Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

12 czerwca 2018

Ukryta natura rzeczy

16

Gdy na coś patrzymy albo o czymś myślimy, nie reagujemy tylko na cechy fizyczne tej rzeczy. Ważne jest to, co myślimy o niej, jaka jest jej historia, ukryta natura - mówi Paul Bloom.

Agnieszka Chrzanowska: Ludzie są gotowi zapłacić ogromne pieniądze za przedmioty, których faktyczna wartość jest bardzo niska, np. taśma miernicza, która należała do Johna F. Kennedy’ego, została sprzedana za prawie 50 tysięcy dolarów. Niejedna osoba powie: co za głupota! W książce Przyjemność podaje Pan Profesor wiele innych przykładów pokazujących, jak przedziwne rzeczy mogą dostarczać nam przyjemności. Czy to znaczy, że jesteśmy głupcami?
PAUL BLOOM: Rzeczywiście, nasze przyjemności nie są takie, jak byśmy przewidywali z ewolucyjnego punktu widzenia. Spodziewalibyśmy się raczej, że – jak inne, podobne do nas zwierzęta – cały swój czas będziemy poświęcać na budowanie schronienia, jedzenie, szukanie partnerów, dbanie o potomstwo. My tymczasem oglądamy telewizję, czytamy książki, kolekcjonujemy dzieła sztuki, pijemy dobre wino. Większość z tych zachowań niewiele ma wspólnego z przetrwaniem i rozmnażaniem się. Nic dziwnego zatem, że wydają się głupie. Według mnie jednak wcale takie nie są. To, że z takich rzeczy czy zachowań czerpiemy przyjemność, wiąże się z tym, że jesteśmy esencjalistami. Koncentrujemy się na głęboko ukrytych cechach rzeczy, jej esencji.

Co to znaczy?
Esencjalizm oznacza, że gdy na coś patrzymy albo o czymś myślimy, nie reagujemy tylko na cechy fizyczne tej rzeczy – jak wygląda, pachnie, smakuje, jaka jest w dotyku. Reagujemy na to, czym jest według nas. Innymi słowy, ważne jest to, co o niej myślimy, jaka jest jej historia, ukryta natura. Na przykład gdy patrzę na czyjąś twarz, interesuje mnie nie tyle jej geometria, co raczej to, czy jest to dobra osoba, czy jest to ktoś, kogo kocham, czy może ktoś, kogo nienawidzę. Podobnie kiedy patrzę na obraz, nie liczy się jedynie wzór farby na płótnie, ale to, kto go namalował, skąd pochodzi.

Nie każdy ładny obraz jest wielkim dziełem sztuki. Z drugiej strony mogą się nim stać nieregularne maźnięcia pędzlem po płótnie...
W przypadku odbioru sztuki liczy się dla nas to, kto wykonał dzieło – czy był to Picasso, Chagall, Rodin, czy jest to tylko kopia stworzona przez kogoś zupełnie nieznanego. Ma to ogromne znaczenie. Jeśli dzieło sztuki okaże się falsyfikatem, może zostać usunięte z muzeum, a nawet zniszczone. Działa to też w drugą stronę. Zdarza się, że ktoś jest przekonany, że obraz, który posiada, jest reprodukcją. Tymczasem okazuje się, że to oryginał. I nagle wszystko się zmienia – właściciel nie tylko zaczyna bardziej obraz cenić, ale nawet staje się w jego oczach ładniejszy.
Ważnym aspektem sztuki jest też celowość. To kryterium często okazuje się istotne zwłaszcza w przypadku sztuki nowoczesnej. I tak na przykład nieposłane łóżko może być dziełem sztuki – jak instalacja „Moje łóżko” Tracey Emin, która była wystawiona w Tate Gallery – lub nie, w zależności od tego, czy zostało stworzone z taką intencją, czy nie.
Moje badania pokazały, że nawet małe dzieci zwracają uwagę na to, jaki zamiar krył się za powstaniem dzieła. Razem z Susan Gelman pokazywaliśmy trzylatkom plamę farby na płótnie i opowiadaliśmy im różne historie jej powstania: albo dziecko rozlało przez przypadek farbę, albo świadomie namalowało plamę. Okazało się, że w drugiej sytuacji dzieci opisywały plamę jako „obraz”; w pierwszej była to po prostu farba.

Zdarza się, że patrzymy na dzieło sztuki i myślimy, że dziecko mogłoby w pięć minut namalować podobne...
W ocenie dzieła sztuki bierzemy też pod uwagę to, ile ktoś włożył wysiłku w jego wykonanie, ile trudu go to kosztowało. Potwierdza to badanie Justina Krugera i jego współpracowników. Uczestnikom pokazywano wiersz, obraz i zbroję, podając różne dane na temat tego, ile czasu zabrało ich stworzenie. Na przykład w przypadku abstrakcyjnego obrazu Deborah Kleven połowie badanych powiedziano, że namalowanie go zajęło 4 godziny, a drugiej połowie – że 26 godzin. Obraz bardziej podobał się uczestnikom w drugiej grupie.

Han van Meegeren włożył bardzo dużo wysiłku w podrabianie malarstwa Vermeera. Gdy jednak fałszerstwo van Meegerena wyszło na jaw, jego obrazy straciły na wartości.
Różne aspekty historii przedmiotu mają znaczenie. Wysiłek jest jednym z nich, jednak w przypadku sztuki prawdopodobnie najbardziej liczy się twórca. Gdy dzieło okaże się falsyfikatem, całkowicie zmienia się jego odbiór.

Zatem kopia, nawet doskonała, nie zastąpi oryginału.
Nie dotyczy to tylko dzieł sztuki. W domu mam wiele zdjęć, które wykonały moje dzieci, kiedy były młodsze. Nie ma w nich nic specjalnego, nie zostaną wystawione w galerii. Dla mnie jednak mają wartość, ponieważ zrobiły je moje dzieci. Podobnie z innymi rzeczami: wciąż mam buciki, które dzieci nosiły, kiedy były malutkie, i prezenty, które dostałem od ojca i innych osób, które kocham. Osobista relacja sprawia, że przedmioty te mają dla mnie wartość. Jeśli ktoś zastąpiłby je doskonałymi duplikatami, nie chciałbym ich – chciałbym zachować oryginały.

Już małe dzieci przywiązują się do ulubionych rzeczy.
Razem z Bruce’em Hoodem przeprowadziliśmy badanie z udziałem dzieci w wieku od trzech do sześciu lat, dotyczące przedmiotów sentymentalnych, np. misiów. Eksperyment...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy