Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

POLITYK NA KOZETCE

0 242

Obserwując publiczne zachowania polskich polityków, można sądzić, że wielu z nich ma słabe "ego", "niedojrzałe superego" oraz rozbudowane i pozbawione jakichkolwiek hamulców "id".

Paweł Walewski: – Dlaczego, Pani zdaniem, polska elita polityczna powinna masowo udać się na psychoanalizę?
Agnieszka Leźnicka-Łoś: – Ponieważ brakuje jej dojrzałego „superego”, respektującego uczciwe normy postępowania, mającego poczucie odpowiedzialności i umiejącego odróżniać zachowania etyczne od nieuczciwych. Polską elitę polityczną cechują nadmiernie rozbudzone pokłady agresji, która często prowadzi do działań destrukcyjnych. Agresja wynika z niespełnionych potrzeb, z kompleksów przykrywanych arogancją i z przekonania, że zwyciężyć można tylko z pozycji siły. A zatem ten po przeciwnej stronie barykady to wróg, którego trzeba zniszczyć, a nie osoba skłonna do dialogu. Stąd w polskim sejmie pada tyle inwektyw i oskarżeń, stąd tyle nietolerancji i kłótni. Jesteśmy w mediach świadkami obraźliwych, agresywnych i często upokarzających wypowiedzi. Świadczą one o trudnościach z kontrolowaniem własnej agresji, o braku szacunku dla drugiej osoby i o złej ocenie sytuacji. Zastanawia mnie, dlaczego ludzie tolerują takie wypowiedzi na forum publicznym. Nasuwa się dość smutna refleksja: taka kondycja psychiczna władzy, jaka emocjonalna dojrzałość społeczeństwa.

– A terapia psychoanalityczna mogłaby to zmienić?
– Należałoby spróbować. Zdrowsze emocjonalnie społeczeństwo wybrałoby dojrzalszy rząd. Zdrowsze oznacza – z mojego punktu widzenia, jako psychoanalityka – zamożniejsze, wykształcone, tolerancyjne, akceptujące przejściowe trudności. Wiara w obietnice bez pokrycia wynika z frustracji, biedy i poczucia, że nikt nie ma żadnego wpływu na zmianę sytuacji. Chodzi więc o to, by do polityki trafiali najlepsi. Zygmunt Freud uważał, że miejsce impulsów, czyli miejsce „id”, powinno zastąpić dobre „ego”, czyli rozsądne myślenie, racjonalne oszacowanie rzeczywistości, zrozumienie skutków i przyczyn swoich zachowań oraz tolerancja. Polski parlament jest tych cech pozbawiony.

– Pani wierzy w psychoanalizę Freuda, choć wzbudza ona mnóstwo kontrowersji...
– W Polsce psychoanaliza wzbudza kontrowersje, ponieważ znana jest tylko wąskiemu gronu osób i nigdy nie miała szansy upowszechnić się, jak to miało miejsce w Europie Zachodniej i w Ameryce. Przeciętny człowiek nie wie, na czym ta metoda pracy polega, a skoro czegoś nie rozumie – z góry krytykuje i odrzuca. Psychoanaliza ma już ponad sto lat. Nie da się podważyć faktu, że pomogła wielu ludziom lepiej funkcjonować indywidualnie i w życiu społecznym.

Freud w niektórych kręgach uważany jest za lekarza histeryczek i nobliwych dam z migreną. Czy psychoanaliza nadaje się również do zastosowania w terapii niektórych polityków?
– W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy jest to wzbudzająca szacunek metoda pracy nad problemami emocjonalnymi. Jestem przekonana, że polityk po psychoanalizie mógłby lepiej realizować misję, jakiej się podjął, byłby uczciwszy wobec siebie i innych.

Ale czy funkcjonowanie w polityce nie wymaga zachowań, które mogą być nie do zaakceptowania w innych dziedzinach życia?
– Kręgosłup moralny, który nazwałabym za Freudem „superego”, mamy niezależnie od wykonywanego zawodu. Obserwując publiczne zachowania polskich polityków, można sądzić, że wielu z nich ma słabe „ego”, niedojrzałe „superego” oraz rozbudowane i pozbawione jakichkolwiek hamulców „id”.

– A jaki być powinien idealny polityk?

– Powinien mieć „id” pod kontrolą, a jednocześnie powinien posiadać silne „ego” i mocne „superego”. Silne „ego” z dobrą inteligencją, wiedzą, umiejętnością syntezy i analizy ułatwia podejmowanie decyzji, tolerowanie przeciwnych poglądów, słuchanie innych. Zaś mocne „superego” zapewnia umiejętność odróżniania dobra od zła, a co za tym idzie – potrzebę rozliczenia się z wyborcą ze swoich decyzji. Wielu polskich polityków ma niewielką świadomość w tym względzie, dlatego nie dziwi mnie, że zaufanie społeczeństwa do polskiego parlamentu jest tak niskie i stale spada.

Czy psychoterapia byłaby w stanie to zmienić?
Psychoterapia psychoanalityczna pozwala uczciwiej spojrzeć na siebie i uwrażliwia na drugą osobę. Mam nadzieję, że Polacy, szukając przyczyn trudności w sobie, a nie na zewnątrz, zaczną z niej szerzej korzystać.

Niedawno wydała Pani w Polsce książkę „Nauczyć się kochać”, choć może jej tytuł powinien brzmieć „Naucz się rządzić”...
– Moja książka nie jest ani podręcznikiem, ani jednym z masowo wydawanych ostatnio poradników dotyczących radzenia sobie ze stresem lub poszukiwania szczęścia w życiu. To spojrzenie przez dziurkę od klucza na sesję terapii psychoanalitycznej. Można w tej książce przeczytać, jaka jest atmosfera pracy terapeuty z pacjentem, jakie zadaje się pytania, czemu mają one służyć, na czym polega specyficzne myślenie psychoanalityczne. Jedno z pytań, na które próbuje odpowiedzieć psychoanaliza, brzmi: „Jak pracuje ludzki umysł?”. Psychoanaliza nie jest jedyną teorią poznania umysłu, ale moim zdaniem jest fascynująca, gdyż łączy w sobie kilka rzeczy: kontakt z drugą osobą, podróż w nieświadomość, czyli w to, co przez nas zapomniane, odrzucone, a jednak ciągle obecne.

Krytycy zarzucają naśladowcom Freuda, że niepotrzebnie dla wyjaśnienia podłoża aktualnych konfliktów sięgają do snów i dzieciństwa. Czy takie przywoływanie duchów z przeszłości ma sens?
– Moim zdaniem psychoanaliza jest wart...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy