Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ŚWIADOMOŚĆ I TO, CO POZA NIĄ

0 228

Granice między świadomością i nieświadomością nie są ostre. Dlatego Donald Hebb, odnosząc się do sporu „świadome czy nieświadome”, zauważył, że przypomina on spór o to, czy pole prostokąta zależy od długości jednego boku, czy też może zależy od długości boku drugiego. Donald Hebb, odnosząc się do sporu "świadome czy nieświadome", zauważył, że przypomina on spór o to, czy pole powierzchni prostokąta zależy od długości jednego boku, czy też może od długości boku drugiego – pisze WIESŁAW ŁUKASZEWSKI.

Pewna pani, atakowana przez swojego partnera z powodu domniemanej nielojalności, powiedziała: „Co ty ode mnie chcesz, przecież ja jestem grzeszna dziewczynka”. Ani ona sama, ani jej partner nie zauważyli tego przejęzyczenia. Pewnie chciała powiedzieć, że jest grzeczną dziewczynką. Trudno przypuścić, że autorka tej wypowiedzi była nieświadoma, a przecież zarazem zrobiła coś, co z pewnością wymknęło się jej spod kontroli. Donald Olding Hebb, znakomity kanadyjski psycholog, napisał, że „terminy »świadomy« i »świadomość« mogą być całkiem użyteczne, jeżeli stosuje się je ostrożnie”. Niestety, o tę ostrożność bynajmniej nie jest łatwo. Problemy z pojmowaniem świadomości, spory na temat granicy między świadomym i nieświadomym sięgają początków psychologii. Co więcej, u swojego zarania była ona wiązana ze świadomością w szczególny sposób. Brała bowiem za swój przedmiot treść ludzkiej świadomości, a więc to, co dostępne było człowiekowi w introspekcji. I tu pojawił się pierwszy impas. Bo świadomość miała badać świadomość (zatem siebie samą), i to z pomocą świadomości jako narzędzia poznania. Nic więc dziwnego, że pojawiły się głosy krytyki tak silne i stanowcze, zarazem tak przekonujące, że problematyka świadomości na całe lata zeszła na plan drugi. Psychologia bazująca na badaniu procesów świadomych została wzięta w kleszcze z jednej strony przez Zygmunta Freuda i jego uczniów, z drugiej zaś przez Iwana Pawłowa i Johna Watsona oraz ich następców. Freud kwestionował istniejący sposób uprawiania psychologii, wskazując przede wszystkim na to, że wiele ważnych zjawisk psychologicznych dokonuje się poza świadomością. Według niego, choć ludzie na ogół wiedzą, co robią, to rzadko zdają sobie sprawę z tego, dlaczego robią to właśnie, a nie coś innego. Jakkolwiek sporo argumentów przytaczanych przez Freuda możemy dziś uznać za przesadne, to pokazały one, że traktowanie psychologii jako nauki o świadomości jest podejściem zbyt wąskim, bo przecież istnieją także ważne z perspektywy psychologicznej mechanizmy nieświadome, szczególnie zaś nieświadoma motywacja zachowania. Głównym zadaniem psychologii miało stać się według Freuda badanie tych nieświadomych mechanizmów.

Zwolennicy teorii Pawłowa oraz amerykańscy behawioryści zaatakowali psychologię świadomości z całkowicie innych pozycji. Skoncentrowali się bowiem na metodzie badania, a nie na jego przedmiocie (choć i do tego potem doszli). Zauważyli, że odwołując się do osobistych zeznań, analizy własnej świadomości, w żadnym stopniu nie możemy zapewnić obiektywności badania. Obiektywnie można zaś mierzyć – powiadali behawioryści – to tylko, co jest obserwowalne, czyli na przykład fizyczne właściwości środowiska (np. ciepło czy zimno), jak długo wytrzymuje człowiek pozbawiony możliwości zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb (np. ile czasu wytrzyma bez jedzenia), liczbę wykonanych czynności, wielkość przeszkody pokonywanej na drodze do zaspokojenia potrzeby. Cała reszta leżała zdaniem behawiorystów poza kontrolą psychologów. Postulowali zatem, aby psychologia zajęła się zachowaniem i jego warunkami fizycznymi, zaś takie kwestie, jak świadomość czy myślenie, pozostawiła całkowicie na boku jako niedające się zbadać. Wnet jednak okazało się, że psychologii trudno się obejść bez odwołań do świadomości. Zarówno zwolennicy Freuda, jak i zwolennicy Watsona pełnymi garściami korzystali z danych pochodzących z introspekcji, co przeszkadzało im odsądzać ją od czci i wiary.

Przez długi czas problemy związane ze świadomością pozostawały w zawieszeniu – do momentu rozpoczęcia badań nad obronnością percepcyjną. Pojawiło się bowiem pytanie, czy można unikać czegoś, o czym się nie wie. Odpowiedê brzmi: tak. Świadczy o tym wiele odruchów obronnych (choćby êrenicy czy powiekowy). Okazuje się jednak, że w pewnych warunkach dotyczy to także informacji. Dowodzą tego klasyczne badania nad obronnością percepcyjną.
W roku 1949 Jerome Bruner i Leo Postman stwierdzili, że podprogowa ekspozycja bodêców budzących emocje wywołuje w pewnych warunkach skrócony czas reagowania, w innych natomiast czas ten się wydłuża. Jako bodêce stosowali słowa, które wówczas były tabu (a dziś są to zasadnicze treści większości tekstów śpiewanych przez amerykańskich raperów oraz treści dialogów bohaterów filmów akcji). Różny czas reagowania na nie zinterpretowali jako dwie formy
percepcyjnej obronności – wyparcie i uwrażliwienie.

Wiele póêniejszych badań potwierdziło spostrzeżenia Brunera i Postmana. Pokazały, że bodêce emocjonalnie nasycone – z wyjątkiem zagrażających – generalnie są gorzej spostrzegane (wymagają więcej czasu, lepszego oświetlenia) niż bodêce neutralne. Oznacza to zdolność do reagowania na bodêce, których istnienia nie jesteśmy świadomi. Zatem człowiek może w sposób ukierunkowany reagować na coś, co pozostaje poza jego świadomością. To bardzo ważne odkrycie. Wiele innych badań – nad nastawieniami (gruzińskie), nad sugestią pohiponotyczną (amerykańskie) czy nad nieświadomym przetwarzaniem (amerykańskie i polskie) – pokazało, że uświadomienie sobie bodêca nie jest warunkiem koniecznym do sensownego i ukierunkowanego reagowania. John Bargh i jego współpracownicy wykazali, że jeśli aktywizuje się badanym schemat (przepis) zachowania uprzejmego, przejawiają oni większą gotowość do uprzejmości. Natomiast uaktywnienie w nas stereotypu człowieka starego sprawia na przykład, że wolniej chodzimy. Jak widać, nie chodzi tu o proste bodêce czy reakcje, ale o znacznie bardziej złożone zjawiska.

Zachęcony swoimi badawczymi sukcesami Bargh – wzorem wielu poprzedników – nabrał przekonania, że nieomal całość procesów psychicznych to typowo adaptacyjne procesy automatyczne, pozostające poza kontrolą świadomości. Także wielu innych badaczy (np. Walter Schneider, Susan Dumais i Richard Shiffrin) uważa procesy automatyczne za zjawisko adaptacyjne, bo posiadają one kilka ważnych cech: nie angażują zasobów uwagi; są bezwarunkowe w tym sensie, że aby wystąpiły, potrzebny jest tylko bodziec wyzwalający; są nieodwracalne, bo rozpoczęte zasadniczo muszą być zakończone; nie angażują innych (poza uwagą) zasobów poznawczych lub wymagają ich niewiele; są mało podatne na modyfikację; nie wymagają kontroli intencjonalnej, a czasem wręcz przeszkadza ona w przebiegu procesu; nie wymagają kontroli poznawczej; zachodzą szybciej wtedy, gdy przetwarzane informacje są zgodne z przekonaniami; są imperatywne, przymusowe i nie mogą być odroczone.

Szczególnie dyskusyjną właściwością przypisywaną automatyzmom jest ich bezwysiłkowy charakter. Często akcentuje się, jakoby czynności automatyczne nie potrzebowały żadnych zasobów – ani energetycznych, ani poznawczych. Tymczasem w świetle współczesnej wiedzy o fizjologicznych mechanizmach funkcjonowania organizmu, szczególnie układu nerwowego, nie wydaje się to możliwe. Zauważmy jednak, że zjawisko automatyzmu nie jest bynajmniej jednorodne. Zwracał na to uwagę Gordon Logan, wskazując, że kategoria czynności automatycznych zawiera w sobie kilka różnych klas reakcji: reakcje odruchowe (np. odruch êrenicy lub ślinowy); reakcje zrutynizowane i nawykowe (np. chodzenie, pływanie, pisanie); reakcje związane z nastawieniami (np. wycieranie butów przy wychodzeniu z domu, bo przy drzwiach leży wycieraczka); reakcje sterowane przez podprogowe bodêce zewnętrzne (np. efekty poprzedzania, postawy utajone); reakcje o charakterze intruzyjnym (przymusowe czynności i myśli); reakcje wynikające z chwilowego lub względnie trwałego odłączenia uwagi (np. roztargnienie). Bardzo trudno uwierzyć, aby do wszystkich tych – tak bardzo odmiennych – zachowań można było zastosować te same reguły opisu.

Jak widać, zachowań automatycznych, niewymagających kontroli świadomości, istnieje wiele. Powstaje zatem pytanie, jak to jest z obszarem świadomości. Jedno jest pewne – nie jest on jednorodny. Po pierwsze, istnieje różnica między tym, co może być treścią świadomości, i tym, co jest treścią świadomości w danym momencie. Po drugie, o ile można sobie wyobrazić, że ktoś jest nieświadomy wszystkiego, na przykład z powodu głębokiej utraty przytomności, niedotlenienia mózgu, to trudno sobie wyobrazić kogoś, kto jest świadomy wszystkiego – to niemożliwe z powodu ograniczonej możliwości pobierania i przetwarzania informacji. Po trzecie, pomija się fakt, że ten sam człowiek w tym samym momencie jest jednocześnie świadomy i nieświadomy. Bowiem o świadomości i nieświadomości możemy mówić tylko w sposób relacyjny – czyli przez wskazanie obiektów, których stany te dotyczą. Świadomość (nieświadomość) dotyczyć może: motywów postępowania (dlaczego ja to robię?); wykonania czynności (co i jak robię?); konsekwencji wykonania czynności (jakie spowoduje skutki?). Co więcej, świadomość motywów zachowania dotyczyć może woli, intencjonalności itp. Po czwarte, nierzadko lekceważy się fakt, że o ile z brakiem świadomości wiążą się automatyzmy i brak kontroli (poznawczej i behawioralnej) nad otoczeniem i sobą samym, to ze świadomością bynajmniej nie musi wiązać się kontrola nad zachowaniem. Czasem świadomość i kontrola współwystępują, ale często współwystępują świadomość i automatyzmy.
Można na to popatrzeć także w inny sposób – pokazać różne poziomy świadomości. Da się wyróżnić: intensywne pobudzenie, któremu towarzyszy ograniczenie świadomości i rozproszenie uwagi; czujność, której towarzyszy pełna świadomość i selektywna uwaga; swobodne czuwanie, któremu towarzyszy płynna uwaga i tendencja do wolnych skojarzeń, a zarazem ograniczenie pola (nie intensywności) świadomości; senność, której towarzyszy ograniczenie świadomości, lekkie stany pomroczne; lekki sen, któremu towarzyszą niemal całkowite zniesienie świadomości i marzenia senne; głęboki sen, któremu towarzyszy całkowite zniesienie świadomości, słaba wrażliwość na stymulację; comę (śpiączkę), której towarzyszy brak świadomości i niewrażliwość na jakąkolwiek stymulację.
Widać tu dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, granice między świadomością i nieświadomością nie są ostre. Mamy raczej do czynienia z płynnym przechodzeniem z jednego stanu do drugiego. Po drugie, zarówno stan nieświadomości, jak i świadomości są niejednorodne. W obu wyróżniono kilka poziomów. To szczególnie ważne w przypadku świadomości, którą często skłonni jesteśmy traktować jako stan jednopoziomowy.

Na tym jednak nie koniec z kłopotami. Zwrócił na nie uwagę Edward Nęcka. Bardzo sugestywnie pokazał, że świadomość jest stanem wielopoziomowym. Od prostej zdawałoby się przyjemności poprzez samowiedzę, samokontrolę aż do samoświadomości. Choć z pozoru wiadomo, co to przytomność, to zdefiniowanie tego stanu nastręcza niemałe trudności. Wydaje się, że można o niej mówić dopiero wtedy, gdy organizm zdolny jest do jakichkolwiek reakc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy