Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Rwać włosy z głowy

135

Wabią i kuszą. Są ozdobą i symbolem siły. Włosy. Kto chciałby je rwać sobie z głowy? Chyba że w skrajnej rozpaczy albo złości. A jednak są osoby, które nawykowo wyrywają sobie włosy i nie potrafią przestać. Nawet wtedy, gdy na głowie pozostają łyse placki.

Anna, 27-letnia farmaceutka, zmaga się z chorobą od 13 lat. Długo utrzymywała ją w tajemnicy. Nawet bliscy nie wiedzieli, że w momentach stresu wyrywa sobie włosy. Wybiera te, które się czymś wyróżniają, które jej się nie podobają. Wkłada je do ust, rozgryza cebulki i w końcu połyka. Wie, że to obrzydliwe, ale nie może się powstrzymać. Z czasem całe obszary swej głowy pozbawiła owłosienia. Aby to ukryć, nosi stale chustkę. Wstydzi się swojej choroby, okresowo zaprzestaje wyrywania włosów, ale w chwilach wzmożonego napięcia objaw powraca. Ręce jakby same wyciągają się ku głowie. Dopiero ból wyszarpniętego ze skóry włosa przynosi na chwilę ulgę.

Magda ma 21 lat. Jest studentką. Mieszka z rodzicami i starszym bratem. Jako nastolatka nosiła długie, rozpuszczone włosy. Zakrywała sobie nimi łyse, pozbawione włosów, placki skóry. Po długim czasie matka zauważyła prześwity na jej głowie, ale Magda nie przyznawała się do tego, co robi. Rodzina nie wiedziała, co jest przyczyną jej łysienia. W końcu dziewczyna wyjawiła im prawdę.

Kiedy włos z głowy spadnie

Anna i Magda cierpią na trichotillomanię, czyli czują niekontrolowany przymus wyrywania sobie włosów, któremu towarzyszy uczucie ulgi i przyjemności. Termin ten wprowadził w 1889 roku francuski dermatolog François Henri Hallopeau. Ocenia się, że na to zaburzenie cierpi od 2,5 do 4 procent populacji. Dotknięte nim osoby włosy wyrywają sobie najczęściej z głowy, ale zdarza się, że skubią też brwi, rzęsy, czasami „depilują” przedramiona, okolice łonowe... Niekiedy przymusowi wyrywania włosów towarzyszy trichofagia, czyli przymus ich zjadania. Chorzy często rolują wyrwane włosy, łamią je i żują.
Po raz pierwszy zaburzenie ujawnia się zazwyczaj w wieku dziecięcym, najczęściej między 5. a 6. rokiem życia. Wśród dzieci  równie często chorują dziewczęta i chłopcy. Może ono jednak wystąpić praktycznie w każdym okresie życia. Drugi moment krytyczny występuje w okresie dojrzewania, szczyt zachorowania przypada na 13. rok życia. Począwszy od okresu dojrzewania trichotillomania częściej zdarza się u kobiet. Ocenia się, że stanowią one nawet 90 procent chorych.

Początki choroby

Anna jest jedynaczką. W dzieciństwie niemal cały czas spędzała w towarzystwie osób dorosłych. Duży wpływ na jej wychowanie miały nadopiekuńcza matka i babcia. Pierwsz raz Anna celowo zaczęła wyrywać sobie włosy, gdy miała 14 lat – wtedy gdy rozchodzili się jej rodzice.

Magda wspomina, że do 7. roku życia miała dobre dzieciństwo. Jej problemy zaczęły się w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy wyjechała na pół roku do sanatorium. Znosiła to fatalnie, czuła się bardzo samotna. Była najmłodsza w grupie kuracjuszy, a rodzice mogli ją odwiedzać tylko raz na dwa tygodnie. Wtedy, podczas lekcji, zagubiona wśród innych obcych dzieci, po raz pierwszy szarpnęła włos i znalazła ukojenie. Początkowo wyrywała je tylko podczas pobytów w sanatorium; a wracała tam kilkakrotnie. Później zaczęła je wyrywać w różnych stresujących sytuacjach, gdy odczuwała silne napięcie emocjonalne. Po takim ataku rwania włosów uspokajała się i wyciszała. Gdy matka nakryła ją na wyrywaniu włosów, zaczęła stosować własne „metody leczenia”. Często biła za to dziewczynę. Do tej pory bardzo interesuje się życiem córki, kontroluje każdy jej krok i ruch, traktuje jak małe dziecko.

Teorii opisujących genezę trichotilomanii jest wiele (patrz ramka na s. 70), jednak gros z nich wskazuje na psychologiczne przyczyny choroby. Podkreśla się w nich m.in. znaczenie wydarzeń, które działają jak spust, zapoczątkowując chorobę. Takim zdarzeniem może być śmierć bliskiej osoby, przewlekła choroba, ale też rozpoczęcie szkoły, rozwód rodziców, zmiana miejsca zamieszkania, wyjazd na studia czy podjęcie nowej pracy. Silny stres często towarzyszy początkom trichotillomanii.

Teorie psychoanalityczne upatrują w wyrywaniu włosów symbolicznego sposobu na wyrażenie nieuświadomionego konfliktu. Konflikt ten związany jest z realnym lub odczuwanym zagrożeniem, że stracimy coś lub kogoś, na kim nam zależy. Niektórzy psychoanalitycy wiążą schorzenie z przeżyciem w dzieciństwie traumy, na przykład z wykorzystywaniem seksualnym. Ale badania naukowe nie potwierdzają, jak dotąd, tej teorii.

Doktor Caroline S. Koblenzer z Departa­mentu Dermatologii Wydziału Medycznego Uniwersytetu Pensylwania w Filadelfii przyczyn trichotillomanii dopatruje się w niewłaściwych relacjach rodzinnych. Opisuje ona matki osób cierpiących na to zaburzenie – są to zazwyczaj osoby niedojrzałe, krytyczne, zależne, niekonsekwentne, skłonne do konkurowania, wrogo usposobione, nietolerancyjne, ambiwalentne i nadopiekuńcze. Te cechy sprawiają, że relacje między matką i córką są uwikłane w nadmierną zależność, a zarazem pełne konfliktów. W efekcie utrudniony jest naturalny proces separacji córki od matki.
A co z ojcami tych pacjentek? Caroline Koblenzer opisuje ich jako emocjonalnie zdystansowanych, tym samym niewspomagających córki w jej próbach oddzielania się od matki. Twierdzi, że trichotillomania często łączy się z innymi problemami, takimi jak obgryzanie paznokci, ssanie kciuka, trudności w relacjach z rówieśnikami i zaburzenia odżywiania. Podkreśla jednak, że właśnie wyrywanie włosów najdobitniej wyraża konflikt dorastającej córki z matką.

Wzorowe uczennice


Kim są kobiety cierpiące na trichotillomanię? Czy coś je łączy? Z wypowiedzi na forum rysuje się obraz wzorowej uczennicy, przynoszącej do domu świadectwa z czerwonym paskiem i listy gratulacyjne dla rodziców. Chodzącej do elitarnych szkół, gdzie toczy się ostra rywalizacja o każdą ocenę. Wrażliwej, a jednocześnie trochę samotnej i zagubionej wśród ludzi. Anna uczyła się bardzo dobrze, zawsze była bardzo ambitna. Gorzej funkcjonowała w relacjach społecznych, często czuła się inna. Magda była wzorową uczennicą, teraz jest dobrą studentką. W grupie rówieśników czuła się raczej dobrze, choć miała zawsze uczucie, że pozostaje w ich cieniu. Natalia, jedna z uczestniczek internetowego forum poświęconego trichotillomanii, pisze: „Byłam dzieckiem nieśmiałym, miałam własny, bogaty świat wewnętrzny, byłam strasznie wrażliwa, a jednocześnie bardzo wiele emocji tłamsiłam w sobie. Nie okazywałam ich, wiecznie byłam jakaś taka rozedrgana wewnętrznie, wydawało mi się, że jestem nieakceptowana, nierozumiana... Byłam samotnikiem, mimo że dzieci mnie lubiły – z tego co pamiętam. Problem był we mnie”. Jola pisze o ludziach cierpiących na „trich”, bo tak je nazywają uczestnicy forum, że są: „mili, pełni empatii, zrozumienia, chętnie podajemy pomocną dłoń, potrafimy słuchać i radzić... Kochamy i pragniemy być kochani (...) Chyba nigdy nie wyrządziliśmy nikomu krzywdy”. Na forum wypowiadają się głównie kobiety. Mają możliwość opowiedzenia historii swojej choroby i towarzyszących jej emocji. Starają się nadać sens swojemu zaburzeniu, znaleźć jego przyczynę w osobowości czy doświadczeniach z dzieciństwa, co pozwala im odzyskać poczucie kontroli nad chorobą i skutecznie się z nią zmagać.

Zagłuszyć ból bólem

Nathan Azrin i Gregory Nunn, naukowcy z Universitetu w San Diego, w swoich publikacjach traktują wyrywanie włosów jak nawyk, podobny do obgryzania paznokci czy ssania kciuka. Jak się taki nawyk tworzy? Pod wpływem napięcia, nie mogąc sobie poradzić z emocjami, osoba szarpie swoje włosy. Czynność ta przynosi jej niespodziewanie ulgę. Redukcja napięcia działa jak wzmocnienie i skłania do powtarzania tego zachowania. Dalszemu utrwalaniu się nawyku sprzyja system skojarzeń, które tworzą się wokół objawu. Do wyrywania włosów dochodzi w określonych sytuacjach, na przykład podczas zajęć, pod wpływem pewnych emocji, takich jak napięcie czy zdenerwowanie. Potem wystarczy sam widok sali zajęciowej, który działa jak sygnał. Wywołuje on napięcie i prowokuje do wyrywania włosów jako sposobu redukcji tego napięcia. „To chyba chodzi o ten ból, który sprawia przyjemność, który zagłusza inne problemy... Jeden ból zagłuszam drugim... Ten ból jest przyjemny i to bardzo... to daje ulgę. To po prostu mnie dopada, bardzo często bez szczególnego powodu. Dla mnie najważniejszy jest moment, kiedy rozładowuje się to całe zgromadzone we mnie napięcie” – pisze Marta na forum w Internecie. Inna uczestniczka, Katarzyna, dodaje: „Przyjemnie co? Usiąść i sobie poskubać. Mały relaks. Wyrwanie włosów wszak daje ukojenie, poczucie bezpieczeństwa, może nawet i »pociesza« w chwilach osamotnienia i bezradności... Ja czasem potrafię złapać i za jednym pociągnięciem wyrwać nawet i 15 włosów. Potem boli chwilkę skóra, ale przestaje. Jaką mi to sprawia przyjemność...”.  Ta chwilowa ulga i przyjemność mają jednak swoją cenę. Cenę większą niż kilka utraconych włosów. „Wyrywanie włosów bardzo skutecznie łagodzi napięcie, ale pozostawia wielkie poczucie winy i krąg się zamyka. To nie jest nasza wina, że mamy pewien rodzaj nadwrażliwości, że bodźce dla innych obojętne, u nas wywołują stres, a co za tym idzie – ciągłe napięcie emocjonalne. Trzeba dotrzeć do źródła problemu, tak żeby to napięcie przestało nam towarzyszyć. Nastawiać się raczej trzeba na silną chęć wyzdrowienia i wytrwałą pracę nad sobą, nad zmianą podejścia do siebie i do życia” – twierdzi na forum Agata.

To nie łupież

Ze zdrowieniem jest problem, bo osoby cierpiące na trichotillomanię często w ogóle się nie leczą. Wstydliwie ukrywają swój problem, nawet przed najbliższymi. Kiedy już zgłaszają się do lekarza, nierzadko zmuszone do tego przez rodzinę, często nie wyjawiają mu całej prawdy. Najczęściej mówią, że włosy im po prostu wypadają. W efekcie leczą się bezskutecznie u...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy