Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Uboczne skutki główkowania

0 411

Przywiązanie do rozumu nie do końca jest rozumne. Usilne obstawanie przy rozstrzygnięciach rozumowych w każdej sytuacji naukowcy porównują do nałogu. Bo zdarza się, że lepiej zdać się na intuicję - lub to, co niektórzy nazywają łutem szczęścia.

Myślenie ma przyszłość – mówi znane powiedzenie. Można by dodać, że szczególnie to rozumiane jako umiejętność analizowania sytuacji. Słowo „przemyślany” ma bardzo pozytywny wydźwięk, określenie kogoś mianem „człowieka myślącego” jest sporym komplementem. Z drugiej strony takie epitety jak „nieprzemyślany” czy tym bardziej „bezmyślny” mają wyraźnie pejoratywne zabarwienie. O ile jednak język zna sporo określeń na opisanie sytuacji, gdy ktoś myśli za mało albo wcale, to opisujących sytuację przeciwną jest w nim jak na lekarstwo. Sugeruje to, że w powszechnym przekonaniu myślenie nigdy nie szkodzi. Czy jednak nauka to przekonanie potwierdza?

Okazuje się, że istnieje pewna grupa sytuacji decyzyjnych, w których zasada „lepiej nad tym trochę pomyśleć” może okazać się wręcz szkodliwa. Oczywiście, nie chodzi mi o sytuacje proste, codzienne. Przecież gdy w sklepie, w którym czasem robię zakupy, wybieram jeden rodzaj bułek spośród trzech podobnych do siebie ceną i wyglądem, to nie poprzedzam tej decyzji dwudziestominutową dogłębną analizą wszystkich wad i zalet każdego z nich. Byłoby to absurdalne trwonienie cennego czasu. Większość ludzi podejmuje takie decyzje niemal intuicyjnie, zastanawiając się dosłownie przez chwilę. Są jednak wyjątki – uszkodzenie tzw. brzuszno--przyśrodkowej kory przedczołowej mózgu może upośledzać mechanizm odpowiedzialny za szybkie decydowanie. Znany neurobiolog Antonio Damasio w książce „Błąd Kartezjusza” wspomina, jak próbował umówić się z jednym ze swoich pacjentów na kolejną wizytę. Poprosił go, aby podał termin najbardziej dla siebie dogodny. Człowiek ten zaczął jednak szczegółowo analizować za i przeciw każdego z nich i po półgodzinnej samotnej deliberacji wciąż nie był w stanie zadecydować, kiedy znów przyjdzie do lekarza.

Uzależnienie od rozumu


Czy możemy jednak przesadzić z myśleniem w przypadku podejmowania poważnych, życiowych decyzji? Tak, jeśli przewlekłe analizowanie problemu ma jakieś skutki uboczne. W Stanach Zjednoczonych rozpada się ponad połowa małżeństw. W trakcie procesów rozwodowych sądy muszą m.in. rozstrzygnąć, kto z rodziców powinien opiekować się dziećmi. To zadanie jest szczególnie trudne, gdy właściwą opiekę mogą zapewnić i matka i ojciec, i oboje o nią zaciekle walczą. Takie sytuacje dodatkowo wydłużają postępowanie sądowe. A przecież istnieje wiele dowodów na to, że wielomiesięczne procesy rozwodowe bardzo negatywnie odbijają się na psychice dzieci – często są to tak silne urazy, że ważą na całym ich przyszłym życiu. Filozof decyzji Jon Elster wziął to wszystko pod uwagę i w książce „Salomonowe rozstrzygnięcia” zaproponował, aby o tym, z kim dziecko zamieszka po rozwodzie, rozstrzygało losowanie.
Pomysł ten na pierwszy rzut oka wygląda na co najmniej ekstrawagancki, by nie powiedzieć szokujący. Jesteśmy w stanie zaakceptować losowanie, gdy zależy nam na ślepej sprawiedliwości, ale nie wtedy, gdy pragniemy rozstrzygnięcia najmądrzejszego, najbardziej racjonalnego. Rezygnację z rozumu na rzecz ślepego losu większość z nas potraktuje jako formę kapitulacji intelektualnej, coś niegodnego człowieka XXI wieku, który – dzięki swemu intelektowi – tworzy cuda techniki i zmienia oblicze planety.

Elster uważa jednak, że wiele poważnych problemów naszej codziennej rzeczywistości rozwiązywalibyśmy skuteczniej, gdybyśmy głębokie deliberacje zastąpili bezstronnym losem. Przykładów nie trzeba szukać daleko – obserwacja rodzimej sceny politycznej nasuwa podejrzenie, że być może parlament funkcjonowałby lepiej, gdyby posłów wybierano w drodze losowania. Takie rozwiązanie byłoby zresztą powrotem do praktyk stosowanych w ojczyźnie demokracji – w starożytnych Atenach, w których losowano członków tzw. Rady Pięciuset. Elster nie ma wątpliwości – przywiązanie do rozumu nie do końca jest rozumne. Usilne obstawanie przy rozstrzygnięciach rozumowych w każdej sytuacji porównuje do nałogu i nazywa „uzależnieniem od rozumu” (addiction to reason).

[nowa_strona] Aktywni przegrywają

Ktoś mógłby argumentować, że przykład ze sprawami rozwodowymi jest dowodem nie tyle na niedoskonałość rozstrzygnięć rozumowych, co na słabość amerykańskiej machiny sądowniczej, i domagać się silniejszych dowodów na to, że czasem „myślenie za bardzo” może być szkodliwe. Takie dowody istnieją.
Przyjrzyjmy się na przykład inwestowaniu na giełdzie. Można to czynić w sposób aktywny lub pasywny. Pasywny inwestor kupuje akcje kilku spółek po to, by trzymać je przez długi okres, a potem odsprzedać z zyskiem. Inwestor aktywny stara się wychwycić wahania cen spółek i indeksów giełdowych, znaleźć w nich jakąś prawidłowość i zarobić na wielokrotnej operacji „kup tanio – sprzedaj drogo”. Najaktywniejszych inwestorów specjaliści określają mianem day traders, ponieważ potrafią kupować i sprzedawać akcje wiele razy w ciągu jednego dnia.
Pasywnemu inwestorowi nie bardzo zależy na zrozumieniu mechanizmów giełdy – wystarcza mu świadomość, że akcje przedsiębiorstw są zazwyczaj do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy