Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

12 marca 2018

Przenikające się światy

57

Świat snów i świat świadomości przenikają się. Sny wpływają na to, jak czujemy się za dnia, a to, co dzieje się w ciągu dnia, ma wpływ na wizje, które nawiedzają nas w nocy.

Sen możemy podzielić na cztery fazy i dwa rodzaje: REM (szybkie ruchy gałek ocznych) i NREM (sen wolnofalowy). W jednym, około 90-minutowym cyklu następują po sobie trzy fazy NREM, a następnie faza REM snu. Aby się wyspać, w ciągu nocy powinniśmy przespać kilka takich pełnych cykli. W ostatniej fazie cyklu, w fazie REM, najczęściej pojawiają się sny, zarówno te przyjemne, jak i te przerażające.

POLECAMY

Wielu badaczy uważa, że sny i rzeczywistość oddziałują na siebie. Przeprowadzane przez nich badania pokazują, że sny mogą mieć wpływ na nasz nastrój, dobrostan psychiczny, równowagę psychiczną, a nawet kreatywność. Z kolei to, co przeżywamy w dzień, nie pozostaje bez znaczenia dla nocnych wizji. – Badacze myśleli kiedyś, że sen jest jak śpiączka. Nic bardziej mylnego – mówi dr Matthew Walker, dyrektor Center for Human Sleep Science przy Uniwersytecie Kalifornia.

Sny w codzienności

Czy sny mogą mieć wpływ na nasze życie? Próby udzielenia odpowiedzi na to pytanie podjął się badacz snów, dr Michael Schredl. Jego badania sugerują, że raz na jakiś czas (minimum dwa razy do roku) sny z poprzedniej nocy sprawiają, że w ciągu dnia mamy déjà vu, przypomina nam się przeszłość, zwracamy uwagę na coś, co do tej pory nie było istotne, myślimy o kontakcie z osobą, która nam się śniła. Nasz sen może również stać się inspiracją artystyczną, przynieść rozwiązanie problemu, a także – i bardzo często tak bywa – ma wpływ na nasz nastrój w ciągu dnia.

Schredl jest zatem przekonany, że sny mogą mieć realny wpływ na nasze życie i samopoczucie. Według niego silniej oddziałują na nas sny nieprzyjemne, a różnice płciowe, które zaobserwowano w badaniach, wynikają wyłącznie z tego, że kobiety pamiętają swoje sny częściej niż mężczyźni.

Zdaniem innego badacza snów, dr. Patricka McNamary, psychologa z Boston University, wpływ snów na interakcje międzyludzkie jest równie duży co... niedoceniany. McNamara jest zdania, że funkcją snów jest symulowanie interakcji z ludźmi. Dlaczego mózg miałby odtwarzać kontakty we śnie? Bo one są dla nas najważniejsze – odpowiada McNamara. W końcu jesteśmy zwierzętami stadnymi – przekonuje.

Sny z fazy REM częściej dotyczą agresywnych interakcji, a z fazy NREM – przyjaznych, opartych na współpracy. W fazie REM aktywne są amygdala i układ limbiczny (odpowiedzialne za przetwarzanie emocjonalne). W miarę upływu nocy wzorce aktywności tych obszarów stają się bardziej intensywne i w związku z tym z większym prawdopodobieństwem mogą wpływać na nastrój po przebudzeniu. Jeśli dana osoba będzie pamiętała swój sen rano, to jej nastrój może być związany z treścią niedawnego snu.

Badania Dona Kuikena i Shelley Sikory sugerują, że 13 proc. badanych ma znaczące sny raz w miesiącu, 25 proc. – raz na kwartał, a około 44 proc. tylko dwa razy w roku. Sny mogą też wpływać wtórnie na nasz nastrój, kiedy opowiadamy je lub omawiamy z innymi. A opowiadamy o nich bardzo często. Jak pokazują badania, nawet 98 proc. osób dzieli się treścią zapamiętanych snów z kimś bliskim – najczęściej opowiadamy innym sny przerażające lub dziwaczne.

Koszmary psują nastrój?

Czasami w nocy zrywamy się mokrzy od potu, z sercem walącym, jak po szybkim biegu, z krzykiem na ustach. To koszmar, zły sen, mówimy sobie i prędzej czy później wyrzucamy go z pamięci. Niektórzy badacze uważają jednak, że koszmarne sny zostają w nas na dłużej, zwiększając odczuwane za dnia negatywne pobudzenie, czyli psują nam nastrój.

W badaniu autorstwa Jan Roberts z University of Sydney ochotników zapytano o ich codzienne życie i koszmary nocne, które przyśniły się im w ostatnim roku. Oszacowywano też poziom przeżywanego przez nich stresu. Przystępując do badania, naukowcy chcieli m.in. sprawdzić, czy w tym przypadku działa tzw. teoria redukcji napięcia (ang. tension reduction hypothesis). Według niej złe sny śnione w nocy obniżają poziom niepokoju w dzień. Uzyskane wyniki badań kazały naukowcom uznać tę hipotezę za wątpliwą. Stwierdzono, że im większy lęk odczuwali badani przy nagłym wybudzeniu ze snu, tym silniejsze napięcie odczuwali w trakcie dnia.

– Istnieje podejrzenie, że mózgi osób odczuwających bardzo silny lęk funkcjonują inaczej niż reszty, i dlatego emocjonalne przetwarzanie snów również u nich szwankuje – uważa Tore Nielsen, dyrektor Laboratorium Snu i Koszmarów z Université de Montréal.

Wyniki jego badań są zgodne z otrzymanymi przez zespół Jan Roberts. Kanadyjscy naukowcy pokazywali badanym tuż przed snem budzące niepokój filmy (np. o kobiecie, której ktoś grozi nożem i wciąga do samochodu). Kiedy to samo pokazano im po wybudzeniu, osoby, które pozbawiono fazy REM snu (czyli tej, w której śnimy) były mniej emocjonalnie poruszone niż badani, których pozbawiono innych faz snu. Mniej poruszeni byli również ci, którzy mieli neutralne sny. To by sugerowało, że pozbawienie możliwości śnienia o nieprzyjemnym nagraniu tonowało nastrój badanych.

Śnimy, by zapamiętywać i by zapominać

Innego zdania jest wspomniany już neurobiolog dr Matthew Walker. Jego zdaniem sny pełnią funkcję terapeutyczną w tym sensie, że wyciszają emocje związane z ważnymi dla nas zdarzeniami. W przeciwieństwie do Freuda Walker uważa, że snów nie da się analizować. Jego zdaniem „śnimy, by zapamiętywać i by zapominać”.

Sen w fazie REM jest czasem, kiedy w mózgu nie jest wydzielana noradrenalina. Równocześnie aktywne są kluczowe struktury odpowiedzialne za przetwarzanie emocjonalne. To oznacza, że w fazie REM w mózgu odbywa się reaktywacja wspomnień związanych z emocjami, bez szkodliwego wpływu hormonów stresu. To pozwala wrócić do trudnych emocji w spokojnych, bezpiecznych warunkach – tłumaczy Walker.

Takie wnioski badacz wysnuł po przeprowadzeniu wielu eksperymentów. W jednym z nich podzielił badanych na dwie grupy, i gdy byli w komorze maszyny MRI, pokazywał im nieprzyjemne w odbiorze zdjęcia. Po dwunastu godzinach jeszcze raz pokazał im te same obrazy. Połowa badanych między wyświetlaniem filmów spała, a połowa nie. Ci, którzy mieli szansę przespać się z tym, co zobaczyli, czuli się mniej emocjonalnie poruszeni, gdy oglądali zdjęcia po raz drugi. MRI wykazało u nich niższą aktywację amygdali – emocjonalnego centrum w mózgu, które tworzy bolesne wspomnienia.

Co więcej, po śnie następowało powtórne aktywowanie racjonalnej kory przedczołowej, która zdaniem Walkera pomaga utrzymać niski poziom pobudzenia dzięki racjonalizowaniu obejrzanych treści. Dodatkowo u badanych, którzy mieli czas na sen, odnotowano specyficzną aktywność mózgu, sugerującą obniżenie poziomu stresu w czasie śnienia. Osoby, które nie spały pomiędzy dwiema turami zdjęć, reagowały na zdjęcia z podobną siłą. – Śnienie ma potencjał obniżania napięcia, ponieważ emocjonalna treść snów jest połączona z obniżonym poziomem noradrenaliny w mózgu – tłumaczy swoją teorię Walker.

Inspiracją do tych badań były eksperymenty Murraya Raskinda z udziałem żołnierzy cierpiących na PTSD. Kiedy podawano im lek obniżający ciśnienie krwi i blokujący noradrenalinę, weterani mieli mniej koszmarów niż ci, którym podano placebo.
Zdaniem Walkera dzięki fazie REM niepokojące wspomnienia stają się bardziej neutralne i mniej bolesne, a jeśli nastrój badanego pogarsza się po przebudzeniu, to nie z powodu koszmarów, ale np. dlatego, że jest niewyspany. Walker wykazał m.in., że niewyspane dzieci i nastolatki są bardziej skłonne do agresji, a dorośli mają gorszą kondycję psychiczną.

Kolejną wyróżnianą przez badaczy kategorią złych, niepokojących snów, są „sny nawracające”. Miewają je często osoby o niezaspokajanych na co dzień potrzebach autonomii, kompetencji czy przynależności. Netta Weinstein, psycholog z University of Cardiff, w jednym z badań poprosiła 200 osób o podzielenie się treścią snów, które często do nich powracają.

Równocześnie naukowcy przeanalizowali zapisy z ich dzienników snów. Badanie wykazało, że emocje związane z niezaspokojonymi potrzebami psychicznymi mocno wpływają na treść snów. Gdy osoby, których podstawowe potrzeby nie były zaspokajane, opowiadały o swoich snach, często z ich słów przebijały smutek i złość. Tym badanym śniło się, że spadają, są atakowani lub ponoszą porażkę. Kiedy proszono ich, by sami zinterpretowali treść snów, opowiadali o nich, używając wielu negatywnych określeń. Ci uczestnicy badań, których potrzeby psychiczne były zaspokojone, opisywali swoje sny w raczej pozytywny sposób.

Utrzymujący się efekt

Według badaczy sny mogą mieć wpływ nie tylko na nasz nastrój (czyli coś ulotnego), ale także na dobrostan psychiczny, który jest względnie stały. Zależność tę badali Nicolas Pesant i Antonio Zadra z Université de Montréal. Chcieli oni przetestować popularną współcześnie teorię ciągłości, mówiącą, że sny są niejako przedłużeniem wydarzeń codziennych, które przeżywamy na jawie.

Na początku eksperymentu u badanych zmierzono poziom tzw. dobrostanu psychicznego. Następnie przez kilka lat mieli oni prowadzić dzienniki snów. Analizy statystyczne przeprowadzone potem przez badaczy wykazały, że niskie poczucie dobrostanu psychicznego silnie korelowało z liczbą nieprzyjemnych snów. Badanym o niskim dobrostanie częściej śniły się porażki i niepowodzenia. Z kolei osoby uzyskujące wysokie wyniki w testach dobrostanu psychicznego miały sny bardziej pozytywne, przyjazne.

Wyniki potwierdziły więc prawdziwość teorii ciągłości: sny i dobrostan są od siebie zależne. To, co stresuje nas i cieszy na co dzień, w jakiś sposób wpływa na to, co potem śnimy. A to, co śn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy