Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium

29 czerwca 2020

NR 6 (Czerwiec 2017)

Nie słuchaj serca

94

Empatia jest jak reflektor – daje wąski snop światła i najlepiej oświetla tych, których kochamy. Natomiast ludzie nieznajomi, inni i przerażający pozostają w cieniu. 

AGNIESZKA CHRZANOWSKA: „Niektórzy ludzie, myśląc o empatii, kojarzą ją z życzliwością. Mnie kojarzy się ona z wojną” – napisał Pan w książce Przeciw empatii. To bardzo mocne słowa… Co ma Pan na myśli?

POLECAMY

PAUL BLOOM: W książce przyglądam się różnym aspektom empatii, m.in. analizuję, jaką rolę pełni w ocenach moralnych. Według mnie empatia jest w tym obszarze bardzo słabym przewodnikiem. Jest stronnicza i nie umie liczyć – bardziej porusza nas informacja, że nasze dziecko doznało niegroźnego urazu, niż doniesienie o śmierci tysiąca obcych osób. W efekcie empatia może prowadzić do różnego rodzaju błędów moralnych. 

Większości ludzi na myśl o empatii przychodzą do głowy same dobre rzeczy. Owszem, myślę, że empatia jest źródłem wielkiej przyjemności. To wspaniale móc patrzeć na świat oczami drugiej osoby. Albo czytać powieść, oglądać film czy serial i wyobrażać sobie siebie jako kogoś innego. Ale empatia może nas motywować do działań, które wiążą się z krzywdzeniem innych. I niektórzy ludzie wykorzystują to, by wywierać na nas wpływ. Odwołują się do naszej empatii, by popchnąć nas w określonym kierunku, uruchomić w nas okrucieństwo. Empatia wzmaga bowiem agresję wobec innych grup, sprawia, że chcemy walczyć – sprzyja wojnie.

Gdy demokratyczne państwo szykuje się do wojny, jego przywódcy opowiadają bardzo poruszające historie o ofiarach zbrodni, których dopuszczają się wrogie narody. Tak było w przypadku inwazji USA na Irak – Amerykanie słyszeli opowieści o zbrodniach irackich przywódców, o przemocy, o niewinnych ofiarach tortur. To były prawdziwe historie. Podobne historie odegrały znaczącą rolę w decyzji o przyłączeniu się USA do II wojny światowej. Tak samo jeśli dojdzie do totalnej wojny z ISIS, usłyszymy więcej opowieści o cierpieniu niewinnych ofiar. To wcale nie muszą być niewłaściwe powody do działania – to zrozumiałe, że cierpienie niewinnych ludzi jest przedmiotem troski moralnej. Tyle że w efekcie stajemy się zbyt żądni walki. Nie uwzględniamy przy tym długoterminowych kosztów użycia przemocy i działań wojennych. 

Ale przecież empatia ma moc powstrzymywania nas od krzywdzenia innych. Jak to możliwe, że działa w dwóch przeciwnych kierunkach? 

Empatia ma bardzo wąskie pole widzenia i jest stronnicza. Bardzo łatwo odczuwać empatię wobec ludzi z własnego kraju. Trudniej o nią w odniesieniu do mieszkańców odległych państw, którzy nas przerażają i w których widzimy zagrożenie. Izraelczycy nie mają zbyt wiele empatii dla Palestyńczyków, a Palestyńczycy nie mają zbyt wiele empatii dla Izraelczyków. Jednak jedni i drudzy mają jej wiele dla ludzi z własnej grupy. 

Nie da się zatem jednocześnie odczuwać empatii wobec wszystkich ludzi na świecie…

Nie da się. Wyobraźmy sobie znajomego, który ma trudny czas. Spróbujmy poczuć to, co on czuje, jego ból. A teraz jednocześnie pomyślmy w ten sam sposób o drugiej osobie. I trzeciej. A teraz o dziesięciu, stu, tysiącu. To niemożliwe. Empatia jest jak reflektor – daje wąski snop światła i najlepiej oświetla tych, których kochamy. Natomiast ludzie nieznajomi, inni i przerażający pozostają w cieniu. 

Czujemy zatem więcej empatii dla osób bliskich niż dla nieznajomych, ludzi spoza naszej grupy. Co jeszcze sprawia, że empatia ma tak wąskie pole widzenia?

Czy pomożesz?

Empatia sprawia, że przyjmujemy wąską perspektywę. W efekcie podejmujemy działania, których nie podjęlibyśmy, gdybyśmy racjonalnie przeanalizowali sytuację.

Uczestnicy badania Deborah Small i George’a Loewensteina otrzymali po 10 dolarów. Mogli przekazać dowolną część tej sumy osobie, która nie miała nic. Potrzebujący pozostawał anonimowy – badany losował numer osoby, którą mógł wesprzeć, przy czym niektórzy najpierw losowali numer, a potem decydowali, ile pieniędzy oddadzą, a inni najpierw podejmowali decyzję o kwocie i dopiero wtedy losowali numer. Okazało się, że badani z pierwszej grupy przekazywali znacznie większe kwoty – średnio o 60 procent więcej – niż ci z drugiej. Przypuszczalnie działo się tak dlatego, że wylosowany numer pozwalał sobie wyobrazić obdarowywaną osobę, przez co przestawała ona być kimś zupełnie abstrakcyjnym. 

Na podst. Paul Bloom, Przeciw empatii, Wydawnictwo Charaktery 2017

 

Można wskazać wiele źródeł zniekształceń. Czujemy więcej empatii dla osób, które są bardziej atrakcyjne, niż dla nieatrakcyjnych; dla osób, które były dla nas w przeszłości życzliwe, niż tych, które były okrutne.

Mamy też niewiele empatii dla ludzi, którzy są dla nas w jakiś sposób odrażający, np. narkomanów czy bezdomnych. 

Empatia jest też bardzo krótkowzroczna. Chce natychmiastowego rozwiązania problemu. Nie wybiega przy tym w przyszłość. A jest to konieczne, jeśli chcemy, by świat był lepszy nie tylko tu i teraz, ale w dłuższej perspektywie. Na przykład jako rodzice chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej w długiej perspektywie – myślimy o ich przyszłości. Ale to przecież może wiązać się z ich cierpieniem tu i teraz – gdy zabieramy je na szczepienie albo gdy zabraniamy pójść na imprezę. A dobrzy rodzice to robią.

Tak jak zabraniają dzieciom pić słodkie napoje gazowane. Do takich napojów porównuje Pan empatię. 

Są kuszące, pyszne, zaspokajają apetyt tu i teraz, ale nie są dla nas dobre. Mogą wydawać się dobre…

…ale to złudzenie. Zbyt wiele empatii może być źródłem problemów nie tylko na poziomie społecznym, ale też w relacjach z bliskimi. 

Chcemy, by ludzie wokół troszczyli się o nas i rozumieli nas. Ale nie chcemy, by czuli nasz ból. Może im to przysporzyć wiele cierpienia, a wtedy nie są w stanie skutecznie nam pomóc.

Jednak jeśli druga osoba nie przeżyła tego co my, nie jest w stanie w pełni nas zrozumieć.

Zgadzam się. Jeśli czułbym się samotny, nie chciałbym rozmawiać z osobą, która nigdy nie doświadczyła samotności. Miałbym poczucie, że mnie nie zrozumie. Podobnie gdybym odczuwał lęk, nie chciałbym rozmawiać o tym z kimś, kto nigdy czegoś podobnego nie przeżył. Nie chcę jednak, by odczuwał to w tym samym czasie co ja. Jeśli szukam wsparcia i pomocy, bo czuję lęk, chcę, by osoba, do której się zwracam, wiedziała, co to znaczy. A to wymaga doświadczenia lęku w którymś momencie życia – ale nie chcę, by to było w chwili, kiedy rozmawiamy. 

Lekarz lepiej nas zrozumie, jeśli przeżył to co my? Może nam się wtedy wydać bardziej wiarygodny…

Być może lepiej nas wtedy rozumie, ale nie jestem pewien, czy to czyni go lepszym lekarzem. Dla mnie w kontakcie z lekarzami i pracownikami służby zdrowia liczy się życzliwość, szacunek, zainteresowanie.

Myślę, że empatyczne zaangażowanie nie jest tym, czego szukamy u ludzi, których prosimy o pomoc i wsparcie. Bardziej interesują nas rezultaty niż podzielanie uczuć. Tym relacja z lekarzem różni się od relacji
intymnej.

Podzielanie uczuć pacjenta może mieć dla specjalisty negatywne skutki. W książce przywołuje Pan historię hipotetycznej psychoterapeutki, która przejawia najwyższy możliwy poziom empatii. Hannah ma naturalny dar wczuwania się w emocje innych. Pacjenci, bliscy, a nawet dopiero poznani ludzie czują się rozumiani i docenieni. Tyle że tak silna empatia może doprowadzić do wypalenia. 

Dokładnie! Potwierdzają to badania i sami to obserwujemy. Wyobraźmy sobie, że lekarz czuje ból każdej osoby, którą leczy. Albo psycholog odczuwa lęk, depresję, samotność pacjentów, któr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy