rozstanie, rozpad związku, rozczarowanie w przyjaźni.
Płacz ma działanie kojące i uspokajające. Przynosi ulgę także w sytuacjach silnego lęku i stresu – gdy płaczemy, zmniejsza się napięcie mięśni, a oddech normuje się.

Płaczemy nie tylko w przykrych sytuacjach, ale też, jak Jerzy czy Elż­bieta, z powodu radości i wzruszenia. Takie łzy różnią się od łez odruchowych, które płyną w wyniku podrażnienia oka (por. „Ze smutku i w odruchu”, s. 52). Płacz emocjonalny jest charakterystyczny tylko dla człowieka i towarzyszy mu od momentu narodzin. Płacząc, niemowlę informuje opiekunów o tym, że jest mu zimno, że jest głodne lub znudzone, że coś mu dolega. Łzy są podstawową reakcją człowieka na ból i naturalnym sposobem komunikacji z otoczeniem. Bywają też narzędziem do manipulowania innymi. Płaczemy, by osiągnąć jakiś ważny dla nas cel, na przykład zdobyć współczucie drugiej osoby, uzyskać pomoc, zmniejszyć agresję przeciwnika i uśpić jego czujność poprzez wzbudzenie w nim litości. Amerykańska psychoterapeutka Judith K. Nelson, autorka książki Seeing through tears: crying and attachment, uważa, że płacz często jest próbą stworzenia bliskości z drugą osobą. Mówi ona o tzw. płaczu protestu, którym już małe dzieci przywołują opiekuna, aby w ten sposób uzyskać pocieszenie i poprawę nastroju. Jeśli opiekunowie reagują na taki przyzywający płacz troską i czułością, dziecko w dorosłym życiu kojarzy płacz z ulgą i nie wstydzi się łez. Jeśli natomiast dorośli odpowiadają na łzy dziecka irytacją i rozdrażnieniem – uczy się powstrzymywać od płaczu i skrywać emocje.

Zapłakany, czyli bezpieczny


Łzy sygnalizują, że organizm powraca do równowagi, a napięcie mięśni i wysoki poziom adrenaliny, które były potrzebne w momencie zagrożenia czy kryzysu, już ustępują. Czujemy się na tyle bezpiecznie, że możemy „puścić” emocje i przejść ze stanu czujności i pobudzenia (gdy nasz organizm walczy z problemem, wybierając strategię „uciekaj albo walcz”) do stanu równowagi i uspokojenia.

Czasami w momencie największego kryzysu, nawet podczas traumy, nie jesteśmy w stanie płakać. Odcinamy się od emocji, by nie przeżywać bólu, smutku czy złości. Płaczemy dopiero wtedy, gdy pojawia się przy nas ktoś życzliwy lub bliski, wykonuje ciepły gest, dodaje nam otuchy. Czujemy się bezpiecznie, więc ciało nie musi się dłużej bronić, napinając mięśnie. Rozluźniamy się, bo wiemy, że mamy wsparcie, jesteśmy gotowi przyjąć pomoc.
– Gdy pielęgnowałam mamę w szpitalu, w naszym rodzinnym mieście, trzymałam się jakoś – wspomina Krystyna. – Powstrzymywałam łzy, bo nie chciałam jej martwić. Nawet gdy zmarła, znalazłam w sobie jeszcze dość sił, by zająć się pogrzebem i wspierać tatę. Uporządkowałam szafę mamy, rodzinie przekazałam różne pamiątki po mamie. Nie mam pojęcia, jak tego dokonałam, skąd brałam siłę? Dopiero gdy minęło trochę czasu od pogrzebu, po powrocie do domu poczułam, że już nie mogę, nie dam rady sama. Dopiero przy moim partnerze, w jego ramionach, zaczęłam płakać i nie mogłam przestać. Rozpacz i ból obezwładniły mnie.

Beksa nie jest słaba

W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia na płacz dorosłego człowieka. Łzy dopuszcza się tylko w wyjątkowo trudnych momentach życia, takich jak śmierć bliskiej osoby. Płacz łatwiej akceptowany jest u kobiet, często posądzanych zresztą o nadwrażliwość, zbyt łatwe i nieuzasadnione reagowanie silnymi emocjami i płaczem, a nawet o manipulowanie w ten sposób otoczeniem, by uzyskać współczucie i uwagę.

W powszechnej świadomości płacz utożsamiany jest ze słabością i bezradnością. Uczymy się tego od małego. Często rodzice i opiekunowie zawstydzają i wyśmiewają dzieci, nazywając je mazgajami czy beksami. W efekcie, w dorosłym życiu nie pozwalamy sobie na płacz – zwłaszcza mężczyźni, którzy sądzą, że...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy