Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

20 grudnia 2016

Teraz solo

17

Coraz więcej osób decyduje się mieszkać w pojedynkę. Nie oznacza to jednak, że są samotne. Większość ma bardzo rozbudowaną sieć kontaktów - mówi Eric Klinenberg.

Daria Grabda: W Polsce żyje około 5 milionów singli. Na całym świecie coraz więcej ludzi nie wchodzi w głębokie relacje z innymi, wolą mieszkać w pojedynkę. To wygodne...
Eric Klinenberg: Ale może też być śmiertelnie niebezpieczne! W 1995 roku przez Chicago przetoczyła się fala upałów. Zginęło wtedy ponad 700 osób. Większość dlatego, że żyła samotnie. Po kilku dniach ratownicy odnajdywali w domach ciała ofiar wysokich temperatur. Chciałem sprawdzić, jak powszechne w Stanach Zjednoczonych jest mieszkanie w pojedynkę i jakie to niesie konsekwencje. To był mój pierwszy duży projekt badawczy, który opisałem w książce Going Solo. Podczas badań odkryłem coś zaskakującego: coraz więcej osób decyduje się mieszkać w pojedynkę – nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Nie oznacza to jednak, że są samotne. Większość ma bardzo rozbudowaną sieć kontaktów, ma wielu znajomych, przyjaciół.

Głównie przez Internet? To tacy współcześni pustelnicy, ale połączeni z innymi osobami sieciami społecznościowymi?
Tak. Kiedyś badaczy niepokoiła izolacja, dziś raczej ciągła obecność w mediach społecznościowych, którą umożliwia telefon z Internetem. W takiej sytuacji dom staje się oazą, w której można odpocząć od ciągłego komunikacyjnego zgiełku.

Czy częściej na mieszkanie w pojedynkę decydują się kobiety, czy mężczyźni?
Na takie samodzielne życie decyduje się coraz więcej kobiet. Małżeństwo przestało być dla nich ekonomiczną koniecznością, jak miało to miejsce 50 czy 60 lat temu. Są coraz lepiej wykształcone i coraz więcej zarabiają. Mieszkaniu w pojedynkę sprzyja rozwój miast, w których przestrzeń jest organizowana tak, by ludzie mogli mieszkać sami i spotykać się ze znajomymi w przestrzeni publicznej. Nie bez znaczenia jest także to, że żyjemy coraz dłużej – jeden z małżonków przeżywa partnera o 5, 10, a nawet 20 lat i na ogół do końca swojego życia mieszka sam.
Jednak mieszkanie w pojedynkę wcale nie znaczy, że czujemy się samotni. Można siedzieć w domu na kanapie i dzięki telefonowi, komunikatorom, poczcie elektronicznej pozostawać w kontakcie ze znajomymi. Jeszcze pół wieku temu było to niemożliwe.

We Włoszech socjologowie opisują tzw. bamboccioni, [duże bobasy], czyli 30–40-latków, którzy nie kwapią się do zamieszkania osobno. W Polsce nazywa się ich „gniazdownikami”, bo odwlekają moment wyprowadzenia się z rodzinnego gniazda. Za to młodzi Amerykanie marzą o szybkim uniezależnieniu się.
Osoby młode, które decydują się na mieszkanie w pojedynkę, robią to, żeby zyskać niezależność i stać się w pełni dorosłymi, odpowiedzialnymi za swoje czyny ludźmi. To jest bardzo ważny moment w ich życiu, pozwalający uzyskać przekonanie, że stanęli na własnych nogach. To czas odkrywania, kim jesteśmy, co chcemy osiągnąć w zawodowym i prywatnym życiu, z kim chcemy je sobie układać. Momentem granicznym, który wyznacza początek dorosłości, bardzo często jest małżeństwo, pojawienie się dzieci. Kiedyś decydowali się na taki krok ludzie bardzo młodzi. Dziś odkładają w czasie te „dorosłe” decyzje.

Jak wyglądało Pana wchodzenie w dorosłość? Mieszkał Pan sam?
Tak. Na studiach, prawie 20 lat temu. Bardzo cieszę się z tego doświadczenia. Dużo myślałem wówczas o mojej przyszłości, poszukiwałem, testowałem. To był bardzo ważny czas w moim życiu. Punktem zwrotnym był moment, kiedy poczułem, że naprawdę dorastam. A gdy spotkałem kobietę, z którą postanowiłem spędzić resztę życia, zdałem sobie sprawę z tego, że chcę coś zmienić. Obecnie mieszkam z żoną i dwójką małych dzieci.

Więc już nie narazi się Pan na oskarżenia o samolubstwo. Wielu singli spotyka się z zarzutami, że mieszkają sami dlatego, że są egocentrykami, którzy nie potrafią dzielić się z innymi.
Myślę, że te zarzuty mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Z badań socjologicznych wynika, że osoby mieszkające w pojedynkę więcej czasu spędzają z przyjaciółmi, sąsiadami i ludźmi, którzy są w związkach małżeńskich. Częściej udzielają się jako wolontariusze w różnych organizacjach społecznych i obywatelskich. Nie izolują się, nie są wykluczeni ze społeczeństwa.

Kiedyś osoby żyjące samotnie uważane były za moralne zagrożenie w lokalnej społeczności. Uznawano, że życie w pojedynkę prowadzi do rozwiązłości, depresji i innych problemów społecznych. Kiedy zmieniło się to nastawienie?
W 1957 roku grupa amerykańskich psychologów przebadała postawy Amerykanów wobec małżeństwa – 80 procent dorosłych uważało, że ludzie, którzy nie decydują się na małżeństwo i wolą być sami, są chorzy, neurotyczni lub niemoralni. Dziś nikt nie myśli o singlach w ten sposób. Opinie o życiu w pojedynkę radykalnie się zmieniły w ciągu ostatnich 50 lat, bo zmieniła się sytuacja kobiet, które podjęły aktywność zawodową, zmieniło się postrzeganie seksu, a dostęp do antykoncepcji umożliwił kontrolę urodzeń. Dwie rzeczy, jakie zapew...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy