Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

24 maja 2019

Naprawić czy zostawić?

75

Naprawić czy zostawić? Coraz więcej osób ma problem z pełnym zaangażowaniem się w relację, bo nagle pojawiają się wątpliwości, czy na pewno to ten jedyny, ta jedyna. Co się kryje za tymi rozterkami i jak sobie z nimi poradzić?

Czy aby na pewno „lepsze jest wrogiem dobrego”? – zastanawiają się osoby, które nie potrafią podjąć decyzji dotyczącej wyboru partnera i wspólnego życia z nim. Wprawdzie uważają, że partner jest dobry i kochający, że dobrze się im układa, ale gdy na horyzoncie pojawia się ślub i wspólny zakup mieszkania... budzą się w nich coraz większe wątpliwości. Czy to na pewno ten jedyny, ta jedyna? A może w życiu trafi się coś piękniejszego, lepszego?

Trzydziestopięcioletnia Marzena od ponad roku jest w związku z ciepłym, spokojnym, nieco zachowawczym mężczyzną, który jest zdecydowany na bycie z nią i wspólną przyszłość. Jednak teraz Marzena skupia się głównie na tym, czego mu brakuje, a co dla niej jest istotne – nie kupił kwiatów na imieniny, nie zrobił kawy do łóżka, nie pozmywał naczyń po spotkaniu z przyjaciółmi. Często na niego narzeka, deprecjonuje go nawet przy znajomych. Czuje się przy nim bezpieczna, ale ciągle czegoś jej brakuje. Już nie docenia tego, co – po wielu niestabilnych, krótkotrwałych relacjach – wniósł w jej życie obecny partner.

Dopóki Marzena narzeka i koncentruje się na swoim partnerze, nie może zobaczyć, na czym polega jej problem z zaangażowaniem się w związek i co sprawiło, że tak długo była sama (i być może niedługo znowu będzie). Zła i niezadowolona z partnera, nie otwiera się: nie mówi o swoich potrzebach, uczuciach, o tym, z czym jest jej źle. Przez to nie buduje prawdziwej bliskości z nim.

Poczekać na ideał

Problem z pełnym zaangażowaniem się uczuciowym i emocjonalną bliskością może również pojawić się po ślubie. Pierwsze kryzysy zasiewają wątp[-]liwość w nim lub w niej – naprawiać czy zamknąć związek i szukać nowego, lepszego? Za tym dylematem również może kryć się trudność z budowaniem bliskości, która przetrwa i dobre, i złe, przez co jeszcze bardziej się umocni. Kiedy jesteśmy z kimś mocno związani, każde jego zachowanie ma na nas duży wpływ, czujemy silną zależność od tej osoby. To nie zawsze jest komfortowe, jednak pragnienie bliskości z drugim człowiekiem wpisane jest w naszą naturę.

Dlaczego zatem odwlekamy decyzję o zaangażowaniu się w bliski związek? Kiedyś tę decyzję w dużej mierze podejmowała rodzina – rodzice – przyszłych małżonków. Dziś opieramy się wyłącznie na własnej wiedzy i uczuciach. Z jednej strony mamy pełną odpowiedzialność, z drugiej – bardzo dużo możliwości wyboru modelu życia czy partnera.

Wiele osób chce jak najdłużej utrzymać to charakterystyczne dla młodości poczucie nieograniczonych możliwości. Im więcej opcji, tym większy lęk przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ale możliwości się zawężają, gdy zbyt długo zwlekamy.
Nadal jednak szukamy ideału, bo żyjemy w świecie, w którym przestają wystarczać rzeczy „wystarczająco dobre” i zaspakajające potrzeby. Boimy się zaangażować w relację z osobą nieidealną. Może zatem lepiej poczekać na kogoś lepszego, może jeszcze poszukać, a gdy coś się w związku psuje – spróbować znaleźć szczęście w kolejnym?

Tylko nie jak rodzice

Innym powodem lęku przed głębszym zaangażowaniem jest ryzyko porażki, skrzywdzenia lub odrzucenia. Partnerzy boją się, co przyniesie związek, tego, że utracą kontrolę nad partnerem/współmałżonkiem.

Dzieje się tak między innymi dlatego, że brakuje im wiary w siebie i w to, że są w stanie poradzić sobie z nieporozumieniami, przetrwać zawieruchę w związku, pomieścić i wytrzymać emocje związane z kryzysem lub porażką. Często jako dzieci nie otrzymali odpowiedniego wsparcia emocjonalnego od rodziców i opiekunów. Nie nauczyli się rozumieć, co się z nimi dzieje i jak sobie radzić z emocjami. Tymczasem pokonywanie pewnych trudności wraz z dzieckiem, pomaganie mu w zrozumieniu i przyjęciu własnych emocji zwiększa odporność psychiczną, przynosi doświadczenie sukcesu i sprzyja przekonaniu, że z porażek można się podnieść – czyli przeżyć je i wzmocnionym pójść dalej.

Nie bez znaczenia jest także obraz związku rodziców, z jakim wchodzimy w bliskie, intymne relacje. Jest on matrycą, którą najczęściej w jakiejś konfiguracji powtarzamy lub której chcemy uniknąć. Jeśli relacja rodziców pozbawiona była wzajemnego szacunku, dbałości o uczucie, a nasycona obojętnością lub przejawami agresji jednego z nich lub obojga, to negatywnie rzutuje na nasze wybory i zachowania w relacji. Z lęku przed takim doświadczeniem (obserwowanym w rodzinie albo przeżytym we wcześniejszym związku) możemy asekuracyjnie wycofywać się z dobrze rokujących związków.

Uciekam, bo jest dobrze

Dla niektórych osób niepokojąca jest sama zmiana – wejście w kolejny etap dorosłego życia, zamknięcie za sobą drzwi, za którymi zostaje młodzieńcza swoboda, poczucie niezależności i autonomii.

Maciej był najstarszym dzieckiem. Jego rodzice żyli w emocjonalnym dystansie. Czuł, że łączy ich utrzymanie domu i podstawowa opieka nad dziećmi, jednak nie było między nimi uczuć i zaangażowania emocjonalnego w sprawy rodziny....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy