Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium

14 czerwca 2020

NR 2 (Luty 2018)

Opowieści, które nas tworzą

66

W rodzinach opowiada się różne historie. Dziecko dowiaduje się, czy ważniejsze jest mieć, czy być, albo co znaczy być kobietą lub mężczyzną. Czasem mówi się o tym wprost, czasem zaś wynika to pośrednio z opowieści członków rodziny o ich własnym życiu.

Karolina Rogaska: Adam, bohater filmu „Cicha noc”, ma opowieść o ojcu, którego nie było przy nim, bo pracował za granicą. I choć syn cierpiał z tego powodu, po latach sam wyjechał do pracy w Holandii. Czy rodzinne opowieści wpływają na to, co nam się w życiu przydarza? 

Anna Cierpka: Jesteśmy „zanurzeni” w rodzinnych opowieściach od samego początku bycia w rodzinie. Narracje rodzinne dostarczają nam określonej wiedzy o świecie, przez ich pryzmat postrzegamy rzeczywistość. Jak mówił psycholog Jerome Bruner: „narracja naśladuje życie, a życie naśladuje narrację”. Poprzez tworzenie historii porządkujemy swoje doświadczenie, nadajemy mu sens i organizujemy je w spójną znaczeniowo całość. Dokonujemy w jakimś sensie „aktu stworzenia”. 

Na czym on polega?

Doskonale pokazują to na przykład badania prof. Elżbiety Dryll, w których matki opowiadały o swoich dzieciach, część z nich miała dzieci, które sprawiały kłopoty wychowawcze w przedszkolu. Okazało się, że matki „grzecznych” dzieci, czyli tych, które nie stwarzały problemów, opowiadały o nich spontanicznie i prosto: jakie są, co lubią, a czego nie. Nie mówiły o nich samych pozytywnych rzeczy, ale ich opowieść była jak swobodny strumień, mniej więcej oddający chronologię życia dziecka. Natomiast matki dzieci „niegrzecznych” tworzyły narracje z tezą. Zaczynały od stwierdzenia, że mają trudne dziecko, a potem dostarczały argumentów, by to potwierdzić. 

Jeśli myślę, że mam trudne dziecko, to ono częściej takie się okazuje?

Taki schemat narracyjny sprawia, że matka mimowolnie nastawia się na dostrzeganie specyficznych zachowań dziecka, potwierdzających postawioną na wstępie tezę. Jej oczekiwania zaś wpływają na to, jak kontaktuje się z dzieckiem i na zasadzie samospełniającej się przepowiedni wywołują określone reakcje dziecka, a pośrednio wpływają na kształtowanie się cech jego charakteru. Dorastając w opowieści o trudnym potomku, dziecko włącza jej elementy do narracji o sobie – stopniowo staje się takie, jak „opowiada je” matka. I przez ten pryzmat będzie postrzegało siebie w życiu dorosłym. 

Czy to oznacza, że sposób, w jaki opowiadają o nas rodzice, wpływa na to, jakimi ludźmi się stajemy? 

W pewnej mierze tak. W rodzinach opowiada się różne historie. Dziecko dowiaduje się na przykład, czy ważniejsze jest mieć, czy być, albo co znaczy być kobietą lub mężczyzną. Słyszy opowieści określające, czy posiada zasoby, czy deficyty. Czasem mówi się o tym wprost, czasem zaś wynika to pośrednio z opowieści członków rodziny o ich własnym życiu. Kształtują się schematy, które dla dziecka stają się podstawą wiedzy na temat życia w ogóle. Narracje rodzinne dotyczą wielu kwestii, takich jak historia rodziny, ważne wydarzenia, rodzinne legendy, normy i wartości wyznawane w rodzinie, reguły porozumiewania się, a także charakterystyki poszczególnych członków rodziny. To właśnie opowieści o osobach, etykiety tożsamościowe opatrzone tytułem, stają się dla tych osób ramą budowania narracji o sobie. Narracje są uzgadniane w rodzinie, wyłaniają się podobne znaczenia. Dr Małgorzata Chądzyńska analizowała, na ile podobne są narracje poszczególnych członków rodziny. Okazało się, że sędziowie kompetentni bez większego problemu byli w stanie stwierdzić, które narracje powstały w tej samej rodzinie. Rodzinne opowieści mają wiele wspólnych elementów. Dotyczy to zarówno treści, jak i struktury formalnej narracji oraz jej fragmentów.

Dlaczego narracje różnych rodzin są odmienne. Od czego to zależy? 

Od wielu różnych czynników, na przykład od spójności rodziny. Badałam, czy rodziny różniące się pod tym względem mają też różne, specyficzne narracje. Ze względu na spójność David Olson wyróżnił rodziny luźne, połączone, odseparowane i splątane. Jego zdaniem optymalna jest rodzina połączona, o umiarkowanej spójności. Granice między członkami rodziny oraz między nimi a światem są tu półprzepuszczalne. To znaczy, że mają oni dobry kontakt ze sobą i ufają sobie, ale respektują także swoją indywidualność i odrębność. Ważny jest czas spędzany razem, większość decyzji jest podejmowana wspólnie. W rodzinach splątanych nie ma natomiast granic – członkowie wiedzą o sobie nawzajem wszystko, a od reszty świata oddzieleni są grubym murem. Spójność jest tak duża, że staje się patologiczna. W rodzinie luźnej granica na zewnątrz jest otwarta, osoby częściej kontaktują się z innymi ludźmi niż z członkami własnej rodziny. Z kolei w rodzinach odseparowanych granice zewnętrzne i wewnętrzne są częściowo otwarte, ważna jest przede wszystkim przestrzeń prywatna, niewiele jest aktywności rodzinnej. Z moich badań wynika, że w zależności od stopnia spójności rodziny tworzą się różne narracje – innego języka używa się do opisu osób i odmiennie ocenia ich działania. Na przykład, im wyższy poziom spójności rodziny, tym bardziej złożona, dłuższa i pozytywna jest charakterystyka ojców, również ich własna autonarracja. Podobnie jest w przypadku dzieci, chociaż w rodzinach odseparowanych – wbrew naszym oczekiwaniom – dzieci oceniają siebie gorzej niż w rodzinach luźnych. 

Dlaczego tak się dzieje?

Przypuszczam, że w rodzinach luźnych dzieci czują wyraźnie, że nie ma co liczyć na relację z rodzicami. Szukają zatem kontaktów na zewnątrz rodziny, tam realizują potrzebę bliskości, budują poczucie własnej wartości. Natomiast w rodzinach odseparowanych dzieci żyją, jak na huśtawce – czasem mają kontakt z rodzicami, czasem nie, z uwagi na niewielką przestrzeń podzielaną rodzinnie. W nadziei, że ten kontakt z rodzicem znów nawiążą, nie szukają wsparcia na zewnątrz, choćby w grupie rówieśniczej. Być może to sprawia, że oceniają siebie tak negatywnie. 

A jak opisywane są matki?

Niezależnie od typu rodziny opisywane są właściwie tak samo – zarówno przez członków rodziny, jak i we własnej opowieści na swój temat. Szukaliśmy rozwiązania tej zagadki. Dotarliśmy do badań prof. Jerzego Bartmińskiego, językoznawcy, który analizował stereotyp matki w polskiej kulturze. Kiedy prosił badanych, by opisali matkę, padały głównie określenia: dobra, poświęcaj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy