Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

1 września 2017

Nie ma się czego bać

15

Ludzie zazwyczaj rezygnują po jednej, dwóch próbach. A potem żyją życiem, którego nie lubią. Budzą się w poniedziałek źli, a przed weekendem wykrzykują: „dzięki Bogu już piątek!”. My cieszymy się z każdego dnia, bo odważyliśmy się podjąć tysiące prób skazanych na porażkę.

KAROLINA ROGASKA: Udowadniacie, że nie ma rzeczy niemożliwych. W swojej ostatniej książce piszecie: „Jeśli życie jest grą, to warto poznać reguły, które nią rządzą. Jedna z tych reguł brzmi: skup się nie na tym, jak coś zrobić, ale na tym, co jest twoim celem”.
ALLAN PEASE: Większość ludzi marnuje czas, zadając sobie pytanie, jak dojść do wyznaczonego celu. Gdy nie znajdują na nie odpowiedzi, poddają się. Rezygnują z marzeń. Tymczasem jeśli odpowiemy sobie na pytanie, czego chcemy, i będziemy o tym dużo myśleć, wyobrażać sobie sukces, to sposób na jego osiągnięcie znajdzie się sam.

Tak po prostu?
BARBARA PEASE: Kiedyś postanowiliśmy, że pojedziemy do Rosji i Allan wygłosi tam cykl wykładów. Dużo o tym rozmawialiśmy, tworzyliśmy w głowach pozytywne wizje. Tydzień później byliśmy na seminarium. W przerwie usłyszałam, że ktoś rozmawia po rosyjsku. Okazało się, że ten człowiek organizuje konferencje w Rosji. Porozmawialiśmy z nim i szybko udało nam się zrealizować to, co sobie zaplanowaliśmy. Gdybym tyle o tym wcześniej nie myślała, z pewnością nie wyłowiłabym tego człowieka z tłumu.
A.P.: Tak właśnie działa nasz mózg, a konkretnie siatkowaty układ aktywujący. Ten system pomaga odsiewać miliony bitów informacji, którymi jesteśmy codziennie bombardowani. Jeżeli odpowiednio go nastawimy, będzie wyłapywał z otoczenia te informacje, których akurat potrzebujemy. Automatycznie szuka odpowiedzi na pytanie „jak”.

Ktoś może pomyśleć: Łatwo im mówić – mają miliony, wiele osiągnęli. Ale wasze życie nie było usłane różami. W pewnym momencie straciliście cały majątek, zostaliście z długami…
A.P.: Zaufaliśmy ludziom, którym nie powinniśmy ufać. Pomimo sygnałów, że coś jest nie tak, dalej im wierzyliśmy. Z dnia na dzień staliśmy się bankrutami. Barbara jakoś sobie z tym radziła, ale ja zacząłem się obwiniać. Myślałem tylko o tym, co mogłem zrobić lepiej, gdzie popełniłem błąd.

I zachorował Pan na depresję… Jak udało się Panu z niej wyjść?
A.P.: Depresja wynika z chemicznej reakcji w mózgu, spada poziom serotoniny. Co powoduje te zmiany? Obrazy, które nosimy w swojej głowie. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że nasze myślenie wpływa na funkcjonowanie całego organizmu. Gdy wpadłem w depresję, nie chciałem brać prozacu, który proponował lekarz. Bałem się, że będę się nim faszerować już do końca życia. Postanowiłem więc, że wyznaczę sobie dead[-]line na negatywne myślenie. Zapisałem: w przyszły piątek o godzinie 16 przestanę się obwiniać. I rzeczywiście od tego momentu skupiłem się na
tym, co mogę zrobić w przyszłości, a nie na tym, co poszło źle.

Zmienił Pan myślenie i depresja minęła?
A.P.: Tak. Bo kiedy już podejmie się decyzję, to dalsze działanie jest łatwe. Najtrudniejszy jest właśnie moment jej podjęcia. To tak, jak ze zdrowym odżywianiem. Wszyscy wiemy mniej więcej, co powinniśmy jeść. Ale zazwyczaj się do tego nie stosujemy, bo nie podjęliśmy stanowczej decyzji, że to zrobimy.

Kolejną decyzją było, że odbudujecie swój sukces.
B.P.: Postanowiliśmy, że zmienimy swoje życie, wyjedziemy z Australii. Wzięliśmy mapę świata. Wybraliśmy Europę, a w niej Anglię. Po czym wpięliśmy pinezkę w środek tego kraju, bo uznaliśmy, że z tego miejsca będziemy mogli wszędzie szybko dotrzeć. Najbliżej naszej pinezki było jakieś niewielkie miasteczko.
A.P.: I okazało się, że mieszka w nim człowiek, którego kilka lat wcześniej spotkaliśmy na jednej z konferencji. Kiedy go poznaliśmy, rzucił, jak to zazwyczaj bywa przy takich okazjach: „Wpadnijcie mnie kiedyś odwiedzić" i zostawił swój numer telefonu. Zadzwoniłem więc do niego i powiedziałem, że skorzystamy z zaproszenia.

Co było dalej?
A.P.: Przyjechaliśmy do niego, opowiedzieliśmy, co nas spotkało i jakie mamy plany – że chcemy zostać w jego mieście. Spojrzał na nas poważnie i spytał: „Naprawdę tego chcecie? Nie macie tu znajomych, jesteście bez grosza". Gdy odpowiedzieliśmy, że tak, zaproponował, że możemy u niego zostać prze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy