Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

27 stycznia 2016

Radość ostudzona niedowierzaniem

0 418

Czy wystarczy stanąć przed lustrem i powtarzać sobie: „Jestem wspaniały”, aby tak się poczuć? Okazuje się, że dla niektórych osób jest to skuteczny sposób na to, by poczuć się gorzej. Dla których? I dlaczego?

Każdy z nas chce myśleć o sobie dobrze. Tak przynajmniej twierdzi wielu psychologów i rzesze praktyków z obszaru rozwoju osobistego (tzw. self-help movement). Rzeczywiście, w Stanach Zjednoczonych przynoszący miliardowe zyski przemysł rozwoju osobistego opiera się na założeniu, że ludzie mają nienasycone pragnienie posiadania pozytywnego obrazu siebie. Jedyne, co muszą robić, aby je zaspokoić, to powtarzać kilka pozytywnych afirmacji, na przykład „Jestem miły i zdolny”. Przy wystarczająco dużej liczbie powtórzeń osoby o niskiej samoocenie przeobrażą się w ludzi bardzo pewnych siebie i odkryją, że świat stoi przed nimi otworem.

Taki mądry to ja już nie jestem
Jednak obecnie ta opowieść o naturze ludzkiej wydaje się nie bardziej wiarygodna niż baśń. Niedawne badania pokazują, że pozytywne afirmacje – podstawowy produkt przemysłu rozwoju osobistego – nie przynoszą oczekiwanych korzyści w przypadku tych osób, które najbardziej tego potrzebują. Wręcz przeciwnie – osoby z niską samooceną recytując pozytywne afirmacje tak naprawdę czują się jeszcze gorzej. Podobnie się dzieje, gdy inni mówią o nich przychylnie. Początkowe uczucie zadowolenia u takich osób szybko znika, ponieważ pochwały wydają im się puste i niewłaściwe. Dlatego starają się unikać takich sytuacji.

Co więcej, okazuje się, że jeśli mamy wybrać, z kim wolimy utrzymywać relacje: czy z osobami, które rozpoznają nasze słabości, czy też z tymi, które nadmiernie nas chwalą, wybieramy te, które mają – w naszym odczuciu – właściwy obraz naszej osoby. Jeśli pozostajemy w związku z kimś, kto stale pozytywnie ocenia w nas cechy, które my sami uważamy za swoje słabości, wycofamy się z takiej relacji – albo emocjonalnie, albo poprzez rozstanie. Innymi słowy, kiedy badacze porównali siłę potrzeby uzyskiwania pozytywnych ocen i siłę potrzeby uzyskiwania ocen, które są subiektywnie adekwatne, okazało się, że wcale nie ma zbyt wielu dowodów świadczących, że ludzie wolą oceny pozytywne bez względu na ich trafność.

POLECAMY

Dlaczego osoby z niską samooceną tak niechętnie przyjmują pozytywne oceny? Przyczyny tego zjawiska wyjaśniła już ponad ćwierć wieku temu teoria autoweryfikacji. Zgodnie z nią chcemy, aby inni postrzegali nas tak, jak my sami siebie widzimy. Na przykład, jeśli ktoś uważa siebie za sportowca, to chce, aby inni także postrzegali go jako osobę wysportowaną. Z kolei jeśli ktoś inny uważa siebie za marnego sportowca, to chce, aby inni postrzegali go jako osobę niewysportowaną.
Potrzeba autoweryfikacji przypuszczalnie wynika z tego, że nasz obraz siebie jest kluczowym elementem w próbach zrozumienia świata i odpowiedniego kierowania swoim zachowaniem. Obraz siebie stabilizuje nasze zachowanie, sprawia, że mamy spójny obraz świata i zachowujemy się w określony sposób.

Ta stabilność sprawia, że jesteśmy przewidywalni dla innych, a to ułatwia społeczne interakcje. Ostatecznie, jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że inni postrzegają nas w taki sam sposób, jak my sami siebie widzimy. Te autoweryfikacje stanowią dla nas pewne potwierdzenie i pocieszenie – nawet jeśli ktoś posiada negatywny obraz siebie. Natomiast doświadczenia, które nie potwierdzają subiektywnego obrazu siebie, wywołują dyskomfort i lęk, ponieważ sugerują, że nie znamy dobrze siebie, świata albo jednego i drugiego.

Oczywiście, czasem akceptujemy oceny, które nie zgadzają się z naszą subiektywną opinią. Dzieje się tak, jeśli nasze własne opinie na swój temat są mało ważne i nieutrwalone, albo relacja z osobą, która dokonuje oceny, nie jest trwała i głęboka. Jeśli jednak obraz siebie jest mocny, a relacja trwała, wtedy robimy wszystko, co w naszej mocy, a...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy