Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

MORDERCY NA SERIO

0 308

Seryjni mordercy przerażają i jednocześnie fascynują, dlatego pewnie cieszą się nieustanną popularnością w mediach. Nie tylko są bohaterami filmów czy książek, ale też sami bardzo chętnie występują w światłach reflektorów. Sprawiają, że widzimy ich innymi, niż są w rzeczywistości, że odczytują nasze potrzeby, manipulują nami, kłamią, epatują złem i bezwzględnością.

Cześć, jestem Ted. Czy mogłabyś mi pomóc? Nie mogę sobie dać rady z załadowaniem łodzi na samochód. To naprawdę zajmie ci tylko chwilę – zapewne takie słowa usłyszała Denise Naslund 14 lipca 1974 roku od sympatycznie wyglądającego mężczyzny z ręką w gipsie. Cóż, w końcu w Lake Sammamish State Park, w stanie Waszyngton, taka prośba nie była niczym szczególnie wyjątkowym, a Denise zawsze starała się pomóc ludziom. Szczątki jej zwłok i porwanej tego samego dnia Janie Ott znaleziono w sierpniu 1974 roku.

Dopiero kilka lat później policja wykryła, że mężczyzną mającym rękę (czasem nogę) w gipsie i proszącym o pomoc w załadowaniu łodzi (ale też o przyniesienie książek do samochodu czy pomoc w uruchomieniu auta) jest Ted Bundy. Podejrzewano go o zamordowanie 100 młodych kobiet! Przyznał się do 28 zabójstw (słynny Kuba Rozpruwacz miał ich na koncie „tylko” 8). Ostatecznie Bundy został trzykrotnie skazany na śmierć za morderstwa popełnione w stanie Floryda. Zginął na krześle elektrycznym 24 stycznia 1989 roku.

Seryjni mordercy przerażają i jednocześnie fascynują, dlatego pewnie cieszą się nieustanną popularnością w mediach. Nie tylko są bohaterami filmów czy książek, ale też sami bardzo chętnie występują w światłach reflektorów. Issei Sagawa, który zamordował młodą kobietę i zjadł ją, nie dość, że cieszy się wolnością, to często udziela wywiadów, bierze udział w wielu programach telewizyjnych, a na własnej stronie internetowej z detalami opisał swoją zbrodnię i zalety ludożerstwa! Napisał także książkę sprzedaną w 20 tys. egzemplarzy.

Edmund Kemper, który dokonał 8 morderstw (pierwszego w wieku 15 lat), i John Wayne Gacy, któremu udowodniono popełnienie 33 zabójstw (skazany na karę śmierci i stracony w 1994 roku w więzieniu w Ilinois), w roku 1988 wzięli udział w programie telewizyjnym i dokładnie opowiedzieli o swoich zbrodniach!
Po co zatem pisać o nich kolejny artykuł? Chcemy pokazać, jakich metod używają seryjni mordercy i dlaczego są one tak przerażająco skuteczne. Szacuje się, że w polskich więzieniach przebywa około 2 tys. seryjnych gwałcicieli i seryjnych morderców. Gdy wyjdą na wolność, w świetle prawa stają się pełnoprawnymi obywatelami. Nikt ich nie kontroluje. Mogą podjąć leczenie albo nie. Jednak policyjne statystyki uczą, że nader rzadko nie popełniają kolejnych zbrodni. Choćby z tego względu warto zaznajomić się z metodami, które stosują.

Jak wyglądają seryjni mordercy (tym mianem określa się kogoś, kto popełnił co najmniej trzy morderstwa)? W potocznej świadomości ich obraz oscyluje pomiędzy wizerunkiem pełnej wdzięku osoby, o błyskotliwej inteligencji i dużej erudycji, a biegającym z rozwianym włosem szaleńcem. Coś między Hannibalem Lecterem z „Milczenia owiec” a Quasimodo. I co najważniejsze, oba te wyobrażenia mogą być prawdziwe. Pierwsze reprezentowali między innymi Ted Bundy i Albert de Salvo, znany jako „Dusiciel z Bostonu”. W powszechnej opinii de Salvo był „człowiekiem o miłej powierzchowności, chłopięcej twarzy, nienagannych manierach, szarmanckim podejściu do płci pięknej, a na dodatek przeciwnikiem palenia papierosów i nadużywania alkoholu”. Ów tak sympatyczny mężczyzna został oskarżony o zabójstwo 22 kobiet. Przyznał się do 11 zbrodni i szczegółowo je opisał. W listopadzie 1973 roku ktoś zasztyletował go w więzieniu.
Przeciwieństwem de Salvo był Earle Nelson, który od dziennikarzy otrzymał niezwykle celny przydomek „Goryl”. Popełnił co najmniej 22 morderstwa. Jego polskim „odpowiednikiem” jest odsiadujący dwudziestopięcioletni wyrok Leszek Pękalski, który przyznał się do zamordowania około 70 kobiet (skazany ostatecznie za jedno zabójstwo).

A jak wygląda „przeciętny” seryjny gwałciciel czy morderca? W klasycznym opisie to biały mężczyzna między 25. a 35. rokiem życia, o IQ wahającym się między dolną a średnią granicą normy. Zazwyczaj wygląda zupełnie zwyczajnie, tak jak zabójca 8 kobiet Michael Ross (znany jako „Dusiciel z pobocza drogi”). Na detektywie Michaelu Malchiku, który aresztował go w czerwcu 1984 roku, takie oto sprawił wrażenie: „Gdy się na niego popatrzy, jest zupełnie nijaki, a już na pewno nie groźny. Ma dobry charakter i ładnie się wysławia. (...) Pracował jako agent ubezpieczeniowy i miał dobry kontakt z ludźmi. Nikt nie podejrzewał, że jest w stanie popełnić tak ohydne zbrodnie. Nie było w nim nic przerażającego, żaden z jego znajomych nie był w stanie dostrzec jego ciemnej strony”.
Najróżniejszej maści przestępcom – począwszy od kieszonkowców, a skończywszy na seryjnych mordercach – sprzyja przede wszystkim powszechna skłonność ich ofiar (ale też ścigających) do uruchamiania stereotypów. Stereotypy to – najkrócej mówiąc – uproszczone obrazy osób, grup i stosunków społecznych, ukształtowane na podstawie niepełnej lub fałszywej wiedzy. Umożliwiają nam w miarę sprawne funkcjonowanie w coraz bardziej złożonej i zmiennej rzeczywistości. Posługiwanie się stereotypami często niestety powoduje, że w drugiej osobie dostrzegamy tylko to, co chcemy zobaczyć. A stąd już krok do pomyłki, która niekiedy może kosztować życie.

Od stereotypu bardzo blisko jest do „efektu aureoli”, polegającego na rozciąganiu jednej pozytywnej cechy na „całość” osoby. Na przykład X schludnie wygląda, więc oceniamy go jako porządnego człowieka. Niejeden seryjny morderca mniej czy bardziej świadomie starał się „wykreować” jedną pozytywną, rzucającą się w oczy cechę. Tak działał na przykład Ted Bundy, który starał się sprawić na swoich ofiarach wrażenie najzupełniej normalnego, inteligentnego, nieco nieśmiałego człowieka.

Innym aspektem „efektu aureoli” jest tzw. efekt Horna. Polega on na rozszerzeniu negatywnej oceny jednej cechy na pozostałe. Martha Beck i Raymond Fernandez tworzyli zbrodniczy tandem, który „specjalizował się” w mordowaniu kandydatek na żonę Fernandeza, „rekrutowanych” najczęściej z klubów samotnych serc. Oni sami byli kochankami (ponoć połączyły ich specyficzne preferencje seksualne). Beck – trzykrotnie rozwiedziona, matka czworga dzieci – była kobietą grubą, niezgrabną i brzydką. Fernandez, typ latynoskiego amanta, przedstawiał ją przyszłym ofiarom jako swoją siostrę. Jej miły sposób bycia, tusza i brzydota wzbudzały w kobietach zaufanie. Wiele z nich przypłaciło swój błąd życiem.

Beck i Fernandez do końca próbowali prowadzić grę opartą na wykorzystaniu stereotypów i „efektu aureoli”. Gdy policjanci przyszli do nich, uprzejmie zaproponowali przeszukanie całego domu. W czasie rewizji sami wskazywali funkcjonariuszom miejsca, które nie były jeszcze sprawdzane! Nawet gdy pod warstwą świeżego cementu policjanci znaleźli ciało jednej z ofiar, oboje zachowali podziwu godny spokój. Do końca mieli nadzieję, że poczciwe i pomocne zachowanie pozwoli im wyjść cało z opresji. Trafili jednak na doświadczonych śledczych, na których ich gra nie zrobiła wrażenia.

Podobną grę prowadził też Karol Kot, który terroryzował Kraków w 1966 roku (stąd jego przydomek „Wampir z Krakowa”). W książce „Kto zabija człowieka” Bogusław Sygit przytacza taką jego wypowiedź: „Piłem krew z cielęcia i wieprza. (...) Zabijałem potem żaby, kury, gawrony, krety i cielęta. Matka o tym nic nie wiedziała, a dla niepoznaki odmawiałem jej zabicia ryby czy drobiu na obiad, choć to powstrzymywanie się dużo mnie kosztowało, bo przecież tak lubiłem wydłubywać oczy ptakom, pruć ich flaki i lizać krew”. W chwili zatrzymania Kot był 19-letnim maturzystą „o niezwykle przyjemnej twarzy, miłym i grzecznym, którego powierzchowność musiała budzić zaufanie”. Ostatecznie udowodniono mu 2 zabójstwa dokonane, 10 zabójstw usiłowanych (w tym 6 przez otrucie) i 4 zbrodnicze podpalenia.

Seryjni mordercy to tzw. przestępcy zorganizowani, którzy starannie przygotowują się do swoich działań: gromadzą materiały odnoszące się w przeróżny sposób do planowanych przez nich przestępstw, szczegółowo planują przebieg zbrodni i ćwiczą go, aby nabrać niezbędnej wprawy. Wspomniany już Edmund Kemper podczas pierwszego pobytu w więzieniu pracował w laboratorium psychologicznym, w którym pomagał w przeprowadzaniu testów (ucząc się jednocześnie terminologii psychologicznej), uczęszczał na zajęcia grupy biblijnej, ale też pilnie studiował i analizował poczynania innych gwałcicieli, ich błędy i powody złapania. Po wyjściu z więzienia, zanim rozpoczął zbrodniczą działalność, najpierw nauczył się zdobywać zaufanie młodych autostopowiczek. Jeździł po autostradzie, zabierał je, obserwował, jak reagują na niego, jak najłatwiej uśpić ich czujność, jak pozyskać ich zaufanie. Gdy już to umiał, zaczął gwałcić i mordować.

Wybitny psychiatra amerykański John Douglas, autor książki „Mindhunter”, który wiele czasu spędził na badaniu seryjnych morderców, nie ma wątpliwości, że są oni prawdziwymi „ekspertami w ocenianiu ludzi”. Choć mają bardzo niski poziom empatii, potrafią niezwykle sprawnie wykorzystywać uczucia innych osób. Warto zaznaczyć, że psychopaci wykorzystują empatię w sposób „mechaniczny”. Sami nie rozumieją uczuć ani bólu swoich ofiar, doskonale natomiast wiedzą, w jaką strunę uderzyć, aby wywołać współczucie i litość. Ted Bundy wzbudzał współczucie swoją nieporadnością, spowodowaną „złamaną” ręką. Karol Kot „wziął” jedną ze swoich ofiar na ból wywołany rzekomym zwichnięciem nogi. Podobnych przykładów można znaleźć wiele.

Perfidną metodą bazującą na empatii jest prezentowanie siebie jako osoby słabszej, potrzebującej wsparcia i zrozumienia ze strony przyszłych ofiar. Mordercy starają się wymusić na nich, by spojrzały na całą sytuację z ich perspektywy, co w konsekwencji prowadzi do uznania przez ofiary ich punktu widzenia, a nawet do współczucia. Co więcej, próbują manipulować także policjantami, prokuratorami czy sędziami. „To, co zrobiłem, było bardzo poważnym czynem. Nigdy przedtem nie byłem w tak okropnej sytuacji. Jest to koszmar, który się spełnił. Jeśli jakiekolwiek z moich wcześniejszych zachowań miałoby mną wstrząsnąć, to byłoby właśnie to. (...) Jedyną rzeczą, jaką mam teraz w głowie, która jest mocna i daje mi pewien rodzaj dumy, jest moja praca....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy