Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

OSWAJANIE SŁÓW

0 228

O życiu na pograniczu świata dźwięków i świata ciszy pisze AGNIESZKA GÓRSKA.

Pamiętam, że kiedy cię poznałam, rzuciłam do kogoś uwagę: „Ten człowiek mógłby skutecznie prowadzić kampanię prezydencką”. Wtedy jeszcze nie znałam twojej historii. Nie wiedziałam, że bogate słownictwo i swobodę wypowiedzi zdobywałeś z takim trudem. Dążyłeś do tego nieprzetartym szlakiem, nie stawiając pytań, nie korzystając z objaśnień, nie otrzymując komentarza. Tego właśnie twój dom nie mógł ci zapewnić.
Jesteśmy już razem tyle lat, a obraz twojego dzieciństwa, które przypadło na trudne lata pięćdziesiąte, pozostaje dla mnie niepełny. Sklejam go uparcie i mozolnie ze skąpo wydzielanych wspomnień, z fragmentów rodzinnych rozmów, z zachowań i reakcji świadczących o twoim szczególnym na niektóre sprawy wyczuleniu.

Wyobrażam sobie małe podwórko, na którym do późna bawiła się koło trzepaka grupka dzieci. Wieczorem z otwartych okien kamienic zaczynały się rozlegać wołania. Najpierw przypomnienia o kolacji czy nieodrobionych lekcjach, potem już kategoryczne, nieznoszące sprzeciwu, poprzedzone jakimś imieniem wezwania. Ponaglane w ten sposób dzieci z ociąganiem zmierzały ku bramie, w której, jedno
po drugim, znikały. Ty zostawałeś najdłużej, bo przecież żadne z imion, padających z rozświetlonych okien w głębię podwórka – studni, nie było twoim imieniem.

Opuszczony, wracałeś do domu, do którego nikt nigdy nie wzywał cię silnym głosem, zdolnym pokonać dobiegającą skądś muzykę, szczekanie psa, zgrzyt przejeżdżającego tramwaju.

To była pewnie jedna z tych chwil, w której uświadamiałeś sobie z całą ostrością odmienność otoczenia, w jakim żyłeś na co dzień, odmienność swojego domu. Stojąc już przed drzwiami, nie stukałeś w nie, nie szarpałeś niecierpliwie klamki, nie wołałeś na cały głos: „Już jestem!”. Przyciskałeś guzik, który uruchamiał nie dzwonek, lecz migający sygnał świetlny, i czekałeś, aż mama ów sygnał zobaczy. Kiedy wreszcie otwierały się drzwi, cały jeszcze rozedrgany radością zabawy, pełnej szalonych krzyków, wyliczanek, zanurzałeś się we wszechobecnej ciszy.

Ale próg domu nie był prawdziwą granicą między dwoma światami, które poznałeś. Nie decydowała o tym obecność dźwięków czy ich brak. Tę granicę, bardziej szczelną, trudną do pokonania, wyznaczała niemożność zrozumienia potrzeb, aspiracji i możliwości ludzi żyjących po drugiej stronie. Ty poruszałeś się swobodnie w obydwu światach. Tu i tam czułeś się naturalnie, byłeś u siebie. Wystarczył jednak jakiś mało znaczący incydent, jakaś przykra sytuacja, aby natychmiast pojawiła się niedobra myśl, że tu i tam jesteś obcy, że zawsze przychodzisz z zewnątrz i że do żadnego z tych światów naprawdę nie należysz.
Z czasem zaczynałeś coraz lepiej rozumieć i godzić się z tym, że twoją życiową przestrzenią jest pogranicze z jego zaburzonym poczuciem tożsamości, z jego żarzącymi się wciąż konfliktami, z jego dwujęzycznością. I jak mieszkańca każdego pogranicza spotykały cię odruchy zniecierpliwienia wobec twoich nietypowyc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy