Urszula Szarek: Aby poczuć się bezpiecznie, próbujemy czasem wszystko w naszym życiu przewidzieć i zaplanować. A w Pana życiu wiele najważniejszych decyzji wydarzyło się trochę przez przypadek. Jak te „przypadki” doprowadziły Pana do psychologii międzykulturowej?
David Matsumoto: Miałem ogromne szczęście. Naprawdę czuję się wdzięczny za życie i karierę, które miałem, bo właściwie nic z tego nie było zaplanowane. Początkowo chciałem zostać lekarzem. Przez pierwsze dwa lata na Uniwersytecie w Michigan przygotowywałem się do medycyny, ale pracując w szpitalu, zauważyłem coś, co bardzo mnie poruszyło: lekarze zajmowali się bólem fizycznym, ale nie bólem emocjonalnym. Za namową kolegi spróbowałem więc psychologii.
Eugene Burnstein skierował mnie do Roberta Zajonca. Kiedy pierwszy raz wszedłem do jego gabinetu, siedział na podłodze i naprawiał krzesło. Powiedział mniej więcej: „Chodź tu i pomóż mi”. Zaczęliśmy więc razem naprawiać krzesło i tak zaczęła się nasza współpraca. Wtedy interesowało mnie, jak niemowlęta i dzieci rozumieją swoich opiekunów bez języka. Nie miałem pojęcia, że będę zajmował się kulturą.
Potem wydarzył się kolejny przypadek: miałem jechać do Japonii trenować judo. Zajonc powiedział: „Skoro jedziesz, dlaczego nie zbierzesz tam danych?”. Zebrałem dane w Japonii, potem w Stanach i nagle miałem swoje pierwsze badanie międzykulturowe. Jechałem tam trenować judo, nie po to, by rozpoczynać karierę badacza kultury. Później dostałem się do Berkeley, gdzie za sugestią Zajonca skontaktowałem się z Paulem Ekmanem i zacząłem pracować nad ekspresją emocji. Patrząc wstecz, widzę serię przypadków. Niczego z tego nie planowałem. Po prostu robiłem to dalej, ponieważ pojawiały się możliwości.
Czasem nie potrafimy dostrzec tych możliwości. Czasem zniechęcamy się pod wpływem trudności, tracimy poczucie bezpieczeństwa, rezygnujemy... Pan się nie poddawał?
Tego nauczyło mnie judo. Jeśli osiągnąłem w życiu jakiś sukces, w ogromnej mierze zawdzięczam go judo, obok rodziców i rodziny. Zacząłem trenować jako siedmiolatek i jako dziecko naprawdę tego nie znosiłem. Dopiero później mocno się w nie zaangażowałem. Judo nauczyło mnie przede wszystkim, żeby nigdy się nie poddawać, bez względu na to, jak jest trudno. Nauczyło mnie też szacunku, dyscypliny i zarządzania czasem. Ale chyba najważniejsze było to, że cokolwiek robię, daję z siebie wszystko. Mogłem więc równie dobrze całe życie badać nogi koników polnych i pewnie dziś byłbym jednym z najlepszych specjalistów od nóg koników polnych na świecie. Tak się po prostu złożyło, że była to psychologia.
POLECAMY
Zacznijmy więc od emocji. Często mówimy o „dobrych” i „złych” emocjach. Czy taki podział ma sens?
Uczucia związane z emocjami możemy odbierać jako pozytywne albo negatywne. Ale samych emocji nie dzieliłbym w ten sposób, ponieważ wszystkie są funkcjonalne. Mamy je z jakiegoś powodu. Weźmy złość – sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Jeśli wykorzystuję ją, żeby zranić bliską osobę, jest to nieadaptacyjny sposób jej użycia. Ale jeśli ktoś jest krzywdzony i złość pomaga mu się obronić, może pełnić bardzo potrzebną funkcję. Emocje są trochę jak narzędzia, można ich używać konstruktywnie albo destrukcyjnie. System emocjonalny jest częścią ludzkiej natury.
Co się dzieje w nas, kiedy spotykamy człowieka albo kulturę, których nie potrafimy odczytać?
Najprościej mówiąc, może włączyć si...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.