Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium , rodzina

17 listopada 2015

Podaruj dziecku „być”

98

Coraz silniejsze jest przekonanie, że tylko bogactwo, sława i atrakcyjność fizyczna dają szczęście. Jak wychować dziecko w świecie, w którym „mieć” stało się najwyższą wartością?

„Jeżeli mówicie dorosłym: «Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z geranium w oknach i gołębiami na dachu» – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: «Widziałem dom za sto tysięcy złotych». Wtedy krzykną: «Jaki to piękny dom!»”– taki obraz przesiąkniętych materializmem dorosłych wyłania się z kart Małego Księcia Antoine’a Saint-Exupéry’ego. Jednak dziś i dzieci coraz łatwiej ulegają pokusom społeczeństwa konsumpcyjnego, w którym „mieć” stało się najwyższą wartością.

Mam, więc jestem
Materializm wyrasta z przekonania, że jedynie gromadzenie dóbr i bogacenie się prowadzi do szczęścia oraz zapewnia sukces w życiu. Wystarczy sięgnąć do klasyki literatury, by przekonać się, że taka postawa nie jest zjawiskiem zupełnie nowym. Harpagon, bohater Molierowskiego Skąpca, dla pieniędzy gotów był poświęć wszystko i wszystkich – nieustannie odczuwał gniew, niepokój lub rozpacz. A Ebenezer Scrooge z Opowieści wigilijnej Dickensa przez całe życie troszczył się jedynie o pomnażanie majątku – jego starość naznaczona jest samotnością i lękiem przed śmiercią. Choć oba utwory powstały w minionych stuleciach, to ich bohaterowie wydają się podobni do niektórych współczesnych: mają dużo pieniędzy i mało szczęścia.

Dlaczego ulegamy materialistycznym tendencjom? Na ogół osoby, które w dzieciństwie doświadczyły biedy, w dorosłym życiu w większym stopniu skupiają się na gromadzeniu dóbr niż osoby, które nie doświadczyły niedostatku. Przede wszystkim jednak naukowcy w szeregu badań dowiedli, że dążenie do posiadania wzmaga się, kiedy ludzie czują się zagrożeni, a zatem nie mają zaspokojonych podstawowych potrzeb psychologicznych, a zwłaszcza potrzeby bezpieczeństwa. I tak na przykład osoby, u których aktywizowano lęk przed śmiercią, pragnęły luksusowych dóbr i wysoko oceniały znaczenie przyszłych zarobków, oszczędności i stanu posiadania. Podobne zjawisko obserwuje się u osób, które doświadczają zagrożenia pozytywnego obrazu własnej osoby – przypominają sobie, że kogoś skrzywdziły albo okłamały.

Nawet kryzysy, które na moment wstrząsają całym społeczeństwem, nie przynoszą zmian w podejściu do życia i nie kierują myśli ludzi ku temu, co jest ważne. Jak się okazuje, jest wręcz odwrotnie. Doskonale ilustruje to rada, jakiej tuż po zamachu 11 września udzielił Amerykanom ówczesny prezydent George W. Bush: „Idźcie na zakupy!”. Współcześnie mamy wprost nieograniczony dostęp do informacji – niestety na ogół przygnębiających lub zatrważających, umacniających w nas przekonanie, że świat jest miejscem złym, a nieszczęście tylko czeka za rogiem, by się człowiekowi przydarzyć. Środki masowego przekazu codziennymi doniesieniami wzmacniają poczucie niepewności, a zarazem proponują zakupy jako antidotum na wszelkie nieszczęścia i problemy.

Niedawno wraz dr hab. Małgorzatą Niesiobędzką, profesor psychologii z Uniwersytetu Gdańskiego, przeprowadziłam badania dotyczące aktywizowania myśli o kryzysie i dobrobycie gospodarczym. Ich wyniki pokazują, że koncentracja na recesji – wbrew oczekiwaniom – nie uruchamia tzw. perspektywy prewencyjnej. Oznacza ona myślenie w kategoriach powinności i obowiązków, a zatem w obliczu możliwego pogorszenia się naszej sytuacji materialnej chroni nas przed nabywaniem kolejnych dóbr. Co więcej, badacze stwierdzili, że zarówno wyobrażenie sobie recesji, jak i dobro­bytu sprzyja gromadzeniu dóbr – choć odmiennego rodzaju. Ludzie, którzy koncentrowali się na kryzysie, chętnie sięgali po praktyczne i funkcjonalne produkty. Natomiast osoby, które zachęcono do myślenia o gospodarczym prosperity, wybierały towary związane z nowymi technologiami.

Choroba przesytu

Współczesny materializm jest również efektem modelowania – od najmłodszych lat jesteśmy nieustannie wystawieni na konsumpcyjne wzorce. W mediach – od programów publicystycznych po reklamy – celebryci i liderzy opinii każdego dnia umacniają społeczeństwa w przekonaniu, że jedynie bogactwo, sława i atrakcyjność fizyczna zapewniają szczęście, a o wartości człowieka stanowi to, co posiada.

Nadmiar i zalew dóbr inspiruje marketingowców do tworzenia kolejnych marek produktu, a zatem tożsamości rynkowych ofert. Marki sprzedają zaś nie tyle produkty, co uniwersalne jakości – klucze do sukcesu społecznego i wyznaczniki przynależności klasowej. I tak nastolatkom „w pakiecie” z obuwiem sportowym czy bluzą sprzedaje się „bycie cool”, kojarzone z kontestacją rzeczywistości, lenistwem, roszczeniowością i zachowaniami ryzykownymi. Zaś przykładem uniwersalnej jakości towarzyszącej sprzedaży produktów kierowanych przede wszystkim do mężczyzn – takich jak samochody czy sprzęt elektroniczny – jest „status społeczny”, kojarzony z posiadaniem władzy nad innymi. Ciągły rozwój zaawansowanych technologii przyczynia się do nasilania się potrzeby posiadania kolejnych elektronicznych gadżetów. Zaś w płynnych, postmodernistycznych czasach wszystkie te uniwersalne jakości sprzedawane w ramach marek produktów pozwalają na budowanie i wyrażanie własnej tożsamości. Coraz mniejsze znaczenie w jej kształtowaniu mają bowiem społeczne instytucje, takie jak rodzina, religia, naród czy praca.

Wiele badań pokazuje, że upowszechnianiu się wzorców konsumpcyjnych towarzyszy spadek dobrostanu zarówno jednostek, jak i całych społeczności. Społeczeństwa materialistyczne są dotknięte epidemią affluenzy, czyli – według twórcy tego pojęcia, psychologa klinicznego Oliviera Jamesa – „choroby przesytu”. Osoby na nią cierpiące oceniają wartość własną i innych ludzi według kryterium stanu posiadania. A koncentracja jedynie na posiadaniu kolejnych dóbr nie sprzyja realizacji podstawowych potrzeb, kluczowych dla osiągania dobrostanu, czyli dobrego samopoczucia, zdrowia i udanych relacji z innymi. Do tych bazowych potrzeb należą: dążenie do rozwoju osobistego (na przykład poprzez podnoszenie kompetencji albo samoakceptacji), nawiązywanie głębokich związków z innymi ludźmi oraz bycie użytecznym dla społeczności. Innymi słowy, materialista zajmuje się tym, co nie jest konieczne, zaniedbując to, co dla życia konieczne.

Nic więc dziwnego, że społeczeństwa materialistyczne prowadzą fatalną politykę prorodzinną i nie dbają o środowisko. Są również dotknięte plagą psychopatii, narcyzmu i postaw roszczeniowych. W porównaniu z innymi osoby nastawione materialistycznie są mniej zadowolone z życia i mniej witalne, rzadziej dążą do samorealizacji, mają więcej kłopotów zdrowotnych i częściej doświadczają niepokoju i depresji. Kultura konsumpcyjna ma również negatywny wpływ na dzieci i młodzież. Stwierdzono, że młodzi materialiści częściej cierpią na zaburzenia zachowania, niepokój, depresję i zaburzenia osobowości niż ich rówieśnicy, którzy do posiadania przywiązują mniejszą wagę. Konsumpcjonizm ma także negatywny wpływ na chęć do nauki, stosunek do szkoły i osiągane w niej wyniki. Materialistyczne dzieci są bardziej skłonne do zachowań ryzykownych i bardziej narażone na uzależnienia.

Antidotum pilnie potrzebne
Jak zatem uchronić siebie i bliskich przed wpływem wszechobecnego konsumpcjonizmu? Czy można dziś wychować szczęśliwe dziec...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy