Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PSYCHOLOG NA CELOWNIKU

0 390

WIESŁAW ŁUKASZEWSKI uważa, że dyskusja o polskiej psychologii pokazała, jak wiele jest w naszym społeczeństwie mitów i stereotypów dotyczących roli psychologa.

Psycholog na celowniku

Dyskusja o polskim środowisku psychoterapeutycznym przede wszystkim ujawniła, jak wiele narosło wokół niego mitów i stereotypów.

Od lipca tego roku, kiedy to pod zarzutem pedofilii aresztowano powszechnie znanego terapeutę, toczy się dyskusja o polskim środowisku psychologicznym (czy też o duszy grupowej psychologów). Smutne, że taki jest powód tej dyskusji, ale być może to jedyna jasna strona wspomnianej sprawy.
Pojawiło się wiele tekstów z zarzutami: od zręcznego (jak zwykle!), ale tym razem pełnego pogardy felietonu Jerzego Pilcha „Popłoch czarowników” („Polityka” nr 30), przez te będące świadectwem mieszaniny dobrego samopoczucia typowego dla posiadaczy słusznych rozwiązań z ignorancją i stereotypami zapożyczonymi z amerykańskich filmów (np. felieton Bronisława Wildsteina „Od kolebki po grób – psychologia” opublikowany w „Rzeczpospolitej” z 29 lipca), aż do rzeczowych prób pokazania splotu czy konfliktu interesów, jakie istnieją w środowisku psychologicznym (teksty Joanny Podgórskiej w „Polityce”: „Dusze w rozsypce” – nr 28, „Układ nerwowy” – nr 33). Niezmiernie trudno jest polemizować z niektórymi tezami, bo dotyczą one rzeczywistości osobistej autorów, w mniejszym zaś stopniu bądź wcale nie dotyczą rzeczywistości psychologicznej. Rzecz w tym, że ta rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana, niż wyobrażają sobie felietoniści.

Zacznę od statystyki. Studia psychologiczne ukończyło w Polsce ponad 100 tys. osób. Obecnie na wszystkich uczelniach w naszym kraju studiuje psychologię blisko 20 tys. ludzi. Ze statystyki wynika, że SKRAJNYCH przypadków negatywnych powinno być nieco ponad 1 proc. (niech będzie jeden), to znaczy około tysiąca osób. Tymczasem odnotowano ich najwyżej kilka, co bynajmniej nie jest jakimkolwiek usprawiedliwieniem, ale też świadczy, że nie ma mowy o jakiejś epidemii. Źle pracujących i tyle samo dobrze pracujących psychologów powinno być po 15 tys., cała zaś reszta (ok. 60 proc.) to poziom średni. I tu jest istota rzeczy: zawiera się ona w pytaniu, jakie kwalifikacje mają psychologowie z poziomu średniego.

Profesor Zbigniew Lew-Starowicz powiedział kiedyś, że ludzie idą studiować psychologię z trzech powodów: po pierwsze, aby rozwiązać swoje problemy; po drugie, aby mieć władzę nad innymi; po trzecie, aby innym pomagać. Pierwszy cel jest niemożliwy do osiągnięcia – nikt nie rozwiąże swoich problemów w wyniku studiowania psychologii, a kto wie, czy po studiach nie pogorszy mu się nawet. Drugi powód pcha się drzwiami i oknami – ludzie poszukujący pomocy łatwo oddają się we władzę specjalistów, co jest zrozumiałe tak samo jak oddawanie się we władzę chirurga. Trzeci cel można zrealizować i zaraz do tego wrócę.

Są bowiem dwa problemy, które pozostają w ukryciu. Pierwszy z nich wyraża się w pytaniu: co absolwentowi psychologii wystarcza? Czy wystarcza mu władza nad innymi? Czy wystarcza mu intelektualny samogwałt w poszukiwaniu sposobów na własne cierpienia? Czy wystarcza mu pomaganie ludziom? Jeśli tak, to stoimy u początku katastrofy. I nawet gdyby była taka piękna, jak u Greka Zorby, to przecież w tej katastrofie uczestniczą niewinni ludzie.

Problem drugi to nieustanne lekceważenie – i to przez wszystkie strony sporu – porządnej wiedzy. Znaczna część studentów psychologii chce przede wszystkim zdobywać wiedzę. Jeśli im się to uda (różnie z tym, niestety, bywa), wtedy powody, dla których zaczęli naukę na tym kierunku, stają się drugorzędn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy