Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PO GŁUCHONIEMSKU

0 231

Głuche dziecko musi dostać najpierw język wizualno-przestrzenny. Dopiero na tej podstawie można budować nauczanie języka obcego, czyli polszczyzny.Czy głuchoniemi stanowią mniejszość etniczną – zastanawia się MAREK ŚWIDZIŃSKI.

Językoznawca nazwie głuchym człowieka, który w naturalnym procesie nabywania języka, trwającym kilkadziesiąt pierwszych miesięcy życia, otrzymał pewien język wizualno-przestrzenny (inaczej: migowy), a nie foniczny. W potocznym natomiast rozumieniu głusi to ludzie z ograniczeniem słuchu, a więc niedosłyszący, ogłuchli lub głusi prelingwalnie (w rozumieniu lingwistycznym). Na przecięciu tych dwu zbiorów sytuować wypada populację Głuchych – mniejszość językową i kulturową wewnątrz słyszącej większości (warto pewnie pisać jej nazwę wielką literą). Nie wszyscy głusi są Głuchymi. Z drugiej strony niejeden słyszący (dziecko głuchych) poczuwa się do bycia Głuchym.

Od zarania dziejów ludzie z ograniczeniem słuchu żyli na marginesie społeczności słyszących. Powodem była bariera komunikacyjna. Głuchy nie słyszał ani nie mówił. Z głuchym nie było kontaktu, zupełnie jak z upośledzonymi umysłowo. Owa bariera rodziła dyskryminację głuchych, jako ograniczonych – tym dotkliwszą, że dotyczyła indywiduów. Nigdzie bowiem głusi nie stanowili zwartej populacji.

Burzenie bariery rozpoczęło się w szesnastowiecznej Hiszpanii. Dwa wieki później we Francji i w Niemczech, a potem w Polsce powstały pierwsze publiczne szkoły dla głuchych. Celem edukacji było nauczenie głuchych mowy, czyli umiejętności, której faktycznie nie mieli. Pierwsze dekady XIX wieku przyniosły we Francji istny wysyp głuchych inteligentów, a nawet intelektualistów. Potem jednak wszystko wróciło do dawnej normy.

Pierwsi nauczyciele głuchych pojmowali ową barierę komunikacyjną opacznie. Sądzili, że głuchy to istota upośledzona, kaleka, wręcz półczłowiek – bo nie ma tego, co odróżnia nasz gatunek od reszty świata zwierzęcego: języka. Trzeba zatem dać mu język – dla jego dobra, choćby na siłę. Co gorsza, język i mowę uznano bezzasadnie za jedno i to samo. Edukacja głuchych nastawiona więc była od początku na przywrócenie nieszczęsnym utraconego jakoby skarbu, jakim jest mowa. I oto jesteśmy u źródeł doktryny oralizmu, która skierowała nauczanie głuchych na ślepy tor: głuchy ma mówić; głuchy ma czytać z ust; głuchy nie ma prawa porozumiewać się inaczej.

W paryskiej szkole Augusta Bébiana czy w warszawskim Instytucie Głuchoniemych księdza Jakuba Falkowskiego (założonym przezeń w 1817 roku) uczyli także głusi nauczyciele – nie po francusku i nie po polsku, tylko „po głuchoniemsku”. Ale w historii edukacji głuchych był to odosobniony, trwający kilkadziesiąt lat epizod. Zatriumfował oralizm – doktryna niezwykle żywotna, przynajmniej w Polsce.

Z punktu widzenia lingwisty wszystko wygląda inaczej. Istota ludzka rodzi się z naturalnym otwarciem na język. Nie mają racji ani natywiści, którzy już w antyku uważali, że język jest wrodzony, ani ich oponenci, którzy utrzymują, że umiejętności językowe są produktem wychowania. Niemowlę przynosi na świat pewną wrodzoną dyspozycję. Szkoła Noama Chomskiego rozwija od kilku dekad koncepcję UG, czyli Gramatyki Uniwersalnej – pewnego schematu „języka w ogóle”. To właśnie ów uśpiony język-schemat drzemie w główce niemowlęcia. Niemowlę słyszące rozwija się wśród mowy, słucha i słyszy. To prawdziwy cud, że kilkanaście miesięcy owego zanurzenia w teksty tworzy istotę rozumiejącą i mówiącą – istotę z pierwszym językiem (pierwszy język to ten, który nabywamy automatycznie, bez udziału woli, od otoczenia).

Głuche niemowlę niczym się nie różni od słyszącego. Ono też ma UG w głowie. Ono również czeka na teksty. Jeśli jednak rodzice słyszą, maleństwo tekstów się nie doczeka. Matka i ojciec mówią bowiem do niego, a ono nie słyszy. Kiedy minie sześć miesięcy, włącza się sygnał alarmowy. Może i bez lekarza rodzice postawią diagnozę: głuchota. To koniec... A zarazem początek wielkiego nieszczęścia, jakim jest edukacja oralna.

Oto lekarz-diagnosta śle dziecko głuche do logopedy, żeby je nauczył mówić. Ono tymczasem nie ma języka, którego wyrażenia miałoby artykułować. Komunikacja językowa tego dziecka zacznie się, być może, dopiero wtedy, gdy w przedszkolu specjalnym lub w szkole dla głuchych zamiga do niego niesłyszący rówieśnik. Ale wówczas jest już za późno. Takie dziecko nigdy nie dostanie pierwszego języka. Polski foniczny, który oferuje mu szkoła, to język drugi, obcy.
Niejedna matka kalekiego dziecka podejmie ciężki, wieloletni trud sztucznego uczenia go mowy. W jednym czy dwóch miejscach w Polsce podsuną jej efemeryczną technikę fonogestów. To wymuszanie mowy czasem się udaje. Inni rodzice, którzy chcą, aby dziecko odzyskało słuch (choć przecież nie miało go nigdy), wysyłają je na kosztowny zabieg implantacji. Nikt im jednak przedtem nie powie, że zoperowane dziecko i tak pozostanie prelingwalnie głuche, że implant nie stanowi protezy języka, że czworo na pięcioro implantowanych dzieci ląduje w szkole dla niesłyszących.

Głuche dziecko może mieć szczęście urodzić się w rodzinie niesłyszącej. Jego Gramatyka Uniwersalna, pod naciskiem migania rodziców, przekształca się błyskawicznie w język pierwszy. Są dowody, że naturalne nabywanie języka migowego dokonuje się tak samo jak opanowywanie języka fonicznego. Głuche dziecko głuchych rodziców nie jest żadnym językowym inwalidą. Przeciwnie, rozwija się emocjonalnie i intelektualnie w tym samym tempie co dziecko słyszące. Gdy idzie do szkoły (tej dla głuchych, rzecz jasna), społecznie jest dobrze przygotowane do kontaktu z migającymi, lingwistycznie zaś – otwarte na drugi język, czyli polszczyznę. Bywa, że język migowy jest pierwszym językiem słyszącego dziecka rodziców głuchych.

Jest wiele różnych języków migowych. Każdy z nich, tak jak języki naturalne, ma słownik i gramatykę (zbiór reguł budowy nowych słów, wyrażeń, zdań), która różni się od gramatyk języków fonicznych. Komunikat migowy nie jest linearny, tylko przestrzenny. Budowanie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy