Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

SNY Z LABORATORIUM

0 240

Sny zawsze frapowały uczonych. Od wieków poszukują więc skutecznych metod ich badania. Szczególnie interesujące okazały się eksperymenty Nathaniela Kleitmana. Udzieliły one odpowiedzi na różne pytania dręczące naukowców. Ale czy na wszystkie? Badania nad śnieniem przeprowadzone przez Nathaniela Kleitmana przyniosły odpowiedzi na różne pytania dręczące uczonych. Ale czy na wszystkie – zastanawia się BARBARA SZMIGIELSKA.

Ludzie, którzy interesowali się marzeniami sennymi, od najdawniejszych czasów poznawali ich treść dzięki opowiadaniom śniącego. Relacje te były mniej lub bardziej oddalone w czasie od samego przeżycia sennego, jednak tym faktem badacze w zasadzie się nie interesowali. Współcześnie, w erze badań naukowych nad marzeniami sennymi, ten tradycyjny sposób zbierania relacji o marzeniach sennych jest nadal jedyną metodą badawczą. Jednakże dziś szczególną uwagę zwraca się zarówno na to, jaki czas upłynął od doświadczenia marzenia sennego, jak i na miejsce oraz warunki, w jakich śpi badany. Materiał będący przedmiotem analiz badaczy snów pochodzi z dwóch źródeł: jednym są opowiadania o snach śnionych w warunkach domowych, drugim – relacje o marzeniach sennych przeżywanych w warunkach laboratoryjnych.

Współczesne metody badań nad snami laboratoryjnymi zrodziły się przy okazji badań nad samym spaniem. Za ich twórcę uważa się Nathaniela Kleitmana. To on, wraz ze swoim uczniem Eugeniuszem Aserinskym, odkrył w 1953 roku, że osoby obudzone w tzw. fazie REM (czyli Rapid Eye Movement – szybkie ruchy gałek ocznych), potrafią dokładnie opowiedzieć, o czym śniły. Od tego czasu zainteresowanie badaczy marzeń sennych fazą REM ogromnie wzrosło. Nie musieli czekać, aż badani przypomną sobie sen – okazało się bowiem, że marzenia senne występują w określonej, i w dodatku łatwej do zidentyfikowania, fazie snu. A zatem wystarczyło obudzić śpiącego w odpowiednim momencie i uzyskać od niego relację z dopiero co przeżytego marzenia sennego. Około 80 proc. ludzi wybudzonych z tej fazy potrafiło w sposób jasny i szczegółowy opowiedzieć swój sen.

Początkowo sądzono, że marzenia senne występują tylko podczas tej fazy. Jednak w świetle późniejszych badań okazało się, że śnimy także w innych stadiach snu (tzw. fazie Non-REM – czyli bez szybkich ruchów gałek ocznych). Z badań wynika, że sny z obu faz różnią się. Te z fazy REM są barwne, nasycone emocjami, mają złożoną i często niezwykłą treść. Natomiast sny z fazy Non-REM są pozbawione fabuły i przypominają swobodny nurt skojarzeń. Relacje z nich są także krótsze od tych, które pochodzą z fazy REM.

Współcześni badacze zainteresowani są nie tylko cechami i treścią marzeń sennych pochodzących z różnych faz snu. Ważnym problemem jest dla nich ustalenie, w jakim zakresie marzenia senne doświadczane w laboratorium różnią się od snów domowych. Pytanie to bierze się stąd, że warunki – a często i sposób zbierania relacji ze snów – w obu środowiskach są różne. Pomimo, że współczesne laboratoria snu coraz częściej przypominają domowe sypialnie, badani muszą być podłączeni do aparatury, a osobą zbierającą relacje ze snów jest najczęściej eksperymentator. Najważniejsze jest jednak to, że w laboratorium opowiadanie snu następuje niemal natychmiast po jego doświadczeniu, podczas gdy w warunkach domowych opowiadanie snu jest zawsze – mniej lub bardziej – oddalone w czasie.

W badaniach ludzi dorosłych nie udało się dotychczas ustalić jednoznacznie, w jakim zakresie sny laboratoryjne i domowe są podobne, a w jakim się różnią. Na przykład Hall i Van de Castle (1966) twierdzą, że sny domowe, w porównaniu z laboratoryjnymi, mają bardziej żywą i dramatyczną akcję oraz wyraźne zakończenia. Z kolei Domhoff i Kamiya (1964) wykazali, że sny laboratoryjne mają dziwaczną treść, często obecne są w nich niezwykłe i magiczne wydarzenia, podczas gdy domowe zawierają więcej treści o tematyce seksualnej i bardziej nasycone są agresją. Dane te pochodzą przede wszystkim z porównywania opowiadań o snach domowych (w różnym czasie po ich doświadczeniu) z opowiadaniami uzyskiwanymi w laboratorium po wybudzeniu badanych z fazy REM.
David Foulkes (1982) w trwających kilkanaście lat badaniach (do tej pory jedynych przeprowadzonych na tak szeroką skalę) poszukiwał odpowiedzi na pytanie, na ile środowisko laboratoryjne i domowe oraz sposób zbierania relacji mogą wpływać na treść i cechy marzeń sennych dzieci. Zastosował w nich specjalną procedurę pozwalającą znacznie dokładniej niż w dotychczasowych badaniach ludzi dorosłych odpowiedzieć na powyższe pytanie. Badał dzieci, które w chwili rozpoczęcia eksperymentu miały trzy lata, a w chwili zakończenia trzynaście.

W pierwszym etapie badań (dzieci w wieku 3-4 lat) liczba nocy spędzonych w domu i w laboratorium, godzina budzenia oraz wywiad były dla wszystkich jednakowe. Różnica polegała na tym, że w laboratorium dzieci spały podłączone do aparatury pomiarowej, a wywiad przeprowadzał eksperymentator, natomiast w domu nie było aparatów, zaś wywiad robili rodzice (najczęściej matka). Uzyskane w ten sposób relacje okazały się podobne. Liczba opowiedzianych snów była niewielka, a opowiadania bardzo krótkie. W treści brakowało opisu akcji i stanów uczuciowych, a prezentacja bohaterów – głównie zwierzęcych – była...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy