Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

25 maja 2016

Na zawsze razem sobą znudzeni

25

Uwaga żony, uwaga mężowie! Pojawił się nowy „wirus”, niebezpieczny dla związków: małżeńska melancholia. Czy może zagrażać również wam? Jak się przed nim ustrzec?

„Nie możesz liczyć na nikogo oprócz siebie. To smutne, ale prawdziwe”, mówi Carolyn Burnham po kilkunastu latach małżeństwa z Lesterem. Mają wszystko, o czym można marzyć: rodzinę, dobrą pracę, duży dom. A jednak nie czują się szczęśliwi. „Nasze małżeństwo jest tylko na pokaz. Reklama naszej normalności, wszystkiego, czym nie jesteśmy. Moja żona... Carolyn. Nożyce ogrodowe pasują do jej butów. To nie przypadek. Męczy mnie samo patrzenie na nią. Nie zawsze taka była. Kiedyś była szczęśliwa. My byliśmy szczęśliwi”, opowiada Lester, bohater dramatu obyczajowego „American Beauty”. Ich związek stracił urok, stał się wspólną mordęgą...

Żyli długo i szczęśliwie – dziś to możliwe tylko w komediach romantycznych i romansowej literaturze, ostrzega dr Pamela Haag z Rutgers University. W swojej najnowszej książce Marriage Confidential nazywa XXI wiek epoką postromantycznej małżeńskiej melancholii. „Cierpiące na tę przypadłość pary nie żyją w stresie, nie są skonfliktowane, nie rzucają talerzami i nie wrzeszczą na siebie”, tłumaczyła w wywiadzie dla „The Huffington Post”. „To sympatyczne, ale tkwiące w apatii małżeństwa, które pewnego dnia odkrywają, że są szczęśliwe połowicznie”.

Badania dr Haag z udziałem niemal 2 tys. osób wykazały, że aż jedna trzecia małżonków nie poślubiłaby obecnego partnera – gdyby mogła cofnąć czas – a 65 procent żon oraz 85 procent mężów zdradzałoby, gdyby mieli pewność, że zdrada nie zostanie wykryta. Niedawno amerykańskie Pew Research Center podało wyniki sondy, w której aż 40 procent badanych Amerykanów uznało małżeństwo za przestarzałą instytucję. Jeszcze krytyczniej oceniają małżeństwo przedstawiciele tzw. pokolenia milenijnego (osoby w wieku 18–29 lat), dla których bycie dobrym rodzicem jest ważniejsze od udanego małżeństwa. „Większość z nas tkwi w nijakich, nieciekawych związkach. Większość z nas pod koniec kolejnego nudnego dnia spogląda na swojego współmałżonka i zastanawia się, czy to był dobry wybór”, twierdzi Pamela Haag i zastanawia się, dlaczego nic nie robimy z tą niesatysfakcjonującą sytuacją. Nie szukamy pomocy, by uzdrowić związek, ani nie decydujemy się na rozstanie – niektórzy uciekają w realne lub wirtualne romanse. Dlaczego tkwimy w ambiwalencji? Czyżby dopadła nas melancholia małżeńska?

Bez romantyzmu
„Coś straciłem. Nie jestem do końca pewien co. Ale wiem, że nie zawsze czułem się taki... uśpiony”, przyznaje Lester Burnham. Jego małżeństwo też jest „uśpione”. Wraz z żoną co wieczór zasiadają do idealnie nakrytego stołu, znosząc swoje towarzystwo. Takie uśpione, letnie małżeństwa jeszcze dziesięć lat temu rozstawały się częściej niż małżonkowie skonfliktowani, w relacjach „na noże”. Taki obraz wyłaniał się z badań opisanych w 2001 roku przez Paula R. Amato, socjologa rodziny z Pennsylvania State University. Okazało się, że 60 procent rozwodów dotyczyło par „nisko konfliktowych”, w których nie było nadużyć, przemocy fizycznej i psychicznej, uzależnień, nieustannych awantur i innych dysfunkcyjnych zachowań. Na zewnątrz wydawały się „dobrymi małżeństwami”, tymczasem umiarkowane poczucie szczęścia nie wystarczyło im, by pozostać w związku.

Z badań dr Haag wynika, że dziś sytuacja wygląda inaczej. Partnerzy „uśpieni” trwają ze sobą mimo apatii i braku motywacji, ponieważ towarzyszy im świadomość, jak dużą część siebie oddali dla małżeństwa. I że to poświęcenie było zbyt duże i ważne, by z niego rezygnować. „Choć dziś nie obowiązują już te same społeczno-kulturowe standardy, co pół wieku temu, nadal organizujemy związki według tych samych założeń. Współczesne małżeństwa próbują żyć paradygmatem romantycznym w epoce postromantycznej”, twierdzi badaczka. Idealizują łączące ich uczucie i wierzą, że miłość przetrwa wszystko, bo byli sobie przeznaczeni. Takie małżeństwa wyglądają na stabilnie z zewnątrz, ale są zaskakująco kruche. „Instynktownie kroczymy szlakiem wytyczonym przez małżeństwa naszych rodziców”, pisze Pamela Haag i cytuje swoją matkę, która uważa, że „są gorsze rzeczy w życiu, niż bycie znudzoną i niespełnioną żoną”, a kobieta dobrowolnie rezygnująca z siebie na rzecz niesatysfakcjonującego małżeństwa nie ogranicza siebie – jest dojrzałą realistką.

Badaczka twierdzi, że współcześni „uśpieni” partnerzy uznali, że częścią małżeństwa jest „bycie nieco nieusatysfakcjonowanym”. Większość „połowicznie szczęśliwych żon” odczuwa samotność i czasami tęskni za porywami serca, a „połowicznie szczęśliwi” mężowie czują się uwięzieni w pułapce monogamii. Te odczucia towarzyszą zarówno osobom, które pobrały się bardzo młodo, jak i tym, które zwlekały ze ślubem. Co ciekawe, rozczarowanie towarzyszyło zarówno tym, którzy mieli wygórowane oczekiwania na początku małżeństwa, jak i tym, którzy nie spodziewali się „fajerwerków”. Nuda dopada ich z równą siłą...

Amerykańskie badanie z udziałem niemal 3500 użytkowników serwisu internetowego Good in Bed, prowadzone pod kierunkiem dr Kristen Mark z The Kinsey Institute for Research in Sex, Gender and Reproduction wykazały, że 25 proc. ludzi nudzi się w swoich monogamicznych relacjach, a kolejne 25 proc. jest „na krawędzi” znudzenia. Dr Ian Kerner, założyciel serwisu Good in Bed i współautor książki Love in the Time of Colic, porównuje nudę do ataku wirusa na system odpornościowy relacji. Jedna piąta respondentów przyznała, że dopuściła się zdrady, pragnąc uciec od rutyny panującej w ich związkach.

Dr Pamela Haag wymienia pięć typów współczesnych małżeństw. 1. Małżonkowie szczęśliwi połowicznie. W jednej chwili czują, że współmałżonek jest jak los wygrany na loterii, by zaraz potem zastanawiać się, jak z nim wytrzymują. Partnerzy nie uważają się ani za nieszczęśliwe małżeństwo, ani za udane. Jeśli dochodzi do rozwodu, jako powód podają „niezgodność charakterów”. 2. Małżeństwo rodzicielskie. Dzieci często są głównym powodem zawarcia małżeństwa i utrzymywania go. Rodzicielstwo jest traktowane przez małżonków jak zawód, a dzieci stawia...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy