Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Materiały PR

19 października 2020

Rozmowa z Karoliną Cwaliną-Stępniak

49

O tym, że wszystko zaczyna się w głowie, przekonywała już w jednej ze swoich książek. Teraz podkreśla, że zaczyna się tam również „sexy”. O samoakceptacji, samoświadomości oaz seksualności w rozmowie z Karoliną Cwaliną-Stępniak.

Justyna Gul: Właśnie wychodzi Twoja nowa książka, „Sexy zaczyna się w głowie”, napisana wspólnie z Pauliną Klepacz. Z myślą o jakim typie czytelników pisałyście ten poradnik?

POLECAMY

Wydaje mi się, że każda osoba, która sięgnie po nasz poradnik, wyniesie z lektury coś dla siebie. Starałyśmy się wraz z naszymi ekspertkami zawrzeć w książce rady, które są bardzo przydatne na co dzień i są prawdziwą inspiracją. Dotykamy kluczowych tematów – samoakceptacji, samoświadomości oraz często pomijanej – seksualności. Te zagadnienia powinny przerobić zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

J.G.: Czy Polki akceptują siebie?

Niestety, Polki królują na szczytach rankingów niezadowolenia z siebie. Nie lubią swojego wyglądu, ale też nie doceniają swoich kompetencji, nie celebrują sukcesów. Dlatego chciałyśmy je wesprzeć, zainspirować do wejścia na ścieżkę samoakceptacji i samoświadomości. Wydaje nam się, że Polki są świetnymi ogarniaczkami, zdolnymi, przedsiębiorczymi – czas, aby sobie to uświadomiły i same siebie za to doceniały. Czasem trzeba zatrzymać się w biegu i spojrzeć na siebie łagodnym okiem.

J.G.: Swoją atrakcyjność uzależniamy od innych?

Często porównujemy się do innych osób i to jest problem. Trawa w ogródku sąsiada będzie zawsze bardziej zielona. Być może to właśnie kwestia tego, że żyjemy w pędzie, dużo robimy, ale nie doceniamy tego, że jesteśmy wystarczająco dobre. Patrzymy na innych zamiast skupić się na sobie. Poza tym jesteśmy tak wychowywane, ale i wychowywani, że nie uczy się nas autodoceniania, ale czekamy na komplementy od innych, uzależniamy się od nich, a to zgubne.

J.G.:  Współczesny wizerunek kobiety seksownej jest tak idealny, że wręcz niemożliwy do osiągnięcia. Idealna cera, idealne wymiary, idealny uśmiech, idealne życie. Jak nie dać się złapać w tę pułapkę dążenia do bycia takim, jak promowany ideał?

Trudno jest uciec od tych idealnych wizerunków, bo jesteśmy nimi bombardowani z każdej strony. Dlatego też napisałyśmy naszą książkę, aby uświadomić, że sexy to nie właśnie te idealny, nieosiągalny wygląd, lecz coś więcej, co wypływa z naszego wnętrza i że warto nad tym pracować, spróbować wyrwać się z obsesji piękna.

J.G.: W książce dużo miejsca poświęcacie zagadnieniu ciałopozytywności. Co jednak, kiedy mimo wszystko trudno nam pokochać bliznę po cesarskim cieciu czy rozstępy?

Ciałopozytywność wcale nie jest o tym, by się bezgranicznie kochać, lecz o tym, że nasza ciała są różne, że są na nich ślady będące historią naszego życia, że ludzie nie są idealni a promowane wzorce są sztuczne i dyskryminujące. Nie masz kochać swoich blizn, ale postaraj się żyć mimo wszystko, doceniać swoje ciało za to, co może, co ci daje, a nie jak wygląda.

J.G.: Czy zatem nad samoakceptacją można pracować? W jaki sposób?

Nad samoakceptacją opłaca się pracować. Na pewno sprawdza się metoda małych kroków. W książce dajemy do tego praktyczne narzędzia – można w niej znaleźć ćwiczenia, które pomogą w zbliżeniu się do siebie i zaprzyjaźnieniu z samą czy samym sobą.

J.G.: Bardzo długo panowało przekonanie, że dziewczynka ma być grzeczna, skromna. Wychowanie zabiło w nas kobiecość?

Wychowanie w stereotypach płciowych nas ogranicza, hamuje naszą ekspresję, przyzwyczaja nas do uległości. Dlatego wypada dziewczynki i chłopców wychowywać tak samo. A co do kobiecości – każda osoba może mieć jej własną definicję i realizować ją lub nie na własnych zasadach.

J.G.: Polki coraz częściej korzystają z warsztatów dotyczących seksualności. Wychodzimy z ukrycia? Przełamujemy tabu?

Zauważamy, że polskie kobiety są głodne wiedzy na temat swojej seksualności. Gotowe są też eksperymentować i dążą do tego, aby mieć równe prawa także w sypialni. To bardzo nas cieszy, ale to dopiero początek, jeszcze sporo w tej kwestii jest do zrobienia, jak podkreślają zaproszone przez nas do książki seksuolożki.

J.G.: W związku z Twoją pracą, ale też promowaniem „bycia sexy”, otrzymujesz zapewne listów od czytelników czy uczestników warsztatów, wysłuchujesz wiele opowieści o życiu. Część tych historii zostało zresztą włączonych do książki. Czy coś w tych wszystkich zwierzeniach szczególnie cię uderza?

Uderz mnie brak wsparcia od rodziców, to, że z domu rodzinnego wychodzimy z brakiem samoakceptacji i przez to w dorosłym życiu mamy dużo do przerobienia, żeby siebie polubić, zaakceptować, docenić. To smutne, ale z drugiej strony też budujące, że kobiety sobie to w końcu uświadamiają i walczą o siebie.

J.G.: Zewsząd słyszymy, że „sexy jest bycie tatą /bycie w ciąży”, „sexy jest nowa szminka”, nawet telefon w reklamie może być „sexy”.  Czy nie jest tak, że bycie sexy jest teraz niejako obowiązkowe i wdrukowane w naszą kulturę?

Bycie sexy zostało wypaczone i sprowadzone do kwestii marketingowej. Wciąż wydaje nam się, że seks najlepiej wszystko sprzeda. I to – jak wspominałam – bardzo powierzchowne podejście, pewna wydmuszka. Sexy szukajmy w swoim wnętrzu, skupmy na samoświadomości i działajmy w zgodzie ze sobą, nie dajmy się zwariować trendom.

Przypisy