Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praktycznie , rodzina

19 listopada 2015

Osierocona mama, osierocony tata

103

Nawet co szósta ciąża kończy się poronieniem lub urodzeniem martwego dziecka. To przeżycie traumatyczne zarówno dla matki, jak i dla ojca. Jak pomóc im przejść żałobę po utraconym dziecku?

Dla Benity i Romana najgorszym momentem był powrót ze szpitala do domu. Trzeba było uprzątnąć wszystkie rzeczy przygotowane na pojawienie się maleństwa. – Bagatelizowaliśmy przesąd mówiący, by nie kupować za wiele przed porodem. Urządziliśmy dziecku mały pokoik. Po powrocie ze szpitala nie chcieliśmy tam nawet zaglądać – wspominają. Ich dziecko zmarło w 23. tygodniu ciąży.
Osieroceni rodzice często zamykają się w sobie w poczuciu bycia niezrozumianymi, unikają rozmów związanych ze stratą dziecka. Kobiety, które postanawiają skorzystać z pomocy, chcą sprawiać wrażenie, że wróciły już do psychicznej równowagi. – Niektóre przekonują mnie, że już się wypłakały i że wszystko jest dobrze, „życie toczy się dalej”, „będziemy próbować kolejny raz”. Takie reakcje mogą świadczyć o mechanizmach obronnych kobiety. Albo wskazywać, że znajduje się ona w szoku, czyli w początkowej fazie żałoby – wyjaśnia Sylwia Kuczyńska-Horst, psycholog i psychoterapeutka prowadząca terapię rodziców z trudnościami w ciąży i po porodzie oraz rodziców po stratach okołoporodowych.

W poczuciu winy

Częstą reakcją ciężarnej, która straciła dziecko, jest głęboka depresja i apatia. – Kobiety obawiają się również reakcji najbliższych – czy nie będą obwiniane przez bliskich, czy partnerzy nie będą mieli do nich pretensji, że nie donosiły ciąży. Przeraża je też reakcja przyjaciół oraz wszystkich, którym zdążyły powiedzieć o ciąży – tłumaczy Sylwia Kuczyńska-Horst. Rodzice czasami przeżywają poronienie w kategoriach porażki. Traktują je jako świadectwo swojej niedoskonałości czy defekt, stąd tak trudno opowiadać o nim znajomym.
– Pamiętam, jak zadzwoniła do mnie przyjaciółka z radosnym pytaniem: „To chłopiec czy dziewczynka?”. Łamiącym się głosem odpowiedziałem, że dziecko jest martwe, żona w szpitalu czeka na poród. Przyjaciółka zamilkła, a po chwili oboje płakaliśmy. Byliśmy załamani tym, że ze względu na kondycję fizyczną Beni poród będzie musiał przebiegać w sposób naturalny... To było straszne dla nas obojga. Poród trwał wiele godzin, a żona płakała przy każdym parciu. Do dzisiaj śni nam się ten koszmar – opowiada Roman.
Zgodnie z procedurą medyczną w sytuacji, gdy kobieta traci dziecko po 22. tygodniu życia płodowego, musi urodzić martwe dziecko siłami natury. Poród może trwać nawet dwie doby, co jest bardzo trudne emocjonalnie dla obojga rodziców. Taka strata traumatyzuje rodziców – oni już przecież przyzwyczaili się do nowej roli, czuli ruchy dziec­ka, widzieli je na monitorze podczas badań usg.
Badania Izabeli Barton-Smoczyńskiej, psycholożki i autorki książki O dziecku, które odwróciło się na pięcie, wskazują, że po poronieniu lub urodzeniu martwego dziecka ponad 60 procent kobiet reaguje silnym stresem, a u czterech kobiet na dziesięć po poronieniu występuje stres posttraumatyczny.

Stłumione emocje
Poronienie czy narodzenie martwego dziecka może wywołać silny wstrząs również u mężczyzn – niestety, oni jeszcze rzadziej niż kobiety decydują się skorzystać z pomocy terapeutycznej. Jeśli już wybiorą się do psychologa, to przeważnie po to, by uzyskać praktyczne wskazówki, jak pomóc żonie/partnerce dojść do siebie. Mężczyźni tłumią nieprzyjemne emocje, nie chcą okazać słabości. Rozmowa z nimi ukierunkowana jest przeważnie na konkretne zadania. Dopytują, w jak sposób mogą wspierać kobietę, czy informować starsze dzieci o poronieniu, jak rozmawiać z bliskimi. Podejmują się roli łącznika w kontakcie między żoną a personelem szpitalnym, odbierają telefony od rodziny czy znajomych. Branie na siebie zadań pozwala im nie odczuwać przytłaczającej bezradności.
Aż osiem na dziesięć par po poronieniu przeżywa bardzo silne konflikty w swojej relacji, a 40 procent związków rozpada się. Partnerzy z reguły przeżywają cierpienie oddzielnie, boją się doświadczania rozpaczy i emocjonalnego pożegnania ze zmarłym dzieckiem. Dopiero wspólne przejście przez wszystkie stadia żałoby pozwala parze poradzić sobie z traumą.
Benita przyznaje, że w pewnym momencie jej małżeństwo stanęło na ostrzu noża: – Nasze pierwsze dziecko, czteroletnia Zosia, szybko oswoiło się z nową sytuacją. Natomiast ja rozpamiętywałam swój ból. Mąż proponował różne aktywności, chciał mi pomóc wrócić do życia, ale ja odbierałam to jako nieczułe zakłócanie żałoby. Niesłusznie atakowałam go i wyrzucałam, że widocznie dziec­ko mało go obchodziło, skoro nie płacze. A on płakał, gdy był sam. Przy mnie starał się być silny jak skała. Dopiero gdy w końcu pękł i sam zaczął mówić mi, jak bardzo boli go strata dziecka, zrozumiałam, że przeżywamy w inny, lecz tak samo głęboki sposób. Dopiero po szczerej rozmowie znaleźliśmy płaszczyznę porozumienia.

Po prostu być
Oczywiście najkorzystniej byłoby, gdyby partnerzy mogli skorzystać z fachowej pomocy psycho­terapeutów, ale niestety w Polsce sieć grup wsparcia dla rodziców po poronieniu dopiero powstaje, a dostęp do psychologów na oddziałach patologii ciąży jest ograniczony. Inną kwestią jest brak świa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy