Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

MÓJ PRZYJACIEL STAŚ

0 209

ZUZANNA KORDZIŃSKA opowiada o swojej pracy z 9-letnim Stasiem mającym zespół Downa.

Staś ma 9 lat. Jest wesołym, towarzyskim, otwartym chłopcem. Lubi poznawać ludzi, chętnie nawiązuje nowe kontakty i przyjaźnie. Szybko zjednuje sobie sympatię, gdyż jest śmiały, przyjacielski, szalenie rozmowny. Wszędzie go pełno, trudno za nim nadążyć. Stasia trzeba jednak nieustannie pilnować, uwielbia bowiem psocić i robić przeróżne kawały innym. Ciężko utrzymać go w jednym miejscu. Chyba że pojawi się coś, co go bardzo zainteresuje.

Staś jest najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Ma trzech braci, z którymi często się bawi, i rodziców, którzy – choć zapracowani – również poświęcają mu wiele czasu. Mimo to chłopiec czuje się czasem samotny. Reszta rodziny ma również własne sprawy, a on nie bardzo potrafi zorganizować sobie czas wolny, którego ma dużo. Potrzebuje też sporo uwagi poświęconej tylko jemu. Trudno o to w tak dużej rodzinie. Dlatego pojawiłam się ja. Od jakiegoś czasu przez parę godzin w tygodniu jestem tylko dla Stasia. Spotykamy się i organizujemy sobie czas tak, jak chcemy go spędzić. Nikt nam nie przeszkadza ani nie wtrąca się w nasze sprawy. Jednym z moich zadań jest wyciszenie Stasia. Uczę go też zdolności skupienia się na jednej czynności przez dłuższy czas, zwłaszcza gdy wymaga ona wysiłku umysłowego. Nie jest to łatwe, bowiem Staś o wiele chętniej biega, skacze i bawi się w wyścigi samochodowe, niż siedzi przy stoliku, by grać w gry planszowe lub malować.

Staś ma zespół Downa. Ma owalne, skośne oczy oraz problemy z wymową. Z trudem czyta, rysuje, nazywa przedmioty. Ma również piękny uśmiech i olbrzymie serce. Szybko się denerwuje i zniechęca, ale potrafi szczerze przeprosić za swoje nieodpowiednie zachowanie. Trudno jest mu się skupić, ale zwycięstwa i pochwały mobilizują go do pracy. Chętnie przystaje na nowe propozycje aktywności, a sam również ma pomysły na nowe zabawy.

Stasia wszyscy traktują jak zwykłego chłopca. Bo taki właśnie jest. Lubię Stasia i chętnie spędzam z nim czas. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie możemy tylko i wyłącznie bawić się samochodzikami. Nie chcę odbierać mu dzieciństwa, ale chcę również dać mu szansę na osiągnięcie wielu wspaniałych sukcesów na jego miarę (i chodzi mi o podwyższanie – delikatne, ale jednak – poprzeczki, nie zaś o obniżanie jej!). By to się udało, najpierw musiałam poczytać nieco więcej o zespole Downa. Myślę, że każdy z nas coś niecoś o tym upośledzeniu wie. Jednak owo „coś niecoś” to trochę za mało. Zwykle wiemy bowiem, jak osoby z zespołem Downa wyglądają, że są opóźnione w rozwoju, ale zupełnie nie mamy pojęcia, jak z takimi osobami pracować.

Zespół Downa jest jedną z najczęstszych anomalii chromosomowych (częstość występowania to mniej więcej 1 przypadek na 700 urodzeń). Obecność dodatkowego materiału genetycznego wywołuje złożone zaburzenia fizyczne i umysłowe. Ludzie z zespołem Downa są w różnym stopniu upośledzeni umysłowo – niektórzy nie przewyższają inteligencją poziomu dzieci siedmioletnich, inni jednak zdolni są do samodzielnego życia, a także do pracy zarobkowej. Zwykle są mili i przyjacielscy. Łatwo nawiązać z nimi kontakt i porozumieć się. Nie przejawiają raczej zachowań agresywnych. Jednak powinniśmy pamiętać o czymś, co tak trafnie sformułował w roku 1976 Eden: „Według popularnej opinii wszystkie dzieci mongoloidalne są kochające, wylewne, zadowolone z życia, posłuszne, muzykalne. Chyba bezpieczniej byłoby powiedzieć, że dzieci mongoloidalne są indywidualnościami jak każdy z nas i wcale nie muszą mieć żadnej z takich cech”.

Mam to szczęście, że spotykając się ze Stasiem, mogę poświęcić cały czas tylko jemu. To pozwala mi dobrze go poznać, odkryć jego potrzeby, mocne i słabe strony. Nie musimy się spieszyć ani na nikogo czekać. Skupiamy się na trudnościach i wspólnie radzimy sobie z nimi (Staś bardzo lubi współpracę i o wiele lepiej radzi sobie z trudnościami, gdy ma wsparcie dorosłego). Możemy pracować w rytmie odpowiadającym Stasiowi.

Warto wspomnieć, że w pracy z dziećmi z zespołem Downa należy unikać przymusu i kar (najwyższą karą niech będzie brak pochwały lub przerwanie zajęć), nie można okazywać zdenerwowania. Trzeba im wielokrotnie wszystko powtarzać. Dzieci te mają bowiem słabszą pamięć krótkotrwałą (świeżą), co utrudnia im przechowanie informacji tak długo, by można je było odpowiednio przetworzyć. Pamięć długotrwała też nie jest najlepsza, zwłaszcza że dzieci te często zapamiętują rzeczy zupełnie nieistotne, jednocześnie wyrzucając z pamięci to, co ważne. Również ich zakres uwagi jest mniejszy – im dłużej muszą się skoncentrować, tym więcej popełniają błędów. Dlatego (zgodnie z koncepcją Duffy’ego i Wisharta) w nauczaniu należy przyjąć metodę małych kroków. Rośnie wtedy szansa na zakończenie poszczególnych etapów sukcesem, a one z kolei znakomicie motywują dzieci do dalszej pracy.

Podczas paru spotkań zauważyłam, że Staś bardzo lubi muzykę. Zaczął uczęszczać na zajęcia taneczne w szkole. Postanowiłam zatem do pracy z nim włączyć zajęcia muzyczno-rytmiczne. Muzyka służy mi przede wszystkim do uspokajania mojego nieco nadpobudliwego i nadaktywnego „braciszka”. Bowiem dopiero wtedy, gdy uda mi się go uspokoić, mogę w nim wzbudzić twórczy stosunek do muzyki. Dlatego wprowadziłam dwa etapy. Na początku bawimy się przy wspólnym śpiewaniu piosenek typu „Jestem muzykantem konszabelantem” lub „Były sobie krasnoludki”. Naśladujemy grę na instrumentach muzycznych, udajemy krasnoludki albo przeróżne zwierzątka. Naśladowanie zwierząt – ich poruszania się, zachowania, wydawanych przez nie odgłosów – jest zabawą dającą wiele radości. Dzięki niej dzieci mogą też ćwiczyć ori...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy