Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

21 sierpnia 2018

Siła nas, moc mas

0 412

Tłum ma złą opinię – niesłusznie! Najnowsze badania psychologów społecznych dowodzą, że otoczeni innymi ludźmi, anonimowi, wcale nie głupiejemy i nie stajemy się agresywni. Zyskujemy za to poczucie wspólnoty i siły, by zmieniać świat.

Pewnego dnia do Stevena Reichera, badacza z University of St Andrews, zadzwoniła dziennikarka, prosząc o komentarz na temat nieracjonalności ludzi w tłumie. Reicher skorzystał z okazji i opisał badania, pokazujące, jak wśród protestujących rodzi się poczucie kontroli i skuteczności. Dziennikarka była niepocieszona, bo to nie pasowało do jej tezy. Takich sytuacji Reicher miał wiele. Aż zdecydował się i sam napisał artykuł, w którym wyjaśnił, że tłumy wcale nie są szalone. Zapomniał tylko, że tytuł tekstu ustala redakcja. A brzmiał on: „Psycholog wyjaśnia szaleń- stwo tłumów!”. Trudno jest zmienić przekonanie o tłumie jako czymś niszczącym i odbierającym człowieczeństwo. Dlaczego?

Anonimowi, więc agresywni?

W drugiej połowie XIX wieku przez Francję przewinęła się fala strajków i demonstracji. Walczono o równość i lepsze warunki pracy. W tym czasie Gustave Le Bon, francuski socjolog i psycholog, napisał Psychologię tłumu. Zakładał, że ludzie w tłumie tracą indywidualne cechy i zdolność racjonalnego myślenia. Stają się bezkrytyczni, bezrefleksyjni i podatni na manipulację. Łatwo zarażają się impulsami, które pojawiają się w tłumie. Zaczynają nimi kierować zwierzęce instynkty.

Badania nad konsekwencjami bycia w tłumie kontynuował Philip Zimbardo. Według niego kluczem do zrozumienia działań w grupie jest anonimowość – ona prowadzi do zaniku samoświadomości i poczucia indywidualnej odrębności, co obniża samokontrolę i znosi poczucie winy czy wstydu. Wszystko to przyczynia się do niewrażliwości na normy społeczne, a w konsekwencji do zachowań agresywnych. Początkowo wyniki badań prof. Zimbardo zdawały się potwierdzać założenie o związku anonimowości z agresją. Studentki w warunkach anonimowości – ubrane w kaptury, niczym z Ku-Klux-Klanu, i z numerami zamiast imion – rzeczywiście były bardziej agresywne, lecz już żołnierze w takich samych warunkach przejawiali mniejszą skłonność do przemocy! Badania dotyczące wpływu anonimowości na łatwość łamania norm społecznych przynosiły zróżnicowane wyniki.

A ich metaanaliza, przeprowadzona przez psychologów społecznych – Toma Postmesa i Russella Spearsa, wykazała, że efekt anonimowości jest tak naprawdę słaby. Nie jest zatem tak, że będąc anonimowi w tłumie, przestajemy się liczyć z normami czy z tym, co inni o nas myślą, i dajemy upust agresywnym impulsom. Otoczeni innymi ludźmi nie głupiejemy ani nie stajemy się irracjonalni.

Wykluczanie ze wspólnoty

Mity na temat zachowań ludzi w tłumie wciąż są żywe. Komentatorzy często odmawiają podmiotowości uczestnikom masowych demonstracji. Protestujący nie wydają się kimś, z kim warto rozmawiać. Można ich więc zignorować i wykluczyć z dyskusji. Tym bardziej że tak naprawdę są – jak próbują przekonywać na przykład politycy – zależni i nieautonomiczni. To „płatna agentura”, „chodzą na czyimś pasku” – takie argumenty słyszeliśmy od pierwszych sekretarzy w PRL-u, od prezydenta Turcji Recepa Erdoğana, a niedawno od krytyków protestów antyrządowych. Demonstranci często opisywani są jako moralnie upadli, źli i irracjonalni. Używanie takiego języka niesie konsekwencje.

Susan Opotow, badaczka z John Jay College of Criminal Justice, podkreśla, że do wykluczenia moralnego dochodzi, gdy postrzegamy jakieś grupy czy osoby jako nienależące do naszego świata, w którym obowiązują wartości i reguły sprawiedliwego postępowania. Niektórzy uważają więc, że krzywdzenie takich osób jest akceptowalne, właściwe, wręcz sprawiedliwe. Gdy protestującym przyklejona zostaje etykietka szaleńców lub „tych gorszych”, łatwiej jest ignorować ich postulaty, a nawet stosować wobec nich przemoc. Gdy Le Bon pisał Psychologię tłumu, protesty i strajki kolejnych grup chwiały hierarchią społeczną ówczesnej Francji.

Obserwując ich walkę, konstatował: „Wiele specyficznych cech tłumu, takich jak impulsywność, drażliwość, niezdolność do rozumowania, brak zmysłu krytycznego i osądu, przesada w uczuciach itp., odnajdujemy u istot stojących na niższym szczeblu ewolucyjnego rozwoju, np. u kobiet, dzikich i u dzieci”. Tak więc działania zbiorowe stanowiły dla niego przejaw upadku rozumu, symbolizowanego przez ówczesną władzę. Osobom korzystającym z istniejącej hierarchii społecznej może zależeć, by w granicach ich świata nie było wichrzycieli dążących do zmiany i burzących spokój społeczny.

Jeśli nie anonimowość

Jakie zatem inne niż deindywiduacja, czyli zanik samoświadomości, mechanizmy pozwalają zrozumieć zachowania ludzi w tłumie? Wiemy, że nie stają się oni automatycznie szaleni ani nieracjonalni. Założenie, że grupy odbierają swym członkom racjonalność, jest pokłosiem skrajnie indywidualistycznego podejścia. Zgodnie z nim to, jak siebie spostrzegamy, jest w dużej mierze niezależne od kontekstu społecznego. Natomiast badania z obszaru tożsamości społecznej pokazują, że normy i wartości, którymi się kierujemy, zmieniają się zależnie od tego, czy w danym momencie myślimy o sobie bardziej jako o Polaku, ojcu czy pasjonacie wędkarstwa. Inne bowiem charakterystyki wiążą się z każdą z tych ról społecznych. Wzbudzenie myślenia o danej roli i grupie z nią związanej powoduje, że inaczej siebie spostrzegamy. Inne cechy stają się dla nas ważne – na przykład opiekuńczość i wyrozumiałość – gdy myślimy o sobie jako rodzicach, a inne – cierpliwość i zawziętość – w kontekście wędkarstwa.

Często nawet tych zmian nie zauważamy. Badania nad zachowaniami w tłumie potwierdziły, że to normy związane z tożsamością grupową decydują o tym, jakie zachowania uznamy za akceptowalne. Inaczej się zachowamy, gdy wzbudzi się skojarzenia z grupą znaną z agresji (np. ubierzemy się w stroje charakterystyczne dla taki...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy