Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PSYCHOLOG PO WOJNIE

0 229

Wojna ma osobliwe właściwości: radykalnie zmniejsza liczbę samobójstw, przynosi poprawę stanu zdrowia psychotyków, często usuwa depresję. Efekty te trwają zwykle tak długo, jak długo trwa wojna. Potem rozpoczynają się dramaty.O skutkach kataklizmów i roli psychologa pisze WIESŁAW ŁUKASZEWSKI.

Ci, którzy pod presją wojny zdrowieli, znów zachorują, a nawet zachorują bardziej. Ci, którzy przed doświadczeniem wojennej traumy funkcjonowali wcale nieźle, teraz – wyczerpani, pozbawieni sił – już nie muszą i nie potrafią walczyć o życie. Uwolnieni od ciężaru wojny, stają się jej ofiarami. Tyle że z opóźnieniem. Bardziej wyczerpani, wyniszczeni i słabsi zabijają się (przypomnieć tu można samobójstwo Tadeusza Borowskiego; nie podczas pobytu w Oświęcimiu, ale po wyzwoleniu). Inni rozpamiętują cierpienia i straty, nie potrafią uwolnić się od obsesyjnego myślenia o ciemnej stronie życia. Jeszcze inni – wyczerpani ciągłą walką z najgorszym – teraz nie potrafią wyobrazić sobie przyszłości, a do przeszłości za nic wracać nie chcą. Śnią koszmarne sny, snują koszmarne wspomnienia, płaczą po nocach i boją się, boją... Są podatni na infekcje, zapadają na kolejne choroby – od chorób skórnych, poprzez wszelakie alergie, do zapalenia płuc.

Wojna zmusza do mobilizacji, a koniec wojny przynosi demobilizację. Ta demobilizacja sieje psychiczne spustoszenie. Można powiedzieć, że na wojnie psychologowie potrzebni są (być może) armiom i żołnierzom. Po wojnie potrzebni są przede wszystkim ludności cywilnej.

Wojna, podobnie jak kataklizmy czy katastrofy, uruchamia lokalne mechanizmy wsparcia. Ludzie dzielą się informacjami, emocjami, czasem pieniędzmi i innymi dobrami. Trwa to jednak niezbyt długo. Struktury pomocnej społeczności rozpadają się, bo brak sił, bo beneficjanci są niewdzięczni, bo interesy osobiste zaczynają brać górę. Ludzie muszą radzić sobie sami. Kiedy wojny się kończą, pomocna społeczność już od dawna zazwyczaj nie istnieje. Każdy pozostawiony jest sobie samemu, a co najwyżej liczyć może na pomoc najbliższych. O ile zostało im jeszcze trochę sił. Pojawia się poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, osamotnienia, lęku przed przyszłością, niepewność co do swoich własnych możliwości. Świat jest zły i ludzie są źli, przyszłość jest niepewna, a sam podmiot słaby i psychicznie okaleczony. Jest to tzw. triada depresyjna, opisana przez Aarona Becka.

Co więcej, wojna zwalnia z wielu rygorów moralnych. To, co w czasie pokoju jest niedopuszczalne, podczas wojny uchodzi za normalne. Kradzież, szczególnie środków do życia (jedzenia, wody, lekarstw), jest na porządku dziennym. Kłamstwo nierzadko staje się cnotą. Nie ma ani moralnych, ani legalnych sposobów zaspokojenia potrzeb podstawowych. Panować zaczyna anomi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy