Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Sekwencje intymne

0 504

By zaistniała intymność, musimy być blisko. Czy koniecznie fizycznie? Czy nie wystarczy tu bliskość tworzona przez łącza internetowe?

Na korytarzu uczelnianym zauważam znajomego doktora. Jest w towarzystwie rozjaśnionej blondynki. Siedzą bardzo blisko siebie, twarzami i sylwetkami zwróceni w swoją stronę. Doktor coś mówi, kobieta kiwa głową, a jej wzrok jeździ niczym winda z piętra na piętro: jego usta, jego oczy i znów usta, i znów wyżej. „Jaka ładna intymność” – myślę sobie, nie dając się zwieść uczelnianej scenerii. „Intymność oznacza bliskość” – tak w książce „Zachowania intymne” napisał znany brytyjski zoolog i antropolog Desmond Morris. „Akt intymności dokonuje się, gdy dwie osoby wchodzą ze sobą w kontakt cielesny: uścisk dłoni, poklepanie po plecach czy akt miłosny. Intymność dorosłych ludzi kojarzy się z seksem. Jest tak dlatego, że nawet najbardziej »niedotykalski« osobnik w akcie płciowym musi dotykać i być dotykanym” – wyjaśnia Morris.
Zaznaczam markerem słowa: „akt intymności” i „kontakt cielesny”. Czy to oznacza, że intymność w Internecie nie istnieje? Na czacie rysunek witających się dłoni zastępuje podanie ręki, a wirtualny seks to przecież tylko rozgrywka słowna, a nie żaden program oferujący trójwymiarowe doznania. Intymność to jednak także obietnica dotyku, a ten warunek internetowe związki spełniają. Dwoje w oknie rozmów, wyraźna relacja „ja – ty”; oddzieleni od reszty rozmawiających internauci tkają swoją intymność. Już pierwsza seria pytań: skąd klikasz? jak masz na imię? ile masz lat? zapowiada (choć może niesłusznie) gotowość na zacieśnienie znajomości.

Czy zostać wirtualną kochanką? Narazić się na zarzut bycia „łatwą”? Wypróbować seksualną wyobraźnię partnera? A jeśli nie będzie miło i on/ona spłoszy się na dobre? Rozterki tego typu towarzyszą tym, którzy traktują znajomość poważnie (czyt. przyszłościowo). Bycie wirtualną kochanką, seks na pierwszej randce – to dylematy z tej samej półki. Miejsce intymnej akcji nie ma znaczenia.

Kroki w miłości


Desmond Morris ułożył sekwencję intymności, która rozgrywa się między statystyczną parą obcych sobie ludzi: kobietą a mężczyzną. Etap pierwszy to „oko – ciało” – patrzenie na kogoś ze znacznej odległości. W ułamku sekundy oko dokonuje oceny atrakcyjności „wyłowionej” osoby. Drugi etap to „oko – oko”: przyglądamy się innym, inni przyglądają się nam. Pierwsze spotkanie oczu wywołuje odwrócenie wzroku. Jeśli podczas kolejnego spotkania jedna strona doda uśmiech i zostanie on odwzajemniony, może dojść do następnego etapu kontaktu. Później następuje etap nazwany przez Morrisa „głos – głos”. W pierwszej błahej rozmowie, dzięki dialektowi, tonowi głosu, akcentowi, czy słownictwu, strony uzyskują informacje pozwalające na wycofanie się z dalszych poczynań, gdyby nowe sygnały okazały się nieatrakcyjne wbrew temu, co obiecywał wzrok. Potem następuje kontakt: etap „ręka – ręka”. Poprzednie trzy etapy mogą rozegrać się w ciągu kilku sekund albo trwać miesiącami, czekając na odwagę partnera. Jeśli w grę nie wchodzi grzecznościowy aseksualny uścisk dłoni, pierwszy rzeczywisty kontakt cielesny prawdopodobnie wystąpi pod pozorem pomocy lub ochrony, np. podtrzymania kobiety przed upadkiem. Dalej: „ramię – bark”. Gdy mężczyzna otacza ramieniem barki kobiety, jest to wstęp do kontaktu tułowia. Jako popularny gest przyjacielski jest gestem bezpiecznym. „Ramię – talia” to już gest, który nie występuje między przyjaciółmi. „Usta – usta” – pocałunek. „Ręka – głowa” – gdy dłonie dotykają twarzy, szyi, włosów, karku. „Ręka – ciało” – celem działania mężczyzny są piersi partnerki. „Usta – piersi”. „Ręka – genitalia”. „Genitalia – genitalia” – akt płciowy.

Wirtualna bliskość

W sieci sekwencja intymności ulega znacznej modyfikacji. Na etapie „oko – ciało” o wyborze „ciała” decydują: nick (sieciowy pseudonim), styl wypowiedzi zauważony w publicznym oknie rozmów, czy zdjęcie zamieszczone na stronie towarzyskiej. Tutaj „taka_sobie” przegrywa z „niebieskooką Lu”, piszący wulgarnie z piszącym dowcipnie, a atrakcyjne dla oka zdjęcie ze zdjęciem nieatrakcyjnym. Etap „głos – głos” to zagadanie. Wtedy obie strony starają się wybadać, czy warto inwestować w kontakt. Jeśli znajdą punkt zaczepienia, kontakt rozwija się. Przeradza się w długą, wielowątkową rozmowę, do której wraca się w kolejnych dniach. Internauci zaczynają zmieniać miejsca rozmowy – jeśli była na czac...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy