Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

MOWA DOTYKU

0 606

Kobiety we wzajemnych kontaktach dotykają się częściej niż mężczyźni. Męski lęk przed dotykaniem ma swoje źródła w obawie przed posądzeniem o skłonności homoseksualne. O komunikacji niewerbalnej pisze BOŻENA JANDA-DĘBEK.

Gdy mężczyzna i kobieta chcą nawiązać między sobą intymną relację, zazwyczaj zachowują się w określony sposób. Poza wypowiadaniem czułych słów i prawieniem sobie komplementów, wykonują pewną stałą sekwencję gestów, którą precyzyjnie opisał Desmond Morris, jeden ze znawców ludzkich (i nie tylko) zachowań. Otóż po etapie oglądania ewentualnego partnera, spoglądaniu w oczy i nawiązaniu kontaktu głosowego, mężczyzna i kobieta dotykają swoich dłoni, potem zbliżają ręce do ciała drugiej osoby, obejmują się, aż wreszcie dochodzi do pocałunku i pieszczot intymnych części ciała. Zmiana tego porządku czy opuszczenie któregokolwiek z jego elementów może zakłócić przebieg interakcji.

Ale Morris opisywał taką sekwencję zachowań w drugiej połowie dwudziestego wieku. Czy w dwudziestym pierwszym wieku będzie tak samo? Oto jedna z wrocławskich dyskotek. Przy dźwiękach techno porusza się na podeście tłum dziewcząt. Wokół stoją młodzi mężczyźni z kuflami piwa. Owszem, najpierw przyglądają się tańczącym kobietom, lecz dalsze sekwencje zachowań nie pasują już do typologii Morrisa. Co jakiś czas któryś z nich wchodzi na parkiet i staje bokiem do wybranej dziewczyny. Ale nie bierze jej za rękę ani nie obejmuje, tylko obok niej zaczyna poruszać się w rytm muzyki. Po dłuższej chwili odwraca się przodem do „partnerki” i oboje tańczą, nadal jednak nie dotykając się. Dziewczyna nie wymaga zapraszającego do tańca gestu. Wręcz przeciwnie – porusza się z jeszcze większym zapałem niż przedtem. Najwyraźniej ci młodzi ludzie próbują nawiązać bliski kontakt, nie dotykając się wcale. Po skończonym tańcu odchodzą razem, nie trzymając się nawet za ręce. Nawiązanie znajomości chyba się udało.

Dlaczego ci młodzi ludzie z dyskoteki nie przestrzegają reguł, o których pisał Morris? Czy dotykanie się jest nadal jednym z podstawowych sposobów ludzkiej komunikacji? Jeśli pominiemy tak szczególne obyczaje, jak ten z wrocławskiej dyskoteki, to obserwacja ludzi pozwala nam powiedzieć, że tak. Ludzie podają sobie ręce na przywitanie i pożegnanie, młodzi obejmują się wiosną w parkach, mamy przytulają swoje dzieci, koledzy klepią się po plecach, a szefowie protekcjonalnie poklepują po ramieniu podwładnych.

Dotyk spełnia ogromną rolę w komunikacji między ludźmi. W kulturach pierwotnych był prawdopodobnie podstawowym sposobem porozumiewania (lingwista Derek Bickerton w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Der Spiegel” twierdzi wręcz, że ludzka mowa wywodzi się z mowy gestów). Za pomocą dotyku nadal potrafimy w trakcie rozmowy przekazywać informacje o rodzaju i poziomie naszego zaangażowania emocjonalnego, wpływać na przebieg spotkania, określać status i poziom dominacji czy podporządkowania jego uczestników.

Jeśli weźmiemy pod uwagę intencje uczestników, to za Richardem Heslinem możemy sklasyfikować dotyk jako: funkcjonalno-zawodowy (jego istotą jest realizacja jakiegoś celu), społeczno-uprzejmy (reguluje interakcję między słabo znającymi się ludźmi), przyjazno-ciepły (podkreśla pozytywne uczucia do drugiej osoby), uczuciowo-intymny (służy akcentowaniu uczucia miłości do innych), seksualny (ma dostarczać doznań zmysłowych).

Komunikowanie się przez dotyk jest jednak zdecydowanie odmienne od komunikowania się przy pomocy mowy. Dzieje się tak choćby dlatego, że w tym pierwszym przypadku podstawową rolę odgrywa własne ciało.

To, jak często porozumiewamy się za pomocą dotyku, zależy od wielu czynników. Przede wszystkim wynika z oceny sytuacji, w jakiej się znajdujemy, z relacji, jakie łączą nas z innymi, i celu, jaki w danej sytuacji chcemy osiągnąć. Z badań Nancy Henley wynika, że częściej korzystamy z różnych form dotyku, gdy udzielamy informacji – a nie gdy jej potrzebujemy; kiedy wydajemy polecenia – a nie wówczas, gdy je przyjmujemy; kiedy prosimy o przysługę – a nie wtedy, gdy ją spełniamy; kiedy jesteśmy zaangażowani w rozmowę i przekonujemy innych do naszych argumentów (ale raczej w rozmowach prywatnych niż w zawodowych) – a nie wówczas, gdy ktoś nas próbuje przekonać; kiedy wysłuchujemy problemów innych – a nie wtedy, gdy sami o nich opowiadamy.

Desmond Morris, Mark Knapp i Judit Hall uznają za zaburzony rozwój dziecka, które jest pozbawione dostatecznej ilości i jakości doznań związanych z dotykaniem ciała swojego i innych. Wolniej uczy się ono chodzić i mówić, ma trudności z wyrażaniem własnych uczuć, a nawet może dojść u niego do zaburzeń zachowania i rozwoju fizycznego. Deborah Blu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy