Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ŚWIAT ODCZAROWANY

0 289

Nowoczesna nauka odebrała światu i naturze aurę tajemnicy i magii – ubolewa MICHAŁ BUCHOWSKI.

Kiedy dziś mówimy o związkach nieświadomości i świadomości, to z jednej strony przywołujemy teorie Zygmunta Freuda, a z drugiej przytaczamy reklamę jako dziedzinę, w której rzeczone związki są powszechnie i realnie wykorzystywane.Skojarzenia to słuszne, albowiem Freud z pewnością zajmował się skomplikowaną relacją między tymi dwiema sferami naszej psychiki, do dziś identyfikowanymi przez psychologów jako zależne, lecz częściowo autonomiczne. Z kolei wiele badań nad reklamą pokazuje, iż stosowane w niej chwyty często dają się sprowadzić do oddziaływania na podświadomość. Ale czy relacja między nieświadomym a świadomym to tylko psychoanaliza, kompleks Edypa bądź Elektry, tłumione popędy seksualne i przede wszystkim techniki manipulacji? Z pewnością nie. Jeden z takich niedocenianych związków między nieświadomym i świadomym chciałbym... uświadomić.

Zgodnie z teorią Freuda, rolą kultury jest tłumienie i kanalizowanie naszych popędów, w szczególności seksualnych. Spychamy je do nieświadomości, co wywołuje wprawdzie niepokoje psychiczne, lecz pozwala żyć harmonijnie w grupie. Trudno sobie bowiem wyobrazić funkcjonowanie społeczeństwa, w którym każdy robi to, na co ma ochotę, zwłaszcza w tak delikatnej materii, jak współżycie seksualne i prokreacja. Zwróćmy uwagę, jak wieloma ścisłymi tabu obłożona jest owa sfera. W cywilizacji Zachodu to nie tylko system zakazów i nakazów regulujących dopuszczalne relacje płciowe i związki małżeńskie, ale także cała obyczajowość powstrzymująca nas od mówienia o „tych” sprawach swobodnie,co z pewnością zawdzięczamy dość restrykcyjnej moralności chrześcijańskiej.

Wprawdzie rewolucja seksualna lat 60. minionego stulecia zmieniła w tym względzie sporo, a czasy „moralności socjalistycznej” (nie mniej pruderyjnej niż ortodoksja purytańska) mamy już szczęśliwie za sobą, to jednak „te” tematy wciąż pozostają tabu, a rozmowy rodziców z dziećmi o tym, jak „robią to motylki”, pozostają wyjątkiem. Nie mówimy o seksualności publicznie i w „towarzystwie”. Nasza kultura stwarza jedynie rytualne wentyle dające ujście naszym erotycznym fantazjom – w postaci dowcipów powtarzanych w gronie dorosłych przyjaciół na zakrapianych alkoholem przyjęciach bądź zgoła niewerbalnego folgowania sobie w zepchniętych do podziemia specjalnych instytucjach zwanych w Polsce, jakże eufemistycznie, salonami masażu.
Wniosek z rozważań Freuda jest więc taki, że kultura ujarzmia w nas zwierzę. Niezaprzeczalna mnogość kultur skłania jednocześnie do konkluzji, iż sposobów owego ujarzmiania może być wiele.

Na przykład amerykańska antropolog Margaret Mead, znana z pionierskich, prowadzonych w okresie międzywojennym badań nad dojrzewaniem i wychowaniem młodzieży na Samoa i Manus, zaskoczona była swobodą, z jaką w społecznościach tych mówi się o dojrzewaniu i sprawach współżycia płciowego, oraz tym, jak swobodnie podchodzi się do kwestii seksu.

Ale miało nie być o Freudzie i reklamie, która tak chętnie odwołuje się w swych aluzjach do obłożonych tabu skojarzeń seksualnych. Otóż chciałem mówić o nowożytnej kulturze Zachodu. Postrzega się ją jako twór rewolucji kapitalistycznej i idącej z nią w parze rewolucji naukowej, jakie nastąpiły w XVII wieku. Przewrót myślowy, zapoczątkowany – jak niektórzy sądzą – w 1473 roku dziełem „De revolutionibus orbium celestium” Mikołaja Kopernika (co wbrew woli „eurofobów” stawia Polaków w szeregu narodów przynależnych do świata Zachodu), spowodował, iż nasza kultura jest racjonalna, a przynajmniej za taką się ją uważa. Na czym owa racjonalność polega? By móc to „racjonalnie” opisać, muszę zarysować tło owej radykalnej zmiany w stylu myślenia.
Pod koniec średniowiecza i na początku renesansu konkurowały ze sobą dwie zasadnicze filozofie: chrześcijański arystotelizm i neoplatonizm. Oficjalną wykładnią Kościoła była pierwsza z tych doktryn, najpełniej sformułowana przez św. Tomasza z Akwinu. Według niej poznawalny jest tylko ten świat, który dostrzegamy zmysłami, czyli to, co możemy zobaczyć, dotknąć, usłyszeć i poczuć. Siły kryjące się za nim, zwane okultystycznymi lub tajemnymi, wprawdzie istnieją, lecz pozostają poza zasięgiem naszego rozumu. Ktokolwiek twierdzi, iż przenika tajemnice świata, ten wkracza w domenę sacrum, w kompetencje Boga, bądź antisacrum, czyli wchodzi w układy z demonami. Dlatego więc magów i czarownice uznawano za niebezpiecznych albo tępiono, zaś ich procesy i palenie na stosach zapobiegały interwencji demonów w świat ludzki, a przynajmniej w świat chrześcijan.

Neoplatoniści pozostawali w mniejszości, lecz kontynuowali tradycję, która kołatała się w kulturze Zachodu od starożytności i korzeniami swymi sięgała do Egiptu, Bliskiego Wschodu i Grecji. Nie tylko uznawali istnienie sił tajemnych, ale wierzyli, że mogą je rozpoznać, a nawet znaleźć klucz, który pozwoli nad nimi zapanować. Tradycja ta, zwana również hermetyczną, przez długi czas pozostawała w sferze myślenia magicznego, a to dlatego, iż owe tajemnicze siły postrzegano jako wolicjonalne, antropomorficzne, wręcz ożywione. Niemniej wielu magów i myślicieli z końca XV i początku XVI wieku – począwszy od Marsilio Ficino przez Pico della Mirandolę, Johna Dee, Roberta Fludda i Giambattistę della Portę po Corneliusa Agrippę – coraz bardziej zbliżało się do pojęcia magii naturalnej. „Cała moc magiczna może być zredukowana do przyczyn naturalnych” – napisał w roku 1525 Pomponazzi.

Liczne studia dowodzą dziś, że rewolucja naukowa była swego rodzaju nałożeniem się myślenia magicznego i chrześcijańskiego arystotelizmu. Gdyby nie założenie – tak charakterystyczne dla magii, a obce filozofii uznawanej na przestrzeni wieków przez Kościół – że siły tajemne można penetrować i wykorzystywać, nie doszłoby przypuszczalnie do narodzin współczesnej nauki. Arystotelizm był w stanie wykreować jedynie filozofię mechaniczną, pozbawioną możliwości wyjaśnienia ukrytych dla naszego oka sił rządzących zjawiskami. Jeszcze William Gilbert, jeden z prekursorów nauki, twierdził, że magnetyzm jest siłą ożywioną. Czymże innym, jak nie tajemniczą siłą, jest grawitacja opisana przez Isaaca Newtona?

Działanie ciał na odległość stało się wręcz zasadą ponewtonowskiego świata, esencją analogiczną do magicznego kamienia filozoficznego. Newton rozwinął swoje idee właśnie poprzez wzbogacenie kartezjańskiego mechanicyzmu wywodzącym się z magii założeniem o sił...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy