Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

7 czerwca 2018

Świata nie ma, czasu nie ma, mnie nie ma

63

Najpierw musimy przezwyciężyć opór, wgryźć się w temat, złapać rytm. Nagle jednak praca zaczyna robić się sama. Zapominamy o zmęczeniu, toksycznym szefie, niedopitej kawie. Godziny upływają jak minuty, minuty jak sekundy. Ogarnia nas stan flow.

Nasza kultura wynosi na piedestał pracoholików. Chełpią się oni tym, że śpią w biurach, rezygnują z wakacji, zawsze są dostępni dla firmy. Ich listy zadań nie mają końca. Dla kariery niszczą swoje małżeństwa, przyjaźnie, zdrowie. Jeśli jednak w czymś osiągają mistrzostwo, to tylko w trwonieniu energii. Mimo to uchodzą za korporacyjnych herosów. Pochwały sprawiają, że chcą pracować dłużej i dłużej. Jednak prawdziwy bohater w tym czasie siedzi już w domu, bo znalazł szybszy sposób na wykonanie obowiązków.

POLECAMY

Flow – w wolnym tłumaczeniu: przepływ, odlot, uskrzydlenie – to stan, w którym „świata nie ma, czasu nie ma, mnie nie ma”, jak ujął to trafnie w jednej ze swoich piosenek Stanisław Soyka. Wpadamy w rodzaj transu, odurzenia, ekstazy. Tak mocno angażujemy się w wykonywaną czynność, że wszystko inne przestaje się liczyć. Osiągamy szczyty swoich możliwości. Aby zrozumieć ten fenomen, wystarczy spojrzeć na Roberta Lewandowskiego, kiedy w natchnieniu strzela gole, na Agustina Egurrolę, gdy zapamiętuje się w tańcu czy na Aleksandrę Kurzak przeżywającą uniesienie na scenie opery. Najlepsze zaś w tych magicznych momentach jest to, że w równym stopniu mogą się zdarzyć wybitnemu piłkarzowi, artyście czy wynalazcy, jak i fryzjerce, hydraulikowi bądź operatorowi koparki. Wykształcenie, zawód, pozycja społeczna nie mają tu nic do rzeczy.

Nic za darmo
Pojęcie flow stworzył i upowszechnił amerykański badacz szczęścia o węgierskich korzeniach i niemożliwym do wymówienia nazwisku – Mihály Csíkszentmihályi. Przez lata nie dawało mu spokoju pytanie: jak w krótkim czasie robić więcej, nie fundując sobie karoshi (śmierci z przemęczenia), ale czerpiąc z życia maksimum satysfakcji? Odkrył, że kluczem jest harmonia między samym sobą, pasją i innymi ludźmi.
Jak się zbliżyć do tego ideału? Na pozór wydaje się on spływać na nas niczym łaska z nieba – niezapowiedziany i niczym niezasłużony. Nic bardziej mylnego. Drogi na skróty nie ma: naprawdę nie wystarczy wpaść do firmy, włączyć laptopa i otworzyć Excela, aby to poczuć! Konieczne jest przekroczenie własnej strefy komfortu, podjęcie inicjatywy, włożenie wysiłku. Bez „mozołu zdobywania” nie da się osiąg[-]nąć flow – twierdzi Csíkszentmihályi. W pracy może wyglądać to tak: najpierw musimy przezwyciężyć opór i dekoncentrację, wgryźć się w temat, złapać rytm. Nagle raport sprzedażowy zacznie pisać się sam. Zapomnimy o zmęczeniu, toksycznym szefie, niedopitej kawie. Godziny będą upływały jak minuty, minuty jak sekundy. I nawet kusa spódniczka stażystki nie zmieni kierunku naszych myśli.

Biuro lepsze niż dom
A teraz niespodzianka – uskrzydlenia szybciej doznamy w biurze niż w domu lub na urlopie. Dlaczego? Czas wolny, w przeciwieństwie do aktywności zawodowej, zwykle jest niezorganizowany i pozbawiony struktury – tłumaczy Ulrich Schnabel w Sztuce leniuchowania. Najczęściej spędzamy go pasywnie, w czym pomaga show biznes, dostarczając pozornych atrakcji. „Zamiast samemu uprawiać sport, oglądamy mecze piłkarskie w telewizji, zamiast muzykować, słuchamy hitów na iPodzie, a z braku własnych przygód chodzimy do kina i oglądamy aktorów, którzy udają, że przeżywają pełne napięcia awantury”, ubolewa Schnabel.
Trudno sobie wyobrazić, że ktoś, kto rozwala się na fotelu i wcina popcorn przed cyfrowym ekranem, przeżyje prawdziwie twórczy odlot. „Doświadczenie przepływu wynikające z wykorzystania umiejętności prowadzi do rozwoju. Bierna rozrywka prowadzi donikąd”, wskazuje Mihály Csíkszentmihályi. Inaczej rzecz ma się z pracą – jeśli jest sensowna i dobrze zarządzana, zawiera elementy przywołujące flow: jasno określone cele, proste komunikaty zwrotne i procedury wymagające absolutnego skupienia na zadaniu.

Tamy na drodze przepływu
Czy więc przepływ może stać się czymś w rodzaju pilota, za pomocą którego menedżerowie będą sterować pracownikami i zarażać ich euforią? Hartmut Rosa, socjolog z uniwersytetu w Jenie (Niemcy), uważa taki scenariusz za tyleż koszmarny, co nierealny. Koszmarny, ponieważ nie uwzględnia on dobra zatrudnionych, tylko korzyść firmy. A dlaczego nierealny? Bo szefowie są niekonsekwentni – twierdzi Rosa. Organizują np. szkolenia z empatii, koncentracji i uważności (mindfulness), co może podwładnym ułatwiać osiąganie jedności z zadaniem i zespołem. Ale z drugiej strony tworzą uwarunkowania – na czele z rywalizacją, presją czasu i rozproszeniem uwagi – które hamują powstawanie rezonansu, jak określa to profesor Csíkszentmihályi. „Ile godzin zużywam na to, a ile na tamto, co w wyniku tego osiągnąłem, ile zyskałem? Taki rodzaj przymusowej kontroli zabija każdy rezonans i jednocześnie wytwarza w miejscu pracy sporo stresu. Żywotności określonej więzi nie można bowiem urzeczowić i kontrolować”, podkreśla socjolog z Jeny.

Chlebem powszednim w biurze jest tzw. klątwa przerywania – bez przerwy dzwoniące telefony, pikające e-maile, koledzy, którzy przyszli podzielić się plotką! Kalifornijska informatyk Gloria Mark ze stoperem w ręku sporządzała dokładne protokoły typowego dnia swoich menedżerów i programistów. Na projekcie byli w stanie skupić się tylko przez 11 minut, potem sami sobie przeszkadzali i wymyślali różne zakłócenia.

Chyba jednak największym zagrożeniem dla osiągnięcia stanu flow w pracy jest to, co brytyjski socjolog Philip Brown nazywa cyfrowym tayloryzmem – pracą przy taśmie XXI wieku. Coraz więcej zajęć, wymagających wcześniej ponadprzeciętnych kompetencji i wykształcenia, ulega „macdonaldyzacji”: są dzielone na pojedyncze czynności, które bez trudu wykona jako tako przyuczony stażysta. W tej sytuacji fachowiec nie ma szansy wykazać się swoją innowacyjnością i kreatywnością, choć słowa te nie schodzą z ust modnych guru zarządzania. Doskonale widać to w infoliniach – obowiązki telekonsultantów są wycinkowe, ściśle zaprocedurowane. Odpowiadając na pytania klientów, muszą oni kurczowo trzymać się korporacyjnych skryptów.

Gdy człowiekowi brakuje wyzwań na polu zawodowym, próbuje znaleźć je w innych sferach życia. Wbrew utyskiwaniom Ulricha Schnabela na świecie przybywa osób, które wybierają twórcze aktywności. Zamożne społeczeństwa ogarnął prawdziwy szał poszukiwania mocnych wrażeń. „Inwestorzy, którzy kiedyś zadowalali się skupowaniem akcji, rzucają pracę i zostają day-traderami, robiąc ulotne kariery polegające na podejmowaniu ryzyka” – informuje w magazynie „Time” Karl Greenfield. „Nawet w kontaktach społecznych wykazujemy skłonność do niebezpiecznych zachowań, o czym może świadczyć popularność seksu bez z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy