Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

22 maja 2018

Smutni od zawsze

33

Przygnębienie, zły nastrój, smutek - coraz częściej za wszelką cenę usiłujemy od nich uciec. Pomagają nam w tym psychologowie, terapeuci. Czasem sięgamy nawet po tabletki, które mają przywrócić nam szczęście. A przecież smutek jest w nas od zawsze.

NAJNOWSZY NUMER "PSYCHOLOGII DZIŚ" - O SMUTKU I DEPRESJI. WYSYŁKA GRATIS. ZAMÓW TERAZ.

Czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni: odczuwałeś smutek, byłeś przygnębiony przez większą część dnia, czułeś rozpacz, miałeś poczucie winy, cierpiałeś z powodu zaburzeń snu? Byłeś chronicznie zmęczony, uważałeś, że jesteś bezwartościowy, doskwierały Ci trudności z koncentracją, zdarzyło Ci się myśleć o śmierci lub o samobójstwie i nawet seks nie sprawiał Ci radości? Jeśli stwierdziłeś u siebie większość z wyżej wymienionych objawów, to zgodnie z kryteriami diagnostycznymi DSM-IV, oficjalnego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, masz depresję. Jesteś chory psychicznie. Twoje myśli są niewłaściwe, co trzeba jak najszybciej naprawić...

Sęk w tym, że można na to spojrzeć inaczej. Być może wcale nie jesteś chory psychicznie, a odczuwane przez Ciebie objawy zostały starannie wyselekcjonowane w toku ewolucji – po to, żeby zwiększyć Twoją szansę na przetrwanie. Depresyjne myśli nie muszą być patologią. W pewnych okolicznościach ich pojawienie się jest reakcją zupełnie normalną, na której można skorzystać.

Umysłowy moduł

Antropolog John Tooby i psycholog Laura Cosmides w książce pt. The Adapted Mind: Evolutionary Psychology and the Generation of Culture porównują nasz umysł do sieci mikrokomputerów, dedykowanych określonym funkcjom. Wspomniani naukowcy uważają, że umysł składa się z szeregu wyspecjalizowanych modułów wykształconych w procesie ewolucji dla rozwiązywania określonych problemów zagrażających przetrwaniu osobnika i zreplikowaniu jego DNA. Każdy z tych modułów posiada swój neurologiczny odpowiednik – strukturę mózgu odpowiadającą za konkretną aktywność.

Wspomniane umysłowe moduły ewoluowały podczas plejstocenu. Okres ten trwał najprawdopodobniej aż 5 milionów lat i zakończył się ok. 10 tysięcy lat temu. Było to wystarczająco długo, by moduły – przynoszące ewidentną korzyść ich posiadaczom – stały się częścią ludzkiego genomu. Zgodnie z teorią opartą na założeniach biologii ewolucyjnej, wśród nich znalazł się również moduł depresji. Zgodnie z wyżej wspomnianą teorią, objawy depresyjne wykształciły się jako jeden z ludzkich mechanizmów obronnych. Mechanizm ten jest uruchamiany, gdy zagrożenie dla jednostki oceniane jest jako zbyt trudne do pokonania, gdy wysiłki jednostki mogą być nadaremne, a zatem skutkować niepotrzebnym marnotrawieniem energii, ściągać na nią niebezpieczeństwo, narazić na utratę zasobów lub uszkodzenie ciała.

PONIŻEJ DALSZA CZEŚĆ ARTYKUŁU


Antonio Damasio, neurobiolog behawioralny, w książce pt. Looking for Spinoza: Joy Sorrow and the Feeling Brain opisuje przypadek 65-letniej pacjentki cierpiącej na chorobę Parkinsona. W rodzinie kobiety nie stwierdzono występowania depresji. Ponieważ jej organizm przestał reagować na inne formy terapii, lekarze zadecydowali o zastosowaniu elektroterapii. Rozpoczęto poszukiwania miejsca w mózgu, gdzie powinna zostać zaimplantowana lecznicza elektroda. Podrażniając prądem jeden z obszarów, lekarze wywołali zupełnie niespodziewaną reakcję pacjentki: nagle posmutniała, a po kilku sekundach zaczęła płakać; opowiadała o tym, jak bardzo jest smutna i wyzuta z energii, żaliła się, że jest bezwartościowa, bezużyteczna i nie ma już po co żyć... Zachowywała się tak, jak dotknięci depresją pacjenci opisywani w podręcznikach psychiatrycznych.

Stymulacji zaprzestano. Dwie minuty później w zachowaniu kobiety nie został nawet ślad po przykrych emocjach. Lekarze uświadomili sobie, że przypadkiem uruchomili w jej mózgu „program depresji” – moduł umysłowy, który za nią odpowiada. Skoro taki program można przy pomocy elektrod włączyć, to najprawdopodobniej można go w ten sam sposób wyłączyć.Zatem depresja, jak wynika z powyższego, nie jest stanem chorobowym, lecz „mózgowym oprogramowaniem”, modułem wbudowanym w nasz umysł.

Smutek, który ratuje

Wydawałoby się, że depresja to mechanizm na wskroś nieadaptacyjny. Na pierwszy rzut oka jej objawy działają przecież na przekór sukcesowi reprodukcyjnemu. A jednak.

Po raz pierwszy o możliwych korzyściach z depresji wspomniał brytyjski psychiatra John Price w 1967 roku. Jego zdaniem mózgowy program depresji ukształtował się w czasach, kiedy ludzie żyli w małych grupach, liczących od 20 do 150 osób. Zdaniem Price’a społeczności te pod względem hierarchiczności organizacji przypominały stado pawianów. Te agresywne stworzenia toczą nieustanną walkę o dominację. Ich ekonomika emocjonalna jest prosta – przejawiają irytację względem położonych niżej w stadzie, odczuwają niepokój wobec położonych wyżej, podniecenie na myśl o awansie i przygnębienie na myśl o spadku w hierarchii.

Zgodnie z hipotezą rywalizacji społecznej, opisaną przez Price’a w 1994 roku na łamach „British Jour[-]nal of Psychiatry”, depresja wyewoluowała jako rytualna forma zachowania w obliczu porażki społecznej. Price definiuje ją jako nieświadomy, niepodlegający woli program, ułatwiający zaakceptowanie klęski i oswojenie się z obniżeniem społecznej rangi.

Produkt depresji – tymczasowa psychologiczna niemoc – działa na agresora naszego gatunku podobnie, jak pokazanie przez psa brzucha silniejszemu osobnikowi. Sygnalizuje uległość. W hierarchii status pokonanego ulega co prawda w tym przypadku zatraceniu, ale osobnik wychodzi z konfrontacji bez większego uszczerbku na zdrowiu. Objawy depresji mówią silniejszemu osobnikowi: nie zagrażam ci, zostaw mnie.

Smutek sprzyja lepszemu przystosowaniu się do nowej sytuacji. Może towarzyszyć nam m.in. po rozstaniu z partnerem. Jedną z jego funkcji jest poddanie krytycznej analizie własnej wartości na rynku matrymonialnym. Utrzymanie przy sobie partnera znacznie bardziej atrakcyjnego w odniesieniu do atrakcyjności własnej z góry skazane jest na porażkę i stanowi niepotrzebne marnowanie energii. Smutek jako rezultat „przeszacowania matrymonialnego” ma na celu zachęcenie organizmu do niepodejmowania równie kiepskich inicjatyw w przyszłości. Doświadczenie wycofania odczuwane podczas depresji daje czas na zmianę własnych działań w świetle doznanej porażki.

Śmierć – zbawieniem?

Łatwo jest wyjaśnić przystosowawczą wartość objawów łagodnej lub umiarkowanej depresji. Gorzej, gdy smutek i przygnębienie są tak wielkie, że wywołują ból psychiczny bardziej dotkliwy od bólu fizycznego doświadczanego w trakcie porodu. Jak uzasadnić – z ewolucyjnego punktu widzenia – ostre, kliniczne postacie depresji?

Proces powstawania ostrej depresji porównuje się często do procesu rakowacenia komórek – kancerogenezy. Mamy zatem normalny, standardowy i regulowany przez DNA proces namnażania się komórek, tak jak mamy wbudowany w umysł moduł odpowiadający za – posiadającą wartość adaptacyjną – łagodną lub średnią depresję. Mamy też stan chorobowy – nowotwór, w którym proces namnażania się komórek przestaje podlegać kontroli i staje się groźny dla organizmu – jego odpowiednikiem jest ostra, śmiertelnie niebezpieczna dla zdrowia depresja. Powyższa metafora, pomimo niewątpliwych walorów artystycznych, niestety, niewiele wnosi do rozwiązania zagadki genezy mechanizmu poważnej depresji. Jakie mogła nieść korzyści dla przetrwania genów naszych praprzodków?

PONIŻEJ DALSZA CZEŚĆ ARTYKUŁU



Wyobraźmy sobie prehistorycznego łowcę. Jest stary i zmęczony. Co gorsza, w czasie ostatniego polowania odniósł ranę, która przynajmniej na pewien czas wykluczyła go z udziału w łowach. Jego przydatność społeczna zmalała. Jest przygnębiony, smutny, pełen obaw. Wycofał się z życia społecznego. Mężczyzna oczekuje na sygnał od krewnych, potwierdzający jego użyteczność. Gdy go otrzyma, program łagodnej depresji zostanie zatrzymany. Jeśli taki sygnał nie nadejdzie, program przełączy się w tryb ciężkiej depresji. Osłabiony system immunologiczny mężczyzny w końcu nie oprze się infekcji i kontuzjowany łowca umrze. Śmierć mężczyzny przyniesie korzyść jego krewnym. Nie będą już musieli się nim opiekować. Zao[-]szczędzą cenną energię oraz zasoby. Będą mogli lepiej zadbać o własne potrzeby. Nieprzydatny już łowca, umierając, zwiększy szanse na sukces reprodukcyjny swoich następców – noszących także jego geny.

Czy ostra depresja zyskuje w ten sposób ewolucyjne uzasadnienie? W 1955 roku brytyjski genetyk John Haldane prowokacyjnie stwierdził, że sensownie byłoby poświęcić własne życie dla ocalenia dwóch braci lub 8 kuzynów. Jego myśl w 1963 roku została błyskotliwie podchwycona przez Williama Hamiltona, twórcę koncepcji altruizmu krewniaczego. Uczony stwierdził, że proces dziedziczenia nie sprowadza się wyłącznie do troski o płodzenie własnego potomstwa, lecz jest procesem dostosowania łącznego, w którym ważką rolę odgrywa również dbanie przez osobnika o sukces organizmów z nim spokrewnionych.

Teksty Hamiltona spopularyzował George Williams w klasycznej pracy Adaptation and Natural Selection z 1966 roku. Z kolei w 1981 roku psycholog dr Denys de Cantazaro stworzył matematyczny model samobójstwa, uwzględniający koszty osobnicze oraz korzyści dla krewnych ponoszone w wyniku...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy