Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium , seks

3 sierpnia 2016

Seks według Carrie

25

Mają 35-40 lat, żyją bez zobowiązań i poczucia winy z tego powodu. Ciotkom dopytującym, kiedy wyjdą za mąż, odpowiadają: żeby zjeść ciastko, nie trzeba kupować cukierni. Kiedy mają ochotę na seks, robią to, co do niedawna było zarezerwowane dla mężczyzn. Idą na podryw, a rano... wyrzucają faceta z łóżka.

Carrie Bradshaw to idolka „ryczących czterdziestek”. Ta filigranowa, błyskotliwa, dobrze ubrana dziennikareczka z Nowego Jorku w ciągu kilku lat uwiodła miliony fanek. Ona i jej trzy przyjaciółki na dobre i złe to główne bohaterki popularnego serialu „Seks w wielkim mieście”.
Sekret popularności tej produkcji tkwi w dużej mierze w tym, że opowiada o kobietach w sposób, w jaki miliony sympatyczek uwielbiają słuchać. Lubią myśleć, że Carrie to znak czasów. Utożsamiają się z nią, bo jest „kumpelą optymalną”, co to i poplotkować, i pocieszyć, i poimprezować umie.
Bohaterki „Seksu w wielkim mieście” to jedyny w swoim rodzaju kolaż emancypacji i liberalnego feminizmu, przyobleczony w kobiece ciało i kreacje największych domów mody. Głośno mówią o kobietach to, o czym większość bała się myśleć przez długie stulecia: że nie tylko można być wolnym, szczęśliwym i spełnionym zawodowo, że można mieć więcej par butów niż dolarów na koncie, mieć przyjaciół i bogate życie towarzyskie bez męskiego partnera. Mówią, że na dodatek można partnerów zmieniać równie często jak płatki do demakijażu...

Naturalna rozpusta?
Dziś kobietom niespieszno do trwałego związku – stawiają na dobrą zabawę, bo uważają, że „wyszumienie się” przysługuje im tak samo jak mężczyznom. Sama Carrie Bradshaw zastanawia się: Czy my jesteśmy po prostu romantyczne inaczej, czy jesteśmy dziwkami? Oczywiście, można odnieść wrażenie, że system wartości, z jakim mamy do czynienia w „Seksie...”, ale i w większości dzisiejszych, mocno poprawnych politycznie produkcji, to owoc rewolucji seksualnej lat 60., dekad przełamywania tabu na temat roli kobiet w społeczeństwie i mozolnego oswajania społeczeństwa z problematyką gender – czyli społecznego konstruowania oczekiwań względem ról płciowych. Wyszczekaną, wyzwoloną i pewną siebie Carrie jeszcze kilkadziesiąt lat temu uznano by charakterologicznie za pół-mężczyznę lub jeszcze gorsze nie wiadomo co. Dziś bycie singlem to nie tylko swoisty standard, ale również powód do dumy. Ale czy to rzeczywiście znak czasów?
W gruncie rzeczy i kobiety, i mężczyźni z natury przystosowani są do „singlowania” przez znaczną część swego życia. Carrie żyje więc dokładnie tak, jak życzyłaby sobie tego poczciwa matka natura. Jest bowiem ucieleśnieniem strategii seksualnej – jak nazywają ów problem psychologowie ewolucyjni – która dla człowieczego rodu jest czymś nie mniej naturalnym niż oddychanie: seryjnej monogamii albo inaczej – umiarkowanej poligamii. Rewolucja seksualna nie tyle więc przetarła nowe szlaki, co odkurzyła te dawne.
Z ewolucyjnego punktu widzenia właśnie zmiana partnera, a nie trwanie przy nim do grobowej deski, jest zgodna z naszą konstrukcją bio-umysłową. Oczywiście, przez całe wieki kobietom (ale i mężczyznom) wbijano do głowy, że ich przeznaczeniem jest trwanie w monogamicznym związku, tymczasem już na pierwszy rzut oka nie przypominamy gatunku monogamicznego. Jak przekonuje antropolog Jared Diamond, przedstawiciele gatunków monogamicznych mają swoistą przypadłość: na ogół bardzo trudno odróżnić ich samice od samców. Gibbony, albatrosy, pingwiny – czyli naturalni monogamiści, którym nawet po śmierci partnera z trudem przychodzi wejście w nowy związek, a co tu dopiero mówić o zdradzie! – wszystkie wyglądają tak samo. Samca nie sposób odróżnić od samicy. Dopiero wnikliwa analiza pozwala wyciągnąć jakieś wnioski.
Całkiem inaczej jest u poligamistów – samce słoni morskich są kilkakrotnie większe od samic, przebywających na ogół w haremie liczącym kilkaset osobników. Samice promiskuitycznych szympansów również są znacznie mniejsze od partnerów. Z ludźmi jest podobnie: mężczyzna jest średnio o 20 procent cięższy od kobiety, bardziej umięśniony i silniejszy – dzięki temu może, przynajmniej w założeniu, skuteczniej walczyć o większą liczbę partnerek seksualnych.

W wąwozach macicy
Za tezą o naturalnej poligamii człowieka świadczy również kobiece ciało. Bohaterki „Seksu w wielkim mieście” bez ogródek zaznajamiają telewidzów z kulisami wojen plemników. Batalii, jakie miały miejsce już przed wiekami – zanim pojawiło się szóste przykazanie, purytanizm i epoka wiktoriańska. Bitwy te toczą się w wąwozach i dol...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy