Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Utracona płeć Roberty Muldoon

0 337

Można nie wiedzieć, do jakiej płci się przynależy, albo być przekonanym, że należy się do innej niż ta, na którą wskazują cechy biologiczne.

John Irving mówił o swojej słynnej powieści „Świat według Garpa”, że to „hymn na cześć życia, w którym wszystkie postacie spotyka śmierć”. Tylko świat nieco naiwnego T. S. Garpa – szalony, groteskowy, brutalny, ale też banalny i radosny – mógł pomieścić postać Roberty Muldoon. Roberta urodziła się mężczyzną, zmarła jako kobieta. Co miało miejsce „pomiędzy”, najlepiej oddaje dialog: „– Wiesz, Roberta, czasami nie wiem, co się z tobą dzieje – wyznała jej Helen. – To jest nawet podniecające – odparła Roberta – sama nigdy nie wiem, kim się będę czuła. Nigdy też nie wiem, jak będę wyglądała”.

W świecie według Garpa oddawano „cześć życiu”, w którym jego właściciel poszukiwał odpowiedzi na pytanie: „Kim jestem: kobietą, mężczyzną?”. Co więcej, akceptowano też odpowiedzi typu: „Nie wiem”, „Kimś innym, niż się urodziłem”. Może dlatego, że tam sztywny porządek logiczny ustępował miejsca porządkowi psychologicznemu, a w praktyce porządki te często się rozmijają.

Odchodząc od literatury w kierunku nauki, można zastanowić się, czy z psychologicznego punktu widzenia możliwe są takie odpowiedzi. Liczne spekulacje teoretyczne i badania empiryczne pokazują, że tak – można nie wiedzieć, do jakiej płci się przynależy, albo być przekonanym, że należy się do innej niż ta, na którą wskazują znamiona biologiczne. Identyfikacja płciowa jest bowiem zjawiskiem złożonym i rozwija się pewnymi etapami. Pozostaje pod wpływem współdziałania czynników biologicznych i środowiskowych.

Zaproponowana przez J. Moneya i A. A. Ehrhardt (później dopracowana przez J. Moneya i V. G. Lewisa) biologiczno-społeczna teoria rozwoju tożsamości płciowej wyróżnia siły biologiczne stanowiące istotę tej tożsamości: chromosomy płciowe, wydzielanie hormonów płciowych, funkcje i strukturę mózgu. Zgodnie z tą teorią określona orientacja seksualna oraz identyfikacja płciowa są wynikiem genetycznych bądź hormonalnych czynników, wpływających na rozwijający się mózg. Inni badacze (np. Breedlove) twierdzą, że możliwa jest też przyczynowość odwrotna: zachowania seksualne w dorosłości mogą formować określoną strukturę mózgową. To dylemat typu: „Co było pierwsze: jajko czy kura?”. Czy jest tak, że ludzie rodzą się z określoną strukturą kobiecego czy męskiego mózgu, czy też pod wpływem doświadczeń społecznych owa struktura kształtuje się i zmienia? Badania neurologiczne wykazują, że czynniki środowiskowe potęgują albo osłabiają pewne predyspozycje biologiczne.

Money i Ehrhardt dostrzegają – oprócz biologicznych komponentów kształtowania się tożsamości płciowej – wagę czynników środowiskowych oraz intrapsychicznych (wewnętrznych). Proces socjalizacji, etap oswajania się z własnym ciałem i poznawania go, wkomponowanie w system „ja” poczucia bycia kobietą lub mężczyzną stanowią razem z somatyczną tożsamością pewną całość, która wpływa na identyfikację płciową człowieka dorosłego.
Reasumując, to mechanizmy biologiczne i psychologiczne są odpowiedzialne za fakt, że kobiety i mężczyźni różnią się od siebie wieloma cechami psychicznymi. Jednak o ile obie płcie nieznacznie różnią się pod względem funkcjonowania poznawczego, o tyle różnice dotyczące zachowań społecznych są znacznie większe. Wróćmy ponownie do Roberty Muldoon: jak wyjaśnić jej problem w terminach psychologicznych?

Zygmunt Freud odwołałby się zapewne do mechanizmu identyfikacji. Zakładał on, że tożsamość płciowa pozostaje plastyczna, dopóki nie zostanie rozwiązany kompleks Edypa lub Elektry (około 5-6 roku życia). Zdaniem Freuda wykształcenie się właściwej identyfikacji płciowej wymagałoby od chłopców identyfikacji z ojcem i rezygnacji z posiadania matki, a od dziewczynek wyzbycia się zazdrości o penisa i zidentyfikowania się z matkami. Jak twierdzi R. J. Stoller, zaburzona identyfikacja płciowa jest wynikiem nadmiernie bliskiej, symbiotycznej relacji dziecka z matką, niezaburzanej przez ojca. Taki układ hamuje rozwój dziecka, powodując niemożność jego początkowo fizycznego, a potem psychicznego oddzielenia się od matki. Na przykład u chłopców nie pojawia się konflikt edypalny w okresie rozwoju seksualnego. Stoller uważa, że męskie matki kobiecych chłopców zostały wychowane przez swoje matki w przekonaniu, że bycie kobietą jest małowartościowe. Męskość synów wywołuje w nich chęć rywalizacji z nimi o męskie cechy. Nie mogą jej więc tolerować i nagradzają niemęskie zachowania chłopców. W ten sposób męska matka wychowuje kobiecego syna.

Niektórzy badacze, odżegnując się od teorii psychoanalitycznych, mających bardzo słabe poparcie w badaniach empirycznych, wskazują na znaczenie mechanizmów uczenia się, naśladownictwa czy socjalizacji w formowaniu się tożsamości płciowej. Jak zatem zwolennicy ujęć społeczno-poznawczych (np. Maccoby, Jacklin, Moss, Baker) zinterpretowaliby taką wypowiedź Roberty Muldoon: „Sama nigdy nie wiem, kim się będę czuła. Nigdy też nie wiem, jak będę wyglądała”? Uznaliby zapewne, że wypowiedź ta jest dowodem praktyk wychowawczych wzmacniających w Robercie cechy kobiece. Uznaliby ją też za dowód nieobecności w życiu przyjaciółki Garpa odpowiedniego modelu (w tym przypadku ojca), który mogłaby naśladować i do którego mogłaby się upodobnić. Potraktowaliby również tę wypowiedź jako potwierdzenie braku wyraźnych oczekiwań najbliższego otoczenia co do zachowania Roberty i braku nagradzania postępowania właściwego jej biologicznej płci.

W procesie socjalizacji dziecko nabywa cechy i zachowania charakterystyczn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy