Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

31 stycznia 2019

Porozumienie pokoleń

78

Jeśli uda nam się zrozumieć młodych ludzi, jeśli zadbamy o to, by ich głos był słyszalny, to skorzystamy na tym jako społeczeństwo i nie stracimy kontaktu ze zmieniającym się światem.

Andrzej Lipiński: Jedno z „klasycznych” pytań, jakie zadaje moja 12-letnia córka, brzmi: „Dlaczego rodzice są tacy podli?”. Czy naprawdę tacy jesteśmy?
Klaus Hurrelmann: Badania raczej tego nie potwierdzają... Od ponad pół wieku koncern Shell sponsoruje badania postaw i oczekiwań młodych Niemców.
Z raportu, który ukazał się w 2017 roku wynika, że młodzi ludzie często widzą w rodzicach ważny wzorzec wychowawczy i w przyszłości chcą wychowywać własne dzieci tak, jak sami byli wychowywani. Rodzice są dla nich ostoją bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu, czyli wartości, które współczesnej młodzieży nie wydają się tak oczywiste i osiągalne. Dlatego młodzi szukają bliskiego kontaktu z rodzicami i próbują stworzyć z nimi sojusz. Wiemy też, że rodzice w dużej mierze myślą podobnie. Ich zadowolenie z relacji z własnymi dziećmi jest tak duże, jak nigdy dotąd. Pragną, by czynnie uczestniczyły one w życiu rodzinnym, nie protestują też, gdy zbyt długo pozostają w rodzinnym gnieździe. Chcą w pełni świadomie wspierać swoje dzieci w zmaganiach z życiowymi wyzwaniami, np. cyfrową rewolucją. Chętnie uczą się też od nich nowych strategii funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie. Nie odrzucają więc swoich dzieci, chcą być dobrymi opiekunami i nieraz uważnie wsłuchują się w ich głos. Odwieczny pokoleniowy sceptycyzm starych wobec młodych przebija się jedynie w sondażach badających ogólny stosunek dorosłych
do „młodego pokolenia”.

Porównuje Pan młodzież do lustra, które pokazuje nam, dorosłym, jacy naprawdę jesteśmy. Co możemy dziś zobaczyć w tym lustrze?
Społeczeństwo o otwartych horyzontach, dające wiele możliwości kształtowania własnego życia, także zawodowego. Jednak ten obraz ma także swoją ciemną stronę – ogromną niepewność towarzyszącą dokonywanym wyborom. Młodzi ludzie mają poważne kłopoty z precyzyjnym zaplanowaniem najbliższych kilku lat, a co dopiero dalszej przyszłości! W dodatku wielu dorosłych nie kryje obaw, że poglądy młodych zagrażają porządkowi zbudowanemu przez wcześniejsze pokolenia. Są przekonani, że młodzi ludzie nie potrafią myśleć przyszłościowo, nie wiedzą, czego chcą, i w związku z tym nie są w stanie kontynuować naszej, czyli dorosłych, misji. Starsze pokolenia doskonale zdają sobie sprawę, że współczesny świat zmienia się w zawrotnym tempie. Wiedzą, że aby nie zostać w tyle, powinny dostosować się do tych zmian. Nie przychodzi im to jednak łatwo, nie mają bowiem pewności, czy poradzą sobie z otwartą i niepewną przyszłością, czy sprostają wyzwaniom nowych technologii i cyfrowej rzeczywistości. Przyznanie się do tej niepewności to rzecz niesłychanie trudna, stąd ta ucieczka w krytykowanie młodego pokolenia. Jednocześnie dorośli z zaciekawieniem przyglądają się, jak młodzi radzą sobie z życiem, przeczuwają bowiem, że przyszłość przyniesie zupełnie nowe wyzwania, a intuicja być może podsunie młodemu pokoleniu właściwe odpowiedzi.

Może w takim razie to dorośli są sednem problemu, skoro swoją skostniałą wizją świata ograniczają młode pokolenie w poszukiwaniu nowych dróg?
Osobiście tak uważam. Dodatkowym utrudnieniem są skutki oddziaływania pewnej specyfiki pokoleniowej. Grupa między 50. a 65. rokiem życia to generacja powojennego wyżu demograficznego, tzw. baby boomers, dwukrotnie liczniejsza od wszystkich następnych pokoleń. Wyjątkowo aktywnie kształtowała dzisiejszy świat, jej przedstawiciele zajmują dziś niemal połowę kluczowych stanowisk we wszystkich obszarach życia społecznego. Są pewni siebie i świadomi swoich możliwości, wiedzą, jak korzystać z władzy i kierować procesami społecznymi. Jednak powoli zaczynają rozumieć, że ich czas dobiega końca, powinni więc zacząć słuchać głosu młodych, choć wydaje im się dziwny, a czasami wręcz destrukcyjny.

Dawniej przejście ze świata dzieciństwa w dorosłość było ledwo zauważalnym epizodem. Dzisiaj jest to okres tak zwanej młodości, trwający nierzadko do 25. roku życia albo dłużej...
Z punktu widzenia biologii wraz z rozpoczęciem okresu dojrzewania człowiek przechodzi z dzieciństwa w okres młodzieńczy. Ten moment w ostatnich 200 latach przesunął się „w dół” o około 5–6 lat. Okres dzieciństwa znacznie się skrócił i kończy się dziś w krajach Europy około 12–13 roku życia. Faza młodzieńcza zaczyna się więc stosunkowo wcześnie i trwa bardzo długo, m.in. za sprawą wydłużenia średniego czasu edukacji. Jednocześnie jednak pogorszyły się warunki i okoliczności wchodzenia w życie zawodowe. W efekcie młodzi ludzie coraz później osiągają status dorosłych, który w naszej kulturze przyznaje się dopiero komuś zdolnemu zadbać o własny byt. Poza tym ten moment przejściowy jest płynny i niekonkretny, dlatego rozróżnienie między młodzieżą a dorosłymi bywa niełatwe. Z drugiej strony współczesna młodzież bije dorosłych na głowę orientacją w cyfrowym świecie i tym samym udowadnia, że wcale nie brakuje jej różnych kompetencji.

Moi dziadkowie musieli radzić sobie ze sporą gromadką dzieci, ale nigdy nie narzekali na problemy wychowawcze i nie korzystali z poradników. Dzisiaj rodzice często nie radzą sobie z jednym dzieckiem, chociaż zaliczają jeden po drugim warsztaty wychowawcze. Czy to nie paradoks?
Jedną z przyczyn takiego stanu jest z pewnością długość okresu młodzieńczego. Trwa on dzisiaj wyjątkowo długo, bo około 15 lat, i nie mamy żadnych historycznych wzorców, z których moglibyśmy korzystać. Poza tym trudno już odwoływać się do tradycyjnego podziału ról i kierować się w wychowaniu sztywnymi wzorcami społecznymi. Dawniej rodzice nie potrzebowali poradników, bo w ich otoczeniu wszyscy postępowali podobnie. Dzisiaj tak nie jest. Ludzie z reguły bardzo świadomie podejmują decyzję o rodzicielstwie, rozważają wszystkie plusy i minusy. Nierzadko przelewają na dziecko swoje nie do końca spełnione aspiracje, dlatego chcą zapewnić mu jak najlepszy rozwój. Wczuwają się w jego potrzeby, próbują je zrozumieć i wspierają rozwój jego zdolności. Wychowanie nabrało zupełnie innej jakości niż 30 lat temu. Dzisiaj jednym z jego najważniejszych aspektów stała się dobra relacja rodziców z dzieckiem.

W okresie dojrzewania problemy wychowawcze są z reguły największe i nierzadko prowadzą do poważnych kryzysów rodzinnych. Gdzie kryją się prawdziwe zagrożenia i jak rodzice mogą im zapobiec?
Opracowana przeze mnie koncepcja wyzwań rozwojowych zakłada, że w poszczególnych fazach dojrzewania młody człowiek staje przed różnymi wyzwaniami natury fizycznej, psychicznej i społecznej, z którymi musi sobie poradzić. Jednym z ważniejszych jest wykazanie się sprawnością intelektualną i fizyczną oraz zdobycie odpowiedniego wykształcenia. Następne ważne zadanie to mentalne i społeczne odcięcie się od rodziców, nawiązywanie nowych relacji oraz odkrycie własnej tożsamości płciowej. Wszystko to powinno prowadzić do wykształcenia autonomicznej osobowości, zdolnej do budowania i pielęgnowania trwałych związków....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy