Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Rycerz na grochu

0 344

Przyczyną konfliktów małżeńskich są nieświadome zmowy partnerów pozwalające zaspokajać ich neurotyczne potrzeby. Kiedy wchodzimy w pewną rolę, zdarza się, że wywołujemy u partnera rolę komplementarną. I powstaje błędne koło.

Coraz częściej pomocy psychologicznej szukają ludzie mający trudności w nawiązaniu i utrzymaniu dobrych relacji z innymi, szczególnie związków intymnych. Dlaczego tak wiele osób jest samotnych? Dlaczego związki coraz częściej są nieformalne, mniej trwałe i bezdzietne?

Rodzina luksusem
Kiedyś jasno określone role społeczne i normy zachowania dawały poczucie stabilności, sprawiały, że przyszłość była przewidywalna i z góry określona. W pewnym wieku należało wyjść za mąż czy ożenić się i mieć dzieci. Wszelkie odstępstwa od tej normy – staropanieństwo, bezdzietność, rozwód, homoseksualizm – były piętnowane. Wraz z wolnością polityczną i gospodarczą przyszła wolność obyczajowa. To, co kiedyś było szokujące, dziś mało kogo dziwi, szczególnie w dużych miastach. Ludzie mogą bezpiecznie wybierać pomiędzy różnymi stylami życia. Trudności mieszkaniowe i niepewność zatrudnienia sprawiły, że zdaniem wielu osób rodzina stała się kosztownym luksusem. Łatwiej dziś dopuścić do głosu niezadowolenie i frustrację, powiedzieć partnerowi, że jest mi źle, że czegoś mi brakuje. Łatwiej też podjąć decyzję o zerwaniu nawet wieloletniej znajomości. Wyzwolenie z tradycyjnych norm społecznych niesie za sobą trud wyboru i odpowiedzialność za jego skutki.
Jedną z pułapek wolności wyboru jest poszukiwanie idealnie dopasowanej drugiej połowy. Kobieta rezygnuje ze znajomości, ponieważ z upływem czasu spotkania z ukochanym stają się nudne. Drugi mężczyzna zachwyca ją eleganckim stylem bycia, ale ma mało prestiżowy zawód. Trzeciemu – ciepłemu i opiekuńczemu – brakło swobody towarzyskiej. Kobieta dochodzi do przekonania, że nie ma już prawdziwych mężczyzn. Łatwość zmiany partnera powoduje, że jesteśmy mało tolerancyjni i niechętni kompromisom. Szukamy kogoś, kto zaspokoi wszystkie nasze oczekiwania.
Zdrowy rozsądek mówi jednak, że rycerz na białym koniu nie przyjedzie. To samo dotyczy księżniczki na ziarnku grochu. Goniąc za ideałem, możemy stracić znajomość wystarczająco dobrą, kogoś, kto zaspokoi najważniejszą z potrzeb – potrzebę miłości – choć niekoniecznie skompensuje nasze braki w zakresie poczucia własnej wartości, podziwu i opieki.
Ważne jest uświadomienie sobie, jakie cechy u partnera są dla nas najważniejsze i jakie potrzeby się za nimi kryją. Dlaczego wspomniana kobieta chciałaby, aby jej mężczyzna był elegancki, czuły, opiekuńczy, inteligentny, towarzyski i miał dobry zawód? Niby nie ma w tym nic dziwnego – ale za tą listą życzeń kryje się jej poczucie małej wartości i potrzeba posiadania partnera razem z jego zaletami, aby móc błyszczeć w ich świetle.
Inną pułapką jest idealizacja. Na etapie zakochania on wydaje się czuły, szarmancki i opiekuńczy. Ona zaś jest piękna i wpatrzona w niego jak w obrazek. Wierzymy, że podobnie będzie wyglądać wspólne życie. Niestety, okres zakochania mija. W obrazie partnera pojawiają się rysy. Rośnie niepokój, czy pokochało się właściwą osobę.
W zdrowym związku wcześniej czy później pojawiają się konflikty. Możemy próbować przedłużyć szczęśliwe chwile, bagatelizując sprzeczności. Niestety wyparcie negatywnych emocji sprawia, że kontakt staje się pozorny. Wprawdzie nie ma kłótni, ale też nie ma okazji do pogłębienia relacji. Robi się nudno i coraz chłodniej.
Nie jest łatwo mówić o tym, co nam się nie podoba w związku. Niewyrażone konflikty nie znikają jednak – schodzą do podziemia i nasilają wzajemną niechęć. Można tego uniknąć, uważnie przyglądając się swoim uczuciom i odważnie je wyrażając.

Uderz mnie w czułe miejsce

Złość wynikającą z frustracji rzadko wyrażamy w sposób konstruktywny. Przeważają siłowe style rozwiązywania konfliktów. Zastraszanie, wzbudzanie poczucia winy, uderzanie w czułe miejsca, wycofywanie się, złośliwość – doraźnie bywają skuteczne. Konflikt zostaje zażegnany. Niestety kosztem poczucia krzywdy, odkładającej się złości, poczucia niezrozumienia i braku szacunku. Pozorna równowaga sił runie przy najbliższej, zwykle błahej okazji i spotęguje negatywne uczucia. Dlaczego tak się dzieje? Konflikty rozwiązujemy głównie w taki sposób, jakiego nauczyliśmy się w dzieciństwie i młodości, a wzorce nie są budujące. Często słyszeliśmy: „Zamknij się, gówniarzu!”, „Słuchaj, jak do ciebie mówię”. Reakcje te przenosimy w dorosłe relacje. Aby nie dopuszczać do eskalacji konfliktu, warto unikać traktowania swoich przekonań o partnerze jako jedynie słusznych. Nierzadko stwierdzamy: „Już mnie nie kochasz”, „Zawsze robisz mi na złość”.
W okresie kryzysu czy trudności życiowych często szukamy winnego. Stosujemy mechanizm obronny zwany projekcją, aby ochronić siebie i nie dostrzec swojego udziału w pojawianiu się niepowodzeń. Przerzucamy na partnera odpowiedzialność za przyczyny konfliktu i jego rozwiązanie, przypisujemy mu nieraz własne negatywne uczucia czy złe intencje. Takie samooszukiwanie przynosi ulgę, lecz ceną jest coraz mniejsza szansa na porozumienie się i współpracę.

Język „ja”

Jeśli od...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy