Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Psychologia w działaniu

12 czerwca 2020

NR 1 (Styczeń 2018)

Mięsień spokoju

140

Szczęście można osiągnąć nie tyle goniąc z uporem maniaka za przyjemnymi doświadczeniami, ile kultywując pewien rodzaj wyciszenia, ze spokojem przyjmując to, co się nam przytrafia.

Daria Grabda: Dlaczego im bardziej próbujemy być szczęśliwi, tym mniejsze szanse, że tak się stanie?

Oliver Burkeman: Po wielu latach pisania na tematy psychologiczne, po zgłębianiu licznych badań naukowych, teorii psychologicznych i filozoficznych – zauważyłem, że łączy je jedna myśl: usilne staranie, by czuć się szczęśliwym, wpędza nas w rozpacz. Nasze ciągłe wysiłki, by wyeliminować negatywne uczucia – takie jak brak pewności siebie, niepewność, poczucie porażki czy smutek – sprawiają, że czujemy się nieszczęśliwi. Wniosek ten wydaje się przygnębiający, ale wcale nie musi taki być. Okazuje się, że aby poczuć autentyczne szczęście, musimy być gotowi na przyjęcie negatywnych emocji, a przede wszystkim przestać przed nimi uciekać. Ta myśl zdumiewa – kwestionuje nie tylko nasze sposoby osiągania szczęścia, ale także jego pojmowanie.

POLECAMY

Jak na cywilizację tak mocno zafiksowaną na dążeniu do szczęścia, wydajemy się wyjątkowo niekompetentni w osiąganiu tego celu. Jedno ze znanych odkryć „nauki o szczęściu” głosi, że niezliczone zdobycze i udogodnienia nowoczesności niewiele poprawiły średni wskaźnik nastroju współczesnych społeczeństw. Wydaje się, że wzrost gospodarczy niekoniecznie oznacza
większą liczbę szczęśliwych ludzi. Także osobiste dochody, gdy przekroczą pewien poziom, szczęścia nie dają. 

Pana książka Szczęście ma podtytuł „Poradnik dla pesymistów”. Rozprawia się Pan w niej z wszechobecnym kultem optymizmu. Dlaczego uważa Pan, że pozytywne myślenie jest szkodliwe?

To bardzo kusząca idea: jeśli chcesz czuć się szczęśliwy, po prostu wypełnij swój umysł pozytywnymi myślami i ekscytującymi planami na przyszłość. W rzeczywistości jednak bardzo trudno jest kontrolować myśli i emocje w ten sposób. Wystarczy zrobić mały eksperyment. Poproś kogoś, by przez chwilę nie myślał o niedźwiedziu polarnym... Okaże się, że ta osoba będzie myśleć tylko o nim. Podobnie jest z negatywnymi myślami. Kiedy starasz się nie myśleć o kłopotach i zmartwieniach, one ciągle pojawiają się w twojej głowie. To bardzo stresujące.

Zamiast pozytywnego myślenia proponuje Pan praktykowanie uważności i medytacji. Jak mogą one pomóc ludziom osiągnąć cele i sprostać wyzwaniom?

Moim zdaniem prawdziwa wartość medytacji polega na tym, że jest ona przeciwieństwem pozytywnego myślenia. To trening umysłu, który pokazuje nam, jak być obecnym tu i teraz, przy naszych myślach i emocjach, zamiast rozpaczliwie próbować pozbyć się tego, co negatywne. Sam uczestniczyłem w tygodniowym odosobnieniu. Na początku medytacja było okropnym doświadczeniem. Kiedy próbowałem wyciszyć swój umysł, okazywało się, że jest on bardzo głośny i pełen nonsensów. Im dłużej trwało odosobnienie, tym jaśniejsze stawało się dla mnie, że jego celem nie było wyciszenie umysłu. Chodziło o to, by tam po prostu być; i bez względu na to, jak wielki zgiełk towarzyszy nam w środku, nie poświęcać mu za dużo uwagi. Gdy udało mi się to osiągnąć, w mojej głowie zrobiło się znacznie ciszej. 

Sporo miejsca w książce poświęcił Pan stoicyzmowi. Dlaczego?

Stoicyzm, który narodził się w Grecji, nie powinien być mylony ze współczesnym rozumieniem tego słowa – jako pełnej znużenia, nieskarżącej się rezygnacji. Prawdziwy stoicyzm jest o wiele bardzie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy