Siła nas, moc mas

Mózg i umysł Praktycznie

Tłum ma złą opinię – niesłusznie! Najnowsze badania psychologów społecznych dowodzą, że otoczeni innymi ludźmi, anonimowi, wcale nie głupiejemy i nie stajemy się agresywni. Zyskujemy za to poczucie wspólnoty i siły, by zmieniać świat.

Pewnego dnia do Stevena Reichera, badacza z University of St Andrews, zadzwoniła dziennikarka, prosząc o komentarz na temat nieracjonalności ludzi w tłumie. Reicher skorzystał z okazji i opisał badania, pokazujące, jak wśród protestujących rodzi się poczucie kontroli i skuteczności. Dziennikarka była niepocieszona, bo to nie pasowało do jej tezy. Takich sytuacji Reicher miał wiele. Aż zdecydował się i sam napisał artykuł, w którym wyjaśnił, że tłumy wcale nie są szalone. Zapomniał tylko, że tytuł tekstu ustala redakcja. A brzmiał on: „Psycholog wyjaśnia szaleń- stwo tłumów!”. Trudno jest zmienić przekonanie o tłumie jako czymś niszczącym i odbierającym człowieczeństwo. Dlaczego?

Anonimowi, więc agresywni?

POLECAMY

W drugiej połowie XIX wieku przez Francję przewinęła się fala strajków i demonstracji. Walczono o równość i lepsze warunki pracy. W tym czasie Gustave Le Bon, francuski socjolog i psycholog, napisał Psychologię tłumu. Zakładał, że ludzie w tłumie tracą indywidualne cechy i zdolność racjonalnego myślenia. Stają się bezkrytyczni, bezrefleksyjni i podatni na manipulację. Łatwo zarażają się impulsami, które pojawiają się w tłumie. Zaczynają nimi kierować zwierzęce instynkty.

Badania nad konsekwencjami bycia w tłumie kontynuował Philip Zimbardo. Według niego kluczem do zrozumienia działań w grupie jest anonimowość – ona prowadzi do zaniku samoświadomości i poczucia indywidualnej odrębności, co obniża samokontrolę i znosi poczucie winy czy wstydu. Wszystko to przyczynia się do niewrażliwości na normy społeczne, a w konsekwencji do zachowań agresywnych. Początkowo wyniki badań prof. Zimbardo zdawały się potwierdzać założenie o związku anonimowości z agresją. Studentki w warunkach anonimowości – ubrane w kaptury, niczym z Ku-Klux-Klanu, i z numerami zamiast imion – rzeczywiście były bardziej agresywne, lecz już żołnierze w takich samych warunkach przejawiali mniejszą skłonność do przemocy! Badania dotyczące wpływu anonimowości na łatwość łamania norm społecznych przynosiły zróżnicowane wyniki.

A ich metaanaliza, przeprowadzona przez psychologów społecznych – Toma Postmesa i Russella Spearsa, wykazała, że efekt anonimowości jest tak naprawdę słaby. Nie jest zatem tak, że będąc anonimowi w tłumie, przestajemy się liczyć z normami czy z tym, co inni o nas myślą, i dajemy upust agresywnym impulsom. Otoczeni innymi ludźmi nie głupiejemy ani nie stajemy się irracjonalni.

Wykluczanie ze wspólnoty

Mity na temat zachowań ludzi w tłumie wciąż są żywe. Komentatorzy często odmawiają podmiotowości uczestnikom masowych demonstracji. Protestujący nie wydają się kimś, z kim warto rozmawiać. Można ich więc zignorować i wykluczyć z dyskusji. Tym bardziej że tak naprawdę są – jak próbują przekonywać na przykład politycy – zależni i nieautonomiczni. To „płatna agentura”, „chodzą na czyimś pasku” – takie argumenty słyszeliśmy od pierwszych sekretarzy w PRL-u, od prezydenta Turcji Recepa Erdoğana, a niedawno od krytyków protestów antyrządowych. Demonstranci często opisywani są jako moralnie upadli, źli i irracjonalni. Używanie takiego języka niesie konsekwencje.

Susan Opotow, badaczka z John Jay College of Criminal Justice, podkreśla, że do wykluczenia moralnego dochodzi, gdy postrzegamy jakieś grupy czy osoby jako nienależące do naszego świata, w którym obowiązują wartości i reguły sprawiedliwego postępowania. Niektórzy uważają więc, że krzywdzenie takich osób jest akceptowalne, właściwe, wręcz sprawiedliwe. Gdy protestującym przyklejona zostaje etykietka szaleńców lub „tych...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy