Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Piękna, więc dlaczego wciąż smutna

0 227

Teraz jestem piękna, więc dlaczego jestem wciąż tak smutna? - to tytuł broszury napisanej przez dr. Jefferiesa, psychologa. W Beverly Hills pracuje on z kobietami po operacjach plastycznych. Jego bogate pacjentki skorzystały z pomocy chirurga plastycznego, by uzdrowić swoje rozpadające się małżeństwa.

Ten desperacki krok – cięcie skalpelem – przyniósł efekty, ale połowiczne: poprawił urodę, lecz nie zatrzymał w domu męża ani nie uleczył zranionego serca. Pacjentom pogrążonym w rozpaczy i beznadziejności zaleca się więc podjęcie leczenia antydepresyjnego, na przykład psychoterapii, zanim przystąpią do zabiegu. Decyzję o poddaniu się operacji plastycznej często rozważają kobiety w okresie menopauzy, kiedy zmuszone są stawić czoła przemianom zachodzącym w organizmie i dotkliwie odczuwają lęk przed starością i utratą własnego znaczenia.

Kaleczę ciało,by uleczyć duszę

Osoby, które decydują się na operację plastyczną, nierzadko mają nierealistyczne oczekiwania co do wpływu zabiegu na ich życie. I pomimo poprawy wyglądu, często są rozczarowane. Bywa, że szukamy łatwych sposobów na swoje bolączki: na brak wiary w siebie, bezradność, poczucie krzywdy i zaniedbania, na brak umiejętności radzenia sobie, w końcu na niemożność zdobycia bliskiej sercu osoby. Chcielibyśmy, aby cudowna pigułka usunęła poczucie bezwartościowości. Pacjenci klinik kosmetycznych mają nadzieję, iż operacja plastyczna dostarczy im potrzebnego zastrzyku pewności siebie. Nie doceniają ogromu pracy, jaką trzeba włożyć w zmianę swojego losu. Uzależniają poczucie własnej wartości od najbardziej ulotnej z wartości – piękna ciała.
Na operacje plastyczne decydują się najczęściej osoby nadmiernie skupione na cielesnych aspektach swojego istnienia. W ten sposób uciekają przed wglądem we własną psychikę i przed próbą zmierzenia się z głębszymi problemami. Wydaje im się, iż dzięki poprawie wyglądu poczują się lepiej. Nie potrafią inaczej radzić sobie z emocjonalną pustką.
Można doszukać się analogii między wielokrotnym poddawaniem się operacjom plastycznym a anoreksją. W obu przypadkach występuje przemożne dążenie do wyznaczonego sobie ideału. Ten perfekcjonizm powoduje, że traktuje się własne ciało w sposób okrutny – narażając je na trudne do zniesienia głodówki lub na ryzykowne cięcia skalpela. Operacyjne poprawianie wyglądu i jadłowstręt psychiczny są w rzeczywistości dramatyczną walką o ustanowienie kontroli nad sobą i swoim życiem – realizuje się to poprzez wpływanie na kształt ciała. Oba zachowania charakteryzuje nieodparte pragnienie, by zatrzymać w miejscu nieubłagany czas: anorektyczka boi się dojrzałości, klientka chirurga plastycznego lęka się starości i własnej śmiertelności. Psychoanalitycy podkreślają, że w obu tych zaburzeniach występują tendencje autoagresywne i głęboki brak akceptacji siebie.
Koncentracja na walorach wyglądu dyktowana jest przez kulturę. Stanowi ona zarazem pożywkę dla rozwoju różnego rodzaju zaburzeń, których główna treść to instrumentalne traktowanie swego ciała. Należą do nich: anoreksja, bulimia, uzależnienie od zabiegów kosmetycznych i operacji plastycznych, nałogowy bodybuilding czy dysmorfofobia. Badania przeprowadzone przez pismo „Psychology Today” ujawniły, że liczba kobiet niezadowolonych ze swojego wyglądu wzrosła z 23 proc. w 1972 roku do 43 proc. w 1997. W roku 1986 Cash opublikował wyniki ankiet, w których aż 45 proc. kobiet i 33 proc. mężczyzn rozważało możliwość poddania się operacji chirurgicznej, by poprawić swoją „fizyczność”.

Urojenie wielkiego nosa

Dysmorfofobia tak naprawdę nie jest fobią, tylko urojeniem pacjenta, przekonanego, iż jakaś część jego ciała jest zniekształcona. W rzeczywistości ów defekt nie występuje lub bywa nieznaczny. To nadmierne zaabsorbowanie wyglądem najczęściej dotyczy twarzy.
[nowa_strona] Chorzy koncentrują się na przykład na trądziku, zmarszczkach i plamkach skórnych, na włosach i łysinie, na rozmiarze i kształcie nosa, na zarysie ust, powiekach, zębach czy szczęce. Obiektami ich urojeń mogą także stać się piersi, muskuły, pośladki, genitalia, kończyny bądź zapach ciała. Zaburzenie postępuje w miarę upływu czasu. Pacjenci nie akceptują swojego wyglądu, a zarazem są nim zaabsorbowani. Potrafią myśleć jedynie o wyimaginowanych zniekształceniach swego ciała. Często przeglądają się w lustrach, dotykają i mierzą swoją skazę, starają się ukryć ją pod makijażem albo ubraniem, przysłonić włosami lub dłonią. Wciąż porównują się z innymi ludźmi. Starają się jednak unikać sytuacji towarzyskich i fotografii. Wiele czytają o „wybrakowanej części swojego ciała”. Nieustannie zadręczają się swoim wyglądem, a otoczenie zasypują pytaniami o defekty swojej urody, przekonując innych o tym, jak paskudnie wyglądają. Często chodzą do lekarzy, szczególnie dermatologów. Szacuje się, że od 2 do 15 proc. pacjentów poddających się operacjom plastycznym to osoby dotknięte dysmorfofobią. Niestety zaburzenie to bardzo często umyka właściwej diagnozie.
Piękno tworzy silny stereotyp. Polega on na przeświadczeniu, że pozytywne cechy, takie jak dobroć, mądrość, ciekawa osobowość i sprawność seksualna – idą w parze z urodą. To, jak dużą wagę przywiązujemy do wyglądu, oceniając innych ludzi, zilustrowały badania, które przeprowadził Michael Kalick. Poprosił on grupę studentów o ocenę zdjęć kilkunastu kobiet, wykonanych przed i po operacji plastycznej. Panie po zabiegu zostały uznane nie tylko za piękniejsze – co dow...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy