Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

17 listopada 2015

Solo przez życie

0 767

„Singiel? To nie ja. Ja jestem w upojnym związku z...wolnością!” - deklarują często młodzi ludzie. Czy naprawdę jest to ich wybór i wyraz wolności?

Coraz więcej trzydziestolatków żyje w pojedynkę. Odkładają decyzję o stałym związku. Dla jednych to wybór stylu życia, w którym nie ma miejsca
na taką relację. Unikają zobowiązań, chcą jak najdłużej cieszyć się swobodą. Nie czują się samotni, żyją intensywnie: robią kariery, działają społecznie, oddają się swym zainteresowaniom. Sądzą, że ich plany i zamiary trudno pogodzić z wymaganiami, jakie stawia stały związek. Inni odkładają założenie rodziny, uważają, że jeszcze ich na to nie stać. Póki co inwestują w siebie, nawiązują przelotne relacje. Czekają na odpowiednią osobę, ta jednak wciąż się nie pojawia.
Jeszcze inni źle znoszą samotność, a szukając partnera, ciągle napotykają ścianę – czas płynie, kolejne relacje okazują się nieudane. Narasta rozczarowanie i lęk, czy w ogóle uda im się kogoś znaleźć. Brak partnera odczuwają jako życiową porażkę. Szczególnie dotyczy to kobiet, bowiem wedle stereotypowych oczekiwań powinny zostać matkami, niezależnie od tego, co same o tym myślą. Zegar tyka im wyraźniej niż mężczyznom – o upływie czasu przypominają lekarze, a także bliscy, którzy z troską w głosie pytają: a ty wciąż sama? Samotna kobieta nadal bywa przedmiotem plotek i domysłów. Samotnego mężczyznę w mniejszym stopniu dotyka presja ciotek i tykanie biologicznego zegara.

Nie nadaję się do związku
Choć twierdzą, że bycie singlem jest ich wyborem, niektórzy z nich nie do końca zdają sobie sprawę, jakie mechanizmy obronne kierują nimi na nieświadomym poziomie. Czasem jest to racjonalizacja – osładzają sobie gorzką skądinąd samotność. Uważają, że wolą być sami niż z kimś, kto im nie odpowiada i z kim trzeba by się męczyć. W rzeczywistości niekiedy nie potrafią żyć w parze. Z upływem czasu coraz trudniej im kogoś poznać i związać się, przystosowują się bowiem do życia solo, coraz mniej w nich gotowości i zdolności, by dzielić z kimś codzienność.

Po wielu nieudanych próbach związania się z kimś na stałe, dochodzą do przekonania, że nie nadają się do związku. To wyraz ich rezygnacji, zwłaszcza gdy wcześniejsze związki były toksyczne, raniące lub po latach kończyły się zdradą. Towarzyszyć temu mogą uprzedzenia do płci przeciwnej – przekonanie, że wszystkie kobiety są... (np. wyrachowane), wszyscy mężczyźni... (nieodpowiedzialni). Lecz tak naprawdę kryje się za tym lęk zranionych singli przed kolejną porażką. Kobiety narzekają na mężczyzn, a mężczyźni na kobiety. Obie płcie przyczyn niepowodzeń w związkach często upatrują na zewnątrz. Takie przekonania utrudniają im rozpoznanie, gdzie naprawdę leży problem i co mogą z nim zrobić.

Nawet jeśli szukają przyczyn w sobie, to nie tam, gdzie tkwi źródło ich trudności. Tak jak Joanna. Zadbana i atrakcyjna singielka z wyższym wykształceniem i dobrą pracą w firmie farmaceutycznej od dłuższego czasu nie może znaleźć sobie partnera. Dochodzi więc do wniosku, że mężczyźni wolą inne kobiety, bo są atrakcyjniejsze niż ona. Koncentruje się zatem na urodzie, stara się ją poprawić i zachować jak najdłużej – na wygląd bowiem ma wpływ. Nie uświadamia sobie innych przyczyn swojej samotności, wynikających ze sposobu jej przeżywania czy z własnych zachowań. Zapatrzona w lustro Joanna tkwi w błędnym kole przekonań, że tylko uroda pozwoli jej znaleźć odpowiedniego partnera.

Spełniając oczekiwania
Po wielu niepowodzeniach w znalezieniu partnera lub utrzymaniu związku niektórzy single dochodzą do konstatacji, że może to coś w nich samych przeszkadza im stworzyć długotrwałą, bliską relację.
Tomasz, trzydziestoletni dziennikarz, właśnie burzliwie rozstał się z kolejną partnerką. Ma poczucie, że gdzieś się zagubił. Z żadną z dotychczasowych kobiet nie czuł prawdziwej bliskości. Jego związki zazwyczaj kończyły się nieporozumieniami lub zdradą. Nie wie, co dalej robić. Pragnąc lepiej zrozumieć siebie, odkrywa, że od dziecka próbował spełniać oczekiwania innych, i teraz – w dorosłym życiu – także podejmuje się różnych działań tylko dlatego, że wydaje mu się, iż ktoś ich od niego oczekuje. Matka doceniała Tomasza tylko wtedy, gdy robił dokładnie to, co chciała. Inaczej spotykało go z jej strony odrzucenie, krytyka i niezadowolenie. Miał poczucie, że kontrolowała każdy jego krok – zawsze wiedziała, na jakie zajęcia syn powinien uczęszczać, z kim się kolegować, dobierała mu towarzystwo, podsuwała autorytety. Chcąc nie chcąc spełniał jej oczekiwania, realizował jej plan na swoje życie.

Jako dorosły mężczyzna Tomasz wyjechał za granicę, podjął pracę, rozpoczął samodzielne życie. Szło mu nieźle, miał znajomych, jednak sam ze sobą czuł się coraz gorzej. Często nie wiedział, po co to wszystko robi i czy właśnie tego chce. Wciąż przeżywał rozterki. Zanegował niemal wszystko, co dotąd osiągnął. Zidentyfikował się ze swoim biernym, wycofanym ojcem, który niewiele miał w domu do powiedzenia i często był nazywany przez matkę nieudacznikiem. Nie potrafił również odnaleźć się w relacjach z kolejnymi partner­kami, nie wiedział, co do nich czuje, czego od nich oczekuje. Wybierał kobiety atrakcyjne, o wysokiej pozycji społecznej. Z czasem nieuchronnie pojawiało się rozczarowanie – miał poczucie, że każdej jego partnerce czegoś brakuje. Głębiej krył się za tym lęk przed relacją. Przy nadmiernie kontrolującej matce nie nauczył się odróżniać swoich pragnień od cudzych. Jak więc miał się zaangażować emocjonalnie, skoro nie znał swoich potrzeb? Nie chciał wchodzić w związki po staremu, czyli dostosowując się. Uznał, że nim z kimś się zwiąże, wpierw musi odnaleźć siebie.

Ci, którym trudno związać się z kimś, często mają za sobą doświadczenie „trudnej bliskości”. W ich relacji z rodzicem lub innym opiekunem dochodziło do przekraczania granic emocjonalnych, co rodziło problemy z zaufaniem, z nadmierną kontrolą nad sobą lub partnerem. Albo odwrotnie – z jej brakiem.

Bądź zawsze przy mnie
Jedni nie mogą być z kimś, inni nie są w stanie być sami. Karolina od młodości zawsze była związana z mężczyznami. Ale oni wciąż odchodzili. Kiedy rozpadł się jej kolejny związek, wpadła w panikę. W pracy – roztrzęsiona – nie mogła się na niczym skupić. Nie nauczyła się być sama. Wybierała sobie partnerów – opiekunów, którzy mieli łagodzić...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy