Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

LOJALNOŚĆ I NIELOJALNOŚĆ

98

Dlaczego donosiciele godzą się na werbunek i jakimi racjami uzasadniają swoje decyzje - zastanawia się WIESŁAW ŁUKASZEWSKI.

Przed sobą mam dwa teksty. Pierwszy, napisany przez Lesława Maleszkę, jest wyznaniem konfidenta o pseudonimie „Ketman”, drugi natomiast, napisany przez Jerzego Morawskiego, dotyczy przyjaciółki, a potem żony Pawła Jasienicy, która była współpracowniczką Służby Bezpieczeństwa.

„Ketman” przez ponad 10 lat systematycznie donosił na swych przyjaciół z demokratycznej opozycji, której był działaczem, i to na wysokim szczeblu. Wiedział dużo i niczego nie ukrywał przed SB. Gdy Polska odzyskała wolność, nadal prowadził aktywną działalność społeczną, był także dziennikarzem – pisywał na przykład do „Gazety Wyborczej”. Zdemaskowali go dawni krakowscy przyjaciele. Napisał tekst zawierający osobiste wyznania, niepozbawiony tonów dramatycznych, ukazujący mechanizm wsysania go w struktury bezpieki. Maleszka tłumaczy się, ale nie oczekuje wybaczenia.
Zofia Nena O’Breteny przez lata słała donosy na Pawła Jasienicę. Zadanie, z którego wywiązywała się bardzo dobrze, zleciła jej Służba Bezpieczeństwa. Po śmierci Jasienicy SB oddelegowało ją do podobnej pracy. Nadal radziła sobie dobrze.

Wielu było takich ludzi – oddelegowanych do pracy naukowej, na studia, do działalności opozycyjnej, do fabryki. Niektórzy już zostali zdemaskowani, inni żyją w trwodze, obawiając się, że ich działalność wyjdzie na jaw. Wszyscy mają jakieś wyjaśnienie swego postępowania. Ale czy ludzie, którzy utracili wiarygodność, mogą dostarczyć wiarygodnych wyjaśnień? Trudno im wierzyć, a przecież chce się wiedzieć.

Dlaczego? Dlaczego on (ona, oni) to zrobił? – to pytanie pojawia się natarczywie. Chciałoby się otrzymać jakieś proste wyjaśnienie. Tymczasem prostych wyjaśnień prawdopodobnie nie ma. Wszystkie są zbyt proste.

Najprostsze wyjaśnienie nielojalności to pieniądze. Ktoś wynajął się do takich usług. Jako pracownik usługowy stara się więc dobrze wykonać swoje zdanie i „uczciwie” zapracować na wynagrodzenie. To oczywiście jest możliwe. W przypadku donoszenia na obcych koszt nikczemnej działalności jest subiektywnie mały, a szeroko pojmowane zyski są względnie duże. W sytuacji donoszenia na bliskich duży jest również koszt, kto wie, czy nie większy niż zyski. Czy donoszenie na swoich przyjaciół, na rodzinę, nie oznacza w konsekwencji, że pogorszenie ich losu będzie także pogorszeniem losu własnego? Zatem w przypadku inwigilowania osób bliskich pieniądze mogą być początkiem brudnej roboty, ale nie wyjaśniają zgody na kontynuację.

Strach, a ściślej dwa strachy są kolejnym wyjaśnieniem nielojalności. Pierwszy dotyczy widma konsekwencji odmowy współpracy (pobiją mnie, skompromitują, pójdę do więzienia). Drugi wiąże się z konsekwencjami zaprzestania współpracy (przecież mnie skompromitują, ujawnią moją współpracę, zabiją). Służby tajne działają często wedle prostej zasady: „Albo będziesz z nami współpracował i wtedy nikt się nie dowie, albo rozpuścimy wiadomość, że z nami współpracujesz i jesteś przegrany”. Makiawelizm tej reguły jest oczywisty. Okazywała się jednak (i jeszcze nieraz okaże się) skuteczna.

Trzecim wyjaśnieniem nielojalności jest efekt zaangażowania, nazywany też czasem „efektem Concorde” (od marki naddźwiękowego odrzutowca). Sprowadza się on do prostej konstatacji: „Skoro tyle już zrobiłem, skoro poniosłem takie koszty, to teraz właściwie nie mogę się wycofać; nie ma odwrotu”. A im większe zaangażowanie, tym większe prawdopodobieństwo dalszego zaangażowania. Uruchamia się błędne koło. Fachowcy od werbunku dobrze wiedzą, że zaczynać trzeba niewinnie (sam fakt współpracy jest ważniejszy od informacji), a kiedy sto...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy