Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PASJE WOKÓŁ ''PASJI''

0 344

O tym, jak zobaczymy i ocenimy "Pasję" Mela Gibsona, zdecyduje nastawienie, z jakim pójdziemy do kina. Nie znalazłem takiego głosu, który byłby – w psychologicznym sensie – nieuprzedzony. Przykład tego filmu pokazuje, że widzimy to, co chcemy albo powinniśmy zobaczyć – przekonuje IRENEUSZ KRZEMIŃSKI.

Film Mela Gibsona wywołał dyskusję i rozgrzał telewizyjno-gazetowe wiadomości. Czy słusznie? Trudno to ocenić, ale równie trudno nie zauważyć, że medialna wrzawa z całą pewnością dała doskonałe wyniki marketingowe.

Ten z założenia fundamentalnie religijny film zdobył publiczność, jakiej mogłaby mu pozazdrościć niejedna produkcja usilnie kreowana przez specjalistów od marketingu na hit sezonu. Dlaczego tak się stało? Na to pytanie też można odpowiedzieć w różny sposób. Postanowiłem oprzeć się na wypowiedziach, jakie znalazły się w polskiej prasie. Trudno mówić o jakiejś próbce prasowej – przeczytałem „Politykę”, „Gazetę Wyborczą”, „Rzeczpospolitą”, „Niedzielę”, a także poświęcone filmowi wydanie krakowskich „Dobrych Nowin”.

Na ogół komentatorzy podkreślają, że przesłanie filmu Mela Gibsona może być bardzo różnie odczytane. Adam Szostkiewicz („Polityka” nr 11/2004) wręcz odwołuje się do diagnostycznego warsztatu psychologów: „»Pasja« według Gibsona jest jak psychologiczny test plam atramentowych Rorschacha. Powiedz, co widzisz, a powiem ci coś o typie twojej wrażliwości, inteligencji, osobowości. Na dodatek powiem ci coś o typie twojej religijności”. Podobną opinię wyraża w „Tygodniku Powszechnym” (nr 11/2004) ks. Grzegorz Ryś: „Oczywiście, odbiór filmu (zwłaszcza tego!) jest sprawą indywidualną i głęboko osobistą. Jednych zachwyci, innych oburzy; jednymi wstrząśnie ku nawróceniu, innych odrzuci swą dosłownością; jedni będą o nim mówić jako o »najlepszych rekolekcjach«, inni uznają go za kicz”. Ale dodaje: „Najgorsza rzecz, jaką można zrobić, to wszczynanie polemiki z tymi doświadczeniami. Z ludzkimi przeżyciami się nie dyskutuje: nie można powiedzieć człowiekowi, który płacze, że jest głupi i »powinien« nabrać dystansu do tak nieudanego widowiska”.

W tym samym numerze „Tygodnika Powszechnego” możemy też przeczytać dyskusję z udziałem ks. Adama Bonieckiego, Agnieszki Holland, Stanisława Krajewskiego, Władysława Stróżewskiego oraz publiczności. Po lekturze zapisu trudno oprzeć się wrażeniu, że uczestnicy spotkania chcieli namówić publiczność do „właściwego” potraktowania filmowego obrazu Męki Pańskiej. Dyskutanci byli surowi wobec filmu i namawiali raczej do jego krytycznego odbioru. Agnieszka Holland: „(...) nie miałam artystycznego zaufania do Mela Gibsona. Poglądy religijne reżysera też mi się nie podobają (...). W związku z tym cała otoczka »Pasji« nie budziła mojego zaufania. Ale mówiąc szczerze, nie spodziewałam się, że to będzie aż tak straszne”. Ks. Adam Boniecki: „Scenariusz filmu nie jest oparty na Ewangelii. Raczej na wizjach Anny Katarzyny Emmerich, mistyczki z XIX wieku. Emmerich podyktowała opis Męki Pańskiej, bardzo »ubogacający« Ewangelię”. Wypowiedź redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” jest tym ciekawsza, że przecież w tym samym numerze „TP”
ks. Grzegorz Ryś wylicza we wspomnianym już artykule ważne odniesienia akcji i treści filmu do Biblii, nie tylko do Nowego Testamentu, choć przestrzega przed traktowaniem go jako „świadectwa prawdy”.

Tymczasem dla innych kościelnych autorów film jest świadectwem. Ks. Ryszard Koper napisał w „Niedzieli” (nr 11/2004): „Znam na pamięć ewangeliczną wersję Męki Chrystusa, a Gibson bardzo wiernie oddaje tekst ewangeliczny – mimo to film trzyma w napięciu. Ten film robi wrażenie. Przemawia do serca. Słyszę szloch na sali”.

A w numerze „Dobrych Nowin” (nr 1/2004), wydanym specjalnie z okazji premiery „Pasji”, autorzy noty redakcyjnej piszą, że jeden z teologów powiedział: „Dla wielu katolików, którzy obejrzą te sceny, Msza nigdy nie będzie już taka sama. (...) Zachęcamy Czytelników do odwiedzenia kina. Mamy nadzieję, że zarówno lektura »Dobrych Nowin«, jak i obejrzenie »Pasji« pozwolą wszystkim odkryć – może na nowo, może po raz pierwszy, a może naprawdę – najważniejszą historię w dziejach świata”.

Najwyraźniej więc redaktorzy „Dobrych Nowin” traktują film Gibsona jako ewangelizujący. Tak ujmują go również przeciwnicy, na czele ze Stanisławem Krajewskim. Mówi on zarówno o ewangelizacyjnym zamierzeniu reżysera, jak i o takim właśnie wykorzystaniu filmu przez „niektóre organizacje chrześcijańskie” w USA, dla których stał się on „sztandarem i najnowszym środkiem ewangelizacji, odpowiedzią na wyzwania naszego stulecia” („Rzeczpospolita” nr 62/2004). Za realne niebezpieczeństwo autor uważa potraktowanie dzieła Gibsona jako obrazu „tego, jak było naprawdę”.
Sam uznał film raczej za kicz, choć wyznaje czytelnikom „Rzeczpospolitej”:

„Nie czuję się z tym dobrze (...), bo słyszę, że sporo osób, które cenię, przeżyło film głęboko i szczerze”. Te obawy Krajewskiego współbrzmią ze spostrzeżeniami Szostkiewicza, który „już słyszał głosy”, że „Pasja” jest testem wiary: „Komu się film nie podoba, musi być zdrajcą, pachołkiem lub wrogiem Pana Boga i Kościoła”; co oczywiście wydaje mu się nonsensem.

W przeczytanych przeze mnie artykułach, również recenzjach zawodowych krytyków filmowych, nie bardzo znaleźć można aż tak ostro brzmiące głosy, choć ks. Koper w „Niedzieli” śmiało zidentyfikował przeciwników filmu z tymi, którzy wielbili wcześniejsze heretyckie dzieła, na przykład „Ostatnie kuszenie Chrystusa”. Mocno powiedziane, lecz jeszcze nie oznacza wezwania do ich potępiania. Zwłaszcza że i tak należą do kręgu ludzi „nie-do-przekonania”. A film wzbudza ich irytację, bowiem – tu ks. Koper ma zdanie dokładnie przeciwne opinii Krajewskiego – jest wybitnym dziełem: „Z pewnością byłby niezauważony, gdyby był gniotem artystycznym, ale jest to film dużego formatu artystycznego”.

Podobne, bardzo pochlebne dla filmu refleksje prezentuje Liliana Sonik: „Nie zastanawiam się, czy »Pasja« jest bardziej dziełem sztuki filmowej, czy raczej – jak chce jej reżyser Mel Gibson – narzędziem ewangelizacji. Niezależnie bowiem od odpowiedzi mamy do czynienia z filmem ważnym. I wybitnym” („Rzeczpospolita” nr 62/2004). Warto przy tym zauważyć, że i ona zwraca uwagę na obecną w „Pasji” sporą liczbę scen denerwująco kiczowatych. I to punkt z całą pewnością wspólny głosom zawodowych krytyków filmowych. Zwracają oni jeszcze uwagę na przemoc. To wyczerpuje ich zgodność. Choć nie – należy dodać jeszcze jeden element, bez którego nie ma dosłownie żadnej wypowiedzi na temat filmu: oskarżenia o antysemityzm. Łatwo zrozumieć, że Stanisław Krajewski obawia się wzbudzenia przez „Pasję” płomienia antyżydowskiej nienawiści, ale wszyscy inni zapewniają, że obraz ani nie zawiera antysemickich scen, ani nie prowokuje do antyżydowskiego nastawienia.

Z tej pobieżnej analizy wynikają dwa wnioski. Pierwszy z nich jest banalny: o tym, jak zobaczymy i ocenimy film, decyduje nastawienie, z jakim pójdziemy do kina. Nie znalazłem takiego głosu, który byłby – w psychologicznym sensie – „nie-uprzedzony”. Niemal wszyscy księża – czy to z „Niedzieli”, czy z „Tygodnika Powszechnego” – uważają, że film ma znaczenie religijne i ewangelizacyjne. Z kolei osoby reprezentujące żydowski punkt widzenia oglądają go pod kątem możliwego zagrożenia. Jest to także punkt widzenia osób zaangażowanych w porozumienie katolicko-żydowskie czy polsko-żydowskie, uznających konieczność choćby symbolicznego wynagrodzenia Żydów za wielowiekowe winy katolików i Polaków (widać to w dyskusji redakcyjnej „TP”). Przykład filmu Gibsona niezwykle plastycznie pokazuje, jak dalece widzimy to, co chcemy albo powinniśmy zobaczyć! To niezwykłe potwierdzenie tez psychologii społecznej, inspirowanej czy to tak ostatnią modną teorią poznawczą, czy teorią postaw, czy wreszcie psychoanalizą.

Ale jest druga sprawa, może nieco mniej banalna. Otóż to uprzedzenie jest w ogromnym stopniu wynikiem medialnych informacji. To one, napływające jeszcze przed zakończeniem prac nad filmem, z góry zaplanowały postawy jego przyszłych widzów i od razu ustawiły ich na oceniających pozycjach. Ani jeden z przeczytanych przeze mnie tekstów nie pominął „szumu w amerykańskich mediach”, wszyscy byli dobrze poinformowani o motywach reżysera (albo przynajmniej coś o nich słyszeli), a także o jego „konserwatywnej” wierze katolickiej i o tym, że jego ojcu – jeszcze większemu konserwatyście religijnemu – zdarzyło się kwestionować prawdziwość komór gazowych i krematoriów. Na tym przykładzie można zaobserwować, jak dalece nasza rzeczywistość jest rzeczywistością medialną: rzeczywistością newsów i debat w prasie, telewizji czy radiu, a trzeba do tego dodać jeszcze Internet! Jakże ogromną rolę w naszym świecie mają oceny innych – ich opinie i komentarze.

Opinie są zgrupowane wokół dwóch, może trzech spraw. W tle jest jeszcze jedna sprawa, ale ona ujawnia się zdecydowanie nie wprost i o niej powiem
na końcu. Najprostszą sprawą jest kwestia, czy „Pasja” to film religijny, odtwarzający prawdę Ewangelii i Męki Jezusa, czy jednak „tylko” dzieło
na ten temat. Z tym się wiąże sprawa następna – co przedstawia obraz filmowy: cierpienie i ofiarę Jezusa, niosącą zbawienie całemu światu, czy tylko katowanie tegoż Jezusa, z wyraźnym sadystycznym zabarwieniem. Kłótnia idzie więc o obraz męczarni Ukrzyżowanego. Krytycy często odwołują się do wcześniejszych dzieł i filmowych występów reżysera, pełnych – ich zdaniem – okrucieństwa, stąd owe sadomasochistyczne zabarwienie filmu uważają za nieprzypadkowe. Jednak tu c...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy