Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

27 września 2017

Trener i jego Megamocni

54

Od prowadzenia zespołu z ekstraklasy do treningów z niepełnosprawnymi piłkarzami. Degradacja? Absolutnie nie. To znalezienie pasji, której można poświęcić niemal wszystko. Tomasz Wilman tak zrobił. I nie wyobraża sobie innego życia.
 

Trener Tomasz Wilman biegnie środkiem boiska, po bokach przemieszczają się Kamil i Daniel. „Dokładnie, do nogi!” – szkoleniowiec głośno instruuje swoich podopiecznych. Piłka krąży precyzyjnie, podania są dokładne. Po pokonaniu długości boiska zamieniają się miejscami. Po kilku takich przebieżkach trener staje w bramce i zarządza trening strzelecki. Obaj gracze szybko wymieniają po kilka podań i każdą akcję kończą strzałami: mierzonymi, trafiającymi dokładnie tam, gdzie chcą strzelcy. Bramkę omijają może dwa.

– Widzi pan, jak grają? – trener nie kryje satysfakcji. – Sam nie dałbym rady lepiej.
Takie treningi odbywają się w każdy piątek na jednym z kieleckich „Orlików”. Właściwie nie wyróżniałyby się spośród dziesiątków tego rodzaju zajęć, gdyby nie uczestnicy – trener ma za sobą lata pracy w ekstraklasowej Koronie Kielce, a jego piłkarze są... jednonożni.

– Poprosiłem kiedyś Kamila, żeby dał mi na chwilę swoje kule. Chciałem sprawdzić, jak się z nimi gra. Moje ręce wytrzymały kilka minut. A on potrafi zagrać cały mecz, czyli dwie części po 20 minut – w głosie Tomasza Wilmana wyraźnie słychać szacunek i podziw.

26-letni Kamil uśmiecha się i wraca do treningu. Dostaje od Daniela podanie w powietrzu, mniej więcej metr nad ziemią. Błyskawicznie składa się i strzela z woleja. Piłka wpada pod poprzeczkę bramki. Kamil płynnie opiera się na zdrowej nodze. Jeszcze jako 19-latek w ogóle nie myślał o tym, że kiedyś będzie chodził o kulach. Niestety, w 2010 roku okazało się, że gronkowiec, który zatruwa jego organizm niemal od urodzenia, tak zniszczył tkanki lewej nogi, że jedynym wyjściem okazała się amputacja aż do kolana.

Życie po ekstraklasie

Pomysł na stworzenie w Kielcach drużyny tzw. ampfutbolu podsunął Tomaszowi Wilmanowi kolega z Katowic. Rozmawiali w trakcie trenerskiego szkolenia na początku roku. Wilman był świeżo po „rozwodzie” z pierwszym zespołem Korony, który prowadził przez pół roku. Sezon 2016/2017 zaczął rewelacyjnie – po siedmiu kolejkach trenowani przez niego „żółto-czerwoni” zajmowali drugie miejsce w tabeli. Grali efektownie, zdumiewali fachowców i budzili ich podziw.
A potem nagle coś się zacięło. Ni z tego, ni z owego Korona przegrała sześć kolejnych meczów, straciła mnóstwo bramek i znalazła się na dnie ligowej tabeli. Jak mówi Wilman: – Taka jest piłka nożna na poziomie ekstraklasy, a zawód trenera to jedna wielka karuzela wzlotów i upadków.

Pytam, czy stworzenie drużyny ampfutbolu było swego rodzaju odtrutką na niepowodzenie w seniorskiej piłce. Trener odpowiada niemal natychmiast, jakby sam wiele razy o tym myślał: – Nie. Interesuje się pan piłką, to na pewno pan wie, jaka ona jest na zawodowym poziomie. Czasami trzeba mieć skórę jak hipopotam, żeby znieść wszystkie zależności i układy. Ale proszę mi wierzyć: nic nie zastąpi prowadzenia ekstraklasowej drużyny. To uzależnia, działa jak narkotyk.
– To co panu daje prowadzenie zespołu takiego jak ten? – dopytuję.

Tomasz Wilman zastanawia się przez chwilę: – Radość, satysfakcję, ale inną niż ta, którą miałem z prowadzenia Korony. Te emocje są takie... czyste i dobre.

Piłkarze potrzebni od zaraz

Na razie największym problemem drużyny ampfutbolu jest... brak zawodników. – Udało mi się przekonać kilku chłopaków, którzy próbowali już sił w innych dyscyplinach – opowiada trener Wilman. – Kamil to zdecydowanie najcenniejszy nabytek. Gra od ponad pięciu lat, występował w Husarii Kraków, czyli mistrzu kraju. Wyobraża pan sobie, że prawie co tydzień jeździł spod Kielc do Krakowa na treningi i mecze? A Daniel sam się do nas zgłosił. Ma talent.
21-letni Daniel...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy