Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Wołające ciała

107

50-letni mężczyzna, nałogowy palacz z nadciśnieniem, miażdżycą, nadwagą, często cukrzycą - taki jest stereotyp człowieka chorego na serce. To - jak wskazują wyniki badań - obraz nieprawdziwy. Wśród pacjentów kardiologicznych coraz więcej jest „młodych, pięknych i bogatych”. Bardzo aktywnych zawodowo ludzi, których chore ciała wołają o pomoc dla zmęczonych dusz.

Grzegorz (28 lat) jest menedżerem działu handlowego jednej z największych na polskim rynku firm motoryzacyjnych. Pracę zaczął jeszcze na studiach, na początku czwartego roku. – Potem na uczelni bywałem już rzadko. Sprawy zawodowe pochłonęły cały mój czas – wspomina. Pracę zaczyna codziennie o 8. rano, a kończy o 20. lub 21. – Jak czasem się zdarzy, że jestem w domu przed 19., to przychodzę, patrzę tępym wzrokiem w telewizor i zaraz włączam laptopa, żeby znowu popatrzeć w tabelki. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić kiedy wracam wcześniej – opowiada. Twierdzi, że u niego w firmie wszyscy tak długo pracują. – Do tego dochodzą częste delegacje, również zagraniczne, no i co drugą sobotę też trzeba spędzić w firmie. Jak się komuś nie podoba, to do widzenia. Szef przy każdym najmniejszym poślizgu w terminach powtarza mi, że co najmniej 10 kandydatów czeka już na moje miejsce, a bezrobocie w Polsce wciąż jest duże – mówi. Grzegorz studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Marzyła mi się praca na uczelni, może doktorat. Miałem na studiach dziewczynę. Wszystko się posypało, gdy zacząłem widywać się z nią ledwie raz w tygodniu, bo tyle czasu spędzałem w pracy. Znalazła kogoś, kto miał dla niej więcej czasu – zwierza się.

Po jednej z kolejnych gróźb szefa Grzegorz poczuł palący ucisk w klatce piersiowej. Miał trudności z oddychaniem. Czuł się bardzo źle, był zlany potem, miał zawroty głowy. Zaraz po pracy zgłosił się do lekarza, ten skierował go na kardiologię...

Zbyt młodzi na kardiologię

„Pan Bóg przebacza zawsze, człowiek czasami, a natura nigdy” – brzmi jedna z sentencji, które wzbudzają emocje i prowokują dyskusje pacjentów Oddziału Kardiologii Szpitala Miejskiego im. G. Naruto­wicza w Krakowie. Jadwiga Berezowska-Pogoń pracuje tu jako psycholog już 10 lat. Twierdzi, że pacjenci w typie Grzegorza trafiają na kardiologię coraz częściej: – W ciągu ostatniego roku poddano diagnostyce i terapii na kardiologii 18 pacjentów z podobnymi objawami: 13 mężczyzn i 5 kobiet. Wszystkich do szpitala doprowadziły dolegliwości odczytywane przez nich samych, a także przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, jako kardiologiczne. Wśród nich: przyspieszony, nierówny rytm serca, bóle w klatce piersiowej, zawroty głowy, odczucie podwyższonego ciśnienia tętniczego krwi, czerwienienie skóry, pocenie się, duszności i trudności w oddychaniu – połączone z uczuciem narastającego lęku.
– Na podstawie naszych obserwacji nakreślić można obraz nowego rodzaju pacjenta kardiologicznego – mówi pani Jadwiga. – To człowiek między 25. a 40. rokiem życia, niesamowicie zaangażowany w pracę zawodową i równocześnie niezadowolony z jej wykonywania. Pacjenci ci nie deklarowali żadnych pozazawodowych zainteresowań lub nie mieli czasu na ich realizację. Bardzo obawiali się utraty pracy, czego konsekwencją był pobyt w szpitalu w ramach urlopu i wywieranie presji na tempo diagnostyki. Pobyt w szpitalu utrzymywali w tajemnicy. Do tego stopnia, że swoje obowiązki służbowe wykonywali ze szpitalnych łóżek. Były to osoby samotne – kawalerowie, panny i rozwiedzeni, nieutrzymujące bliskich kontaktów towarzyskich.

Zestresowane serce

Małgosia (lat 34) pracuje jako dziennikarka w dużej gazecie codziennej. – Już przyzwyczaiłam się do tego, że wracam do pustej wynajętej kawalerki codziennie około 22. Żywię się drożdżówkami i kawą. Żyję w ciągłym napięciu, w redakcji wszystko jest zawsze do zrobienia „na wczoraj”. Od rana do wieczora ślęczę przed komputerem, wiszę na telefonie albo biegam po mieście. Każdą informację muszę wyrwać, wyprosić, wynegocjować. Praca wypełnia całe moje życie, a i tak zawsze coś jest nie tak. Jak coś mi się nie uda, to jest wielka awantura, a jak wszystko zrobię dobrze, to nie zasługuję nawet na dobre słowo. Atmosfera w redakcji jest fatalna. Każdy kopie pod każdym dołki. Nie można liczyć na niczyją pomoc – opowiada Małgosia. – To chyba nie jest praca dla mnie. Jestem zbyt nerwowa, za bardzo się wszystkim przejmuję. Nawet we śnie cały czas telefonuję albo piszę e-maile.

Małgosia była już wcześniej na oddziale kardiologii. Kiedyś wzięła dzień urlopu, bo zrobiło jej się słabo po kolejnej popołudniowej kawie. – Poczułam, że serce bije mi tak szybko, jakby miało wyskoczyć z piersi. Ręce mi drżały i zakręciło mi się w głowie – wspomina. Lekarz w przychodni po zmierzeniu ciśnienia natychmiast skierował ją do szpitala. Teraz było podobnie.

Małgosia doskonale pasuje do opisywanej przez Jadwigę Berezowską-Pogoń grupy „młodych sercowców”. Przedstawicieli tej grupy można bez trudu wyłowić z szarości szpitalnych korytarzy. – Zarówno kobiety, jak i mężczyźni „obrośnięci” są papierami. Nagminnie korzystają z telefonów komórkowych. Niejednokrotnie całymi godzinami patrzą w ekran laptopa. Starają się nie nawiązywać kontaktów towarzyskich wśród towarzyszy niedoli – opowiada psycholog.
Co ciekawe, z czysto medycznego punktu widzenia wyniki badań serca i układu krążenia młodych pacjentów kardiologicznych nie wykazują znaczących odchyleń od normy. – Objawy, z którymi zgłosili się do szpitala, były zazwyczaj reakcją organizmu na nadmierne obciążenie stresem. Jeżeli takie obciążenie będzie im towarzyszyło nadal, może się u nich pojawić choroba niedokrwienna serca. Na razie zestresowane serce ich ostrzega – mówi Jadwiga Berezowska-Pogoń.

Tylko moje ciało choruje

Andrzej (37 lat) to programista w jednej z największych firm teleinformatycznych w Krakowie. Rok temu rozwiódł się z żoną i wyprowadził z rodzinnego miasta. Nie ma dzieci. – Nie mieliśmy czasu na powiększenie rodziny. Oboje ciężko pracowaliśmy. Widywaliśmy się praktycznie tylko w weekendy, a i to nie zawsze, bo dochodziły szkolenia i delegacje – opowiada.  Po rozwodzie w pracy spędza jeszcze więcej czasu. – Konkurencja jest ogromna. W moim dziale rotacja pracowników jest tak duża, że boję się, że niedługo mnie zwolnią, bo na moje miejsce czeka już wielu młodszych i zdolniejszych. To bardzo szybko rozwijająca się gałąź przemysłu. Ciągle muszę się dokształcać. Nawet w domu większość czasu spędzam przed komputerem – relacjonuje. Życia prywatnego Andrzej praktycznie nie ma. Rodziców odwiedza tylko w święta. Była żona ponownie wyszła za mąż. On nie ma czasu, siły ani nastroju na nawiązywanie nowych znajomości. Na kardiologię trafił, gdy dowiedział się, że w firmie nastąpi redukcja etatów...

– Udało mi się nawiązać dobry kontakt z wszystkimi tymi młodymi pacjentami, choć nie było to łatwe – z jednej strony wszystkie badania, które są wykonywane w trakcie ich trzydniowej hospitalizacji, z drugiej fakt, że oni wciąż priorytetowo traktowali swoje zajęcia zawodowe – opowiada Jadwiga Berezowska-Pogoń. Zebrane informacje pozwoliły jej stworzyć sylwetkę psychologiczną młodych pacjentów kardiologicznych: – Cechuje ich bardzo wysoki poziom niepokoju ogólnego, w znacznym stopniu nieuświadomionego, i wysokie napięcie wewnętrzne. – Niski próg wrażliwości na frustrację powoduje, że są to osoby bardzo źle radzące sobie z niepowodzeniami i porażkami. Mają także skłonność do autoagresji emocjonalnej, poczucia winy i nieadekwatności. Brak świadomości przeciążenia stresem powodował, że pojawiających się dolegliwości cielesnych w ogóle z nim nie łączyli. Na lekką depresję wskazywały problemy ze snem i apetytem czy obniżenie popędu seksualnego. Ci młodzi ludzie w bardzo pesymistyczny sposób lokowali się na linii życia, czasem nawet w jej ostatniej części – tak jakby na nic już nie czekali, jakby nie widzieli przed sobą żadnej przyszłości. Liczne mechanizmy obronne sprawiały, że byli przekonani o wyłącznie cielesnym charakterze swoich dolegliwości.

Odczytana wiadomość

Marta (29 lat) pracuje w dziale windykacji jednego z dużych polskich banków. Mieszka sama, zarabia całkiem dobrze, ale jak sama mówi, nie ma czasu cieszyć się zarobionymi pieniędzmi. Nie lubi swojej pracy. – Ciągłe telefoniczne polowanie na dłużników, straszenie ich konsekwencjami – to zupełnie nie w moim stylu. Chciałabym mieć spokojną, stabilną pracę, ale w dzisiejszych czasach to chyba niemożliwe. Chciałabym założyć rodzinę, a wciąż jestem sama i boję się, że tak już zostanie. Po przyjściu z pracy po 10-11 godzinach użerania się, nie mam na nic siły. Często biorę też pracę do domu, bo ciągle z czymś zalegam, a mojej szefowej panicznie się boję. Zupełnie nie widzę przed sobą przyszłości, nic mnie już nie cieszy, bywają dni, że płacz mam zawieszony na końcu nosa... – opowiada.
Do kardiologa Marta trafiła ze skierowaniem od lekarza z przychodni, kiedy wzięła trzy dni z niewykorzystanego urlopu, żeby wreszcie wyjaśnić, skąd te zawroty głowy, kłucie w klatce piersiowej i kaszel. – Kiedy lekarz zmierzył mi ciśnienie, nie miał już wątpliwości... – uśmiecha się smutno.
– Ogromne, praktycznie wyłączające życie osobiste i odpoczynek obciążenie pracą, wynikające np. ze złego traktowania przez pracodawcę, brak satysfakcji z pracy, brak planu na przyszłość i zupełna nieświadomość wpływu takiego stanu rzeczy na własną psychikę są źródłem olbrzymiego nieuświadomionego stresu. To on tak bardzo obciąża organizm, iż ten reaguje objawami somatycznymi. Są one dla przeciążonego organizmu sygnałem ostrzegawczym – wyjaśnia Berezowska-Pogoń. Twierdzi, że dla jej młodych pacjentów już sam kontakt z kimś, kto chciał rozmawiać o ich problemach osobistych, był nowym, budującym doświadczeniem: – Mając mało czasu, mogłam jedynie starać się jak najlepiej uświadomić pacjentom przyczyny ich problemów ze zdrowiem i motywować ich do pracy nad sobą. Ważne stało się też wyposażenie ich w podstawowe techniki radzenia sobie z sytuacją trudną, przeprowadzenie pierwszych lekcji relaksacji i wizualizacji, wskazanie przydatnej literatury i adresów, z których mogliby skorzystać w przyszłości.
Wszyscy młodzi pacjenci, z k...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy