Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

NIE ''CO'', ALE ''JAK''

0 412

O słabej sprawności intelektualnej nie da się powiedzieć w sposób pozytywny ani nawet nienacechowany.Większość wyrażeń opisujących to, co najbliższe człowiekowi, ma charakter wartościujący – dowodzi KATARZYNA MOSIOŁEK-KŁOSIŃKA.

Jakiś czas temu na parkingu przed jedną z prywatnych szkół podstawowych w Warszawie pewien tatuś, odwożąc swą pociechę na lekcje, skrócił sobie drogę i przejechał przez trawnik. Widząca to nauczycielka zwróciła mu uwagę, na co on odparł bezceremonialnie: „A co to, k..., mój trawnik?”. Tę krótką wymianę zdań natychmiast podsumował syn niefrasobliwego kierowcy: „Jeden zero dla taty!”. Taka reakcja kilkuletniego dziecka jest niewątpliwie przejawem i wynikiem różnych negatywnych zjawisk, jakie współcześnie zachodzą w Polsce. Może świadczyć także o tym, że chłopiec uznał nauczycielkę za przeciwnika, szkołę zaś za teren walki. „Jeden zero” bowiem to rezultat meczu, czyli rywalizacji, której uczestnicy są traktowani jako rywale, nie zaś na przykład – partnerzy.

Używając wyrażenia sportowego, uczeń w pewien sposób się zdradził: ujawnił niechcący swój stosunek do nauczycieli i do szkoły. Język może zdradzać jednak nie tylko sądy i oceny poszczególnych ludzi – może odkrywać utrwalone od wieków i przekazywane z pokolenia na pokolenie przekonania całych narodów. W języku bowiem, szczególnie w jego odmianie potocznej, został „zapisany” stereotypowy – uproszczony i wartościujący – sposób patrzenia „zwykłych” ludzi na świat. Gdy ktoś stwierdził, że kolega go „ocyganił”, niechcący ujawnił i powielił utrwalony od dawna obraz Cygana jako reprezentanta narodu oszustów. Używając takich wyrażeń, jak „Ty świnio!” czy „On całkiem zszedł na psy”, „uruchamiamy” zakrzepłe przekonania, że świnia i pies są zwierzętami nieczystymi. Oczywiście na podstawie pojedynczych słów nie można wyciągać wniosków dotyczących systemu wartości osoby, która ich użyła, i wszystkich Polaków.

O polszczyźnie potocznej mówi się często, że jest antropocentryczna. Dotyczy rzeczywistości najbliższej człowiekowi, gdyż odzwierciedla sposób patrzenia na świat „szarego człowieka”, a w centrum jego zainteresowań znajduje się przecież on sam. W słownictwie potocznym najwięcej jest zatem wyrażeń opisujących to, co najbliższe człowiekowi – jego cechy (wygląd, intelekt, charakter), zainteresowania, stany psychiczne i relacje z innymi ludźmi. Większość z nich ma charakter wartościujący. A im ważniejsza wydaje się jakaś cecha, tym więcej istnieje wyrażeń opisujących ją. Na przykład o sprawności psychicznej i intelektualnej możemy mówić na 155 sposobów (tyle zwrotów notuje „Słownik polszczyzny potocznej” J. Anusiewiczai J. Skawińskiego, wydany przez PWN w 1996 roku).

Interesujące są proporcje wyrażeń odnoszących się do cech uznawanych za pozytywne w stosunku do słów nazywających zjawiska oceniane ujemnie. Spośród 155 sposobów opisywania sprawności intelektualnej tylko 9 to określenia osób inteligentnych. Wszystkie pozostałe (146 zwrotów) to nazwy odnoszące się do ludzi niesprawnych umysłowo (chorych psychicznie) bądź związane z niskim poziomem inteligencji. Co ciekawe, o słabej sprawności intelektualnej nie da się powiedzieć w sposób pozytywny ani nawet nienacechowany – wszystkie określenia wyrażają lekceważący lub pogardliwy stosunek do ludzi będących nosicielami tej cechy (np. „bezmózgowiec”, „głupi jak but”, „dureń”, „głąb”, „matoł”, „osioł”, „zakuta pała”, „półgłówek”, „tłuk”). O osobach inteligentnych zaś mówimy na ogół z podziwem (np. „bystrzak”, „ma głowę na karku”, „ma łeb”, „łebski”, „orzeł”), ale istnieje także określenie pogardliwe – „jajogłowy”. Zatem proporcje wyrażeń opisujących cechy postrzegane jako negatywne w stosunku do ocenianych dodatnio zdają się wskazywać, że wolimy mówić o tym, co nas śmieszy i czym pogardzamy, niż o tym, co podziwiamy.

Wiele informacji o obrazie świata utrwalonym w języku da się wyczytać także z budowy wyrażeń potocznych. Warto zatem przyjrzeć się nie tylko temu, co jest reprezentowane w języku, lecz także temu, jak jest ono reprezentowane, nie tylko temu, o czym mówimy, lecz także – jak o tym mówimy.
Jednym ze sposobów określania ludzi mało inteligentnych jest posługiwanie się nazwami zwierząt, na przykład „osioł”, „baran”, „ptasi móżdżek” czy „głupia gęś”. Okazuje się, że wyrazy „zwierzęce” w ogóle służą w polszczyźnie potocznej do pogardliwego nazywania ludzi, których oceniamy negatywnie. O kimś złośliwym mówi się „małpa”, o naiwnym „jeleń”, ludzi podłych określa się mianem „świń” czy „bydląt”, a kobietę ciężką i niezgrabną nazywa się „krową”. Nie da się natomiast opisać jakiejś cechy negatywnej za pomocą wyrazu odnoszącego się do człowieka. Wręcz przeciwnie – wszystko, co „ludzkie”, zostało zarezerwowane do określenia pozytywnych wartości moralnych.

O ludziach, których etykę oceniamy wysoko, mówi się: „człowiek przez duże C”, „zachował się po ludzku”, „wyrósł na ludzi”. Sobie (ludziom) przypisujemy zatem cechy pozytywne, podczas gdy negatywnych jakby nie chcemy u siebie zauważyć – przypisaliśmy je zwierzętom po to zresztą, by za ich pomocą nazwać w końcu ludzi. Wyrażenia „głupia gęś”, „kura domowa” czy „łżesz jak pies” nie służą przecież do nazywania ptaków i czworonogów, lecz ludzi właśnie.
W zasadzie każda inność jest traktowana przez język potoczny jako coś gorszego. Dysponujemy na przykład całą gamą pejoratywnych i lekceważących określeń ludzi innych narodowości: „kacapy”, „pepiki”, „szwaby”, „makaroniarze”, „żabojady”. Im też – obcym – przypisujemy cechy, których sami nie chcielibyśmy mieć: zniewolenie (Rosjanie i Ukraińcy – „Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce”), nieuczciwość (Cyganie i Niemcy – „ocyganić kogoś”, „oszwabić kogoś”), niechlujstwo (Żydzi – „Idzie, idzie wsza po Żydzie”) itp.

Pogarda dla odmienności najbardziej chyba widoczna jest w sposobie opisywania ludzi nie w pełni sprawnych umysłowo. Interesujące, że na określenie zjawiska, z którym nieczęsto ma się przecież do czynienia, istnieje aż 50 wyrażeń. Za przyczyny chorób umysłowych uznaje się w potocznym mniemaniu urazy głowy: „rzuciło mu się na mózg”, „upadł na głowę”, „kopnięty”, „szurnięty”, „walnięty”. To, co uznawane bywa za istotę zaburzenia psychicznego, oddają takie na przykład wyrażenia: „ma źle poukładane w głowie”, „ma szmery pod czaszką”. Zostały w nich utrwalone ślady naiwnej psychologii, według której głowa jest siedliskiem rozumu. Zatem człowiek postępujący zgodnie z normą „ma poukładane w głowie”. Ten natomiast, kto w pewien sposób „odstaje”, postrzegany jest jako osoba, w głowie której występują jakieś zaburzenia („szmery pod czaszką”) lub panuje nieład („ma nie po kolei w głowie”, „pomieszało mu się w głowie”, „ma nierówno pod sufitem”). Niektóre zwroty zawierają dziwnie, nieco śmiesznie brzmiące wyrazy, które w zasadzie nie mają znaczenia („mieć fioła”, „mieć fisia”, „mieć hopla”), co zdaje się wskazywać na odrębność, inność i śmieszność nazywanych przez nie ludzi. Obraz metaforyczny leżący u podstaw utworzenia wielu wyrażeń („dostać kuku na muniu”, „mieć szmery pod czaszką”) jest dość zabawny i może świadczyć o próbie oswojenia tego, co dziwne i nieznane, właśnie poprzez ośmieszenie go. Charakter ośmieszający ma większość zwrotów nazywających osoby chore psychicznie, dodatkowo zaś wszystkie są obraźliwe i pogardliwe.

Każde odstępstwo od jakiejkolwiek normy jest przez użytkowników języka traktowane bezwzględnie. Gdyby się przyjrzeć określeniom dotyczącym wyglądu człowieka, okazałoby się, że z lekceważeniem odnosimy się zarówno do osób niskich („kurdupel”, „konus”, „mikrus”), jak i do wysokich („drągal”, „dryblas”, „tyka”); do szczupłych („cherlak”, „zdechlak”, „chuchro”), jak i do tęgich („spaślak”, „tłuścioch”, „baleron”); do dbających o wygląd („elegancik”, „laluś”, „goguś”), jak i do niezadbanych („obdartus”, „flejtuch”, „kocmołuch”). Czyżby zatem ideałem utrwalonym w polszczyźnie potocznej był człowiek, który niczym się nie wyróżnia?
Spośród cech psychicznych nie zyskały aprobaty użytkowników języka polskiego te, które mogą być uciążliwe dla otoczenia, na przykład skłonność do płaczu i narzekania („beksa”, „maruda”, „mazgaj”, „zrzęda”) czy agresywność („pyskacz”, „krzykacz”, „narwaniec”). Wypracowaliśmy sobie nawet kilka nazw osób mających dokuczliwy charakter: „zgaga”, „zołza”, człowiek „namolny” czy (nieco wulgarną) „upierdliwy”. Może to świadczyć o tym, że nie przepadamy za ludźmi, którzy „zawracają nam głowę”. Nie lubimy zbytniej otwartości, ponieważ osoby rozmowne określamy mianem „ględ” czy „papli”. Ale negatywny stosunek mamy także do ludzi sprawiających wrażenie zamkniętych, nazywamy ich bowiem „bucami”, „sztywniakami”, „kołkami”, „mrukami”. Gardzimy uległością wobec innych, którą postrzegamy jako przejaw braku godności („lizus”, „wazeliniarz”, „padalec”). Ale pogardzamy też jej brakiem, bo widzimy w nim chęć wynoszenia się nad innych („ważniak”, „zarozumialec”).

Przytoczone przykłady pokazują, że w zasadzie każda cecha psychiczna spośród tych, które zostały zauważone przez język potoczny, jest postrzegana jako wada. Podziw możemy wyrażać jedynie dla czterech (!) cech: skłonności do żartów („jajcarz”, „zgrywus”), odporności psychicznej („twardziel”, „twarda sztuka”), zaradności życiowej („magik”, „obrotny”, „korba”) i ogólnej dobroci dla innych („ludzki”, „równy”, „do rany przyłóż”).

Wydawałoby się, że skoro jakaś cecha uznawana jest za wadę, to jej przeciwieństwo powinno być postrzegane jaka zaleta. Taką dwubiegunowość widać w zasadzie wyłącznie w wypadku czterech przed chwilą opisanych właściwości. Obok określeń wskazujących na pozytywny stosunek do osób charakteryzujących się pewnymi cechami, istnieją wyrażenia negatywnie wartościujące ludzi ich niemających. Zatem człowiek, który nie lubi żartować, jest „ponurakiem” lub „człowiekiem bez jaj”, osoba nieodporna psychicznie to „mięczak”, niezaradna życiowo to „ciapa”, „ciamajda” bądź „ofiara”, a człowiek niedobry dla innych jest „bydlakiem”, „draniem” albo „szują”.

Wśród cech ocenianych dodatnio przeważają te odnoszące się do wartości hedonistycznych (poczucie humoru, odporność, umiejętność radzenia sobie w życiu). Natomiast wartości moralne, które wielu uważa przecież za najważniejsze w życiu, są słabo reprezentowane. Przewaga wartości hedonist...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy