Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

W tobie zdrowie

0 353

Nie mamy wpływu jedynie na swoje predyspozycje genetyczne. Na wszystko inne możemy wpływać, jeśli jesteśmy otwarci na siebie, na własne potrzeby, a unikamy autodestrukcyjnych form zachowania i funkcjonowania.

Czy choruje najpierw ciało, a za nim psychika, czy też dzieje się odwrotnie? Na czym polega jedność psyche (duszy) i somy (ciała)? Co warunkuje chorobę? Czy częściej szukamy pomocy wtedy, gdy coś nas fizycznie boli, czy też wtedy, gdy czujemy ból psychiczny? Po co sięgamy, by przestać odczuwać dyskomfort? Wiele współczesnych badań poświęconych jest jedności psyche i somy – psychosomatyce. Swoje problemy życiowe – zdrowotne, emocjonalne, a w konsekwencji interpersonalne – można zdaniem M. Siemsa rozwiązać dzięki poprawie kontaktu z własnym ciałem. Polepszając ów kontakt, usprawniamy relacje z ludźmi i łatwiej nam znaleźć swoje miejsce na ziemi. W codziennym życiu obszar świadomości zwany świadomością ciała jest nam mało dostępny. Kontakt z ciałem ogranicza się zwykle do odbierania sygnałów bólu, zmęczenia, przeciążenia czy satysfakcji seksualnej. Natomiast subtelniejsze doznania i stany organizmu pozostają poza polem naszej uwagi. Umiejętność kontaktowania się ze swoim ciałem ułatwia ludziom stworzenie silniejszego poczucia tożsamości, ponieważ nie muszą się zmieniać pod wpływem opinii otoczenia, na przykład o swoich cechach fizycznych. Sprzyja to właściwej samokontroli i pozwala na takie zachowania, które są zgodne zarówno z warunkami zewnętrznymi, jak i z potrzebami organizmu.
W świadomości własnego ciała i w kontakcie z nim pomaga aktywność fizyczna. E. Boenisch i C. M. Haney porównywali efekty ćwiczeń fizycznych z działaniem powszechnie przepisywanych środków uspokajających. Zaobserwowali, że to ćwiczenia lepiej odprężają i poprawiają nastrój, a przy tym nie wywołują żadnych skutków ubocznych typowych dla leków.
Po prawidłowo wykonanych ćwiczeniach mamy zwykle dobre samopoczucie. Biegacze twierdzą nawet, że przeżywają coś zbliżonego do stanu euforii. Badania dowodzą, że utrzymywanie dobrej formy fizycznej może zmniejszyć ryzyko chorób wieńcowych, nadciśnienia, nadwagi, depresji i chorób związanych ze stresem. Ćwiczenia fizyczne opóźniają też pojawienie się oznak starzenia i zwiększają zdolność organizmu do walki z infekcjami. Dobra kondycja może również wpłynąć na zmianę postawy życiowej – codzienne problemy wydają się wówczas mniej istotne.

Tak jak dobrostan fizyczny ma ważny wpływ na funkcjonowanie psychiczne, tak choroba, wraz z towarzyszącym jej bólem, silnie wpływa na nasze emocje i funkcjonowanie poznawcze. Pojawiają się lęk i trudności w koncentracji, zawężają się zainteresowania, zmienia się postawa ciała. Często odsuwamy się od ludzi, jesteśmy źli na los i wrogo nastawieni do tych, „którzy nas nie rozumieją, bo są zdrowi”. Paradoksalnie, nadmierne skupienie na chorobie nie pomaga w leczeniu. Samotność i izolacja – jak mówił L. Pasteur – wspomagają tworzenie żyznej ziemi, na której mogą rosnąć mikroby. D. Ornish, amerykański kardiochirurg, w znakomitej książce „Miłość i przetrwanie” napisał, że po latach obserwacji swoich pacjentów doszedł do przekonania, iż wszystkim chorym na serce potrzebny jest by-pass emocjonalny – pomost, który pozwoli im przekroczyć izolację od ludzi, od siebie samych i różnie pojmowanej siły wyższej. Jego zdaniem miłość i związki miłosne mają działanie ochronne – wzmacniają naszą odporność na chorobę.
W 1989 roku D. Spiegel i jego współpracownicy opublikowali w brytyjskim czasopiśmie „The Lancet” przełomowy artykuł o kobietach z przerzutowym rakiem sutka. Opisywali badania, w których pacjentki zostały losowo podzielone na dwie grupy. Obu grupom zapewniono typową opiekę medyczną (chemioterapia, operacje chirurgiczne, naświetlenia i leczenie farmakologiczne), ale tylko kobiety z jednej grupy spotykały się co tydzień – przez...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy