Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ŁASKA ŻYCIA

0 440

Gdy ojciec Julki popełnił samobójstwo, nikt nie potrafił jej pomóc. Dzisiaj z trudem zaczyna żyć normalnie – pisze ANNA STASZEWSKA.

Julka nie umie powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Wie tylko, że z czasem było coraz gorzej i było jej coraz mniej. Przez wiele lat żyła w przeświadczeniu, że po prostu takiej jest konstrukcji. A skoro taką Bóg ją stworzył, no to już trudno. Z dzieciństwa pamięta głównie te chwile, kiedy sama włóczyła się po lesie, spędzała mnóstwo czasu w piwnicy i na terenie ogródków działkowych, gdzie hodowała koty. Pamięta też, jak godzinami wystawała na ulicy, wypatrując w dali znajomej postaci taty lub mamy. Często zostawała sama albo pod czyjąś opieką i bardzo tęskniła za rodzicami. Ta tęsknota została jej zresztą na całe życie, a po śmierci ojca stała się nie do zniesienia.

Julka miała wtedy dziesięć lat. To była środa, początek lutego. Tata jak zwykle rano wyszedł do pracy, a ona do szkoły. Na trzeciej lekcji usłyszała sygnał karetki pogotowia i poczuła, że coś się zdarzyło. W pewnym momencie spojrzała na twarz koleżanki, której tata parę lat wcześniej popełnił samobójstwo. I wiedziała już, że ojciec nie żyje.

Właściwie nie wiadomo, co było gorsze – sama śmierć czy to, co działo się później...
Wszystko, co zdarzyło się po śmierci ojca, było dla Julki jak koszmarny film, puszczany w zwolnionym tempie. Najpierw bardzo dokładnie i z wielu relacji dowiedziała się, co tak naprawdę wydarzyło się tego dnia, kiedy ojciec wyszedł do pracy i już nigdy nie wrócił. Dowiedziała się więc, kiedy przyszedł do jednostki (bo był wojskowym), kiedy wziął broń z magazynu, w którym pokoju się zamknął, ile razy do siebie strzelił i gdzie... Żeby tego było mało, dowiedziała się również, jak upadł, co stało się z jego mózgiem i jak długo jeszcze żył...

Kilka dni po śmierci ojca (już wtedy, kiedy przywieźli go po sekcji zwłok i kiedy ludzie mówili, że ładnie go zszyli i wypchali twarz watą) poszła razem z rodziną i kapelanem pomodlić się przy jego trumnie. Otwarta trumna stała na wysokim podeście w pomieszczeniu, które zazwyczaj służyło wojsku za garaż. Było już ciemno i jakoś okropnie pusto. Julce nawet dziś, kiedy przypadkiem znajdzie się w ciemnym pomieszczeniu, przypomina się to paraliżujące uczucie przeraźliwego strachu. A przecież wtedy była dzieckiem. Nikt dorosły nie spytał, czy się boi, czy chce tam iść. Nikt nie pomyślał, że może nie trzeba tak dziecka katować.

Pogrzeb odbył się z wielką pompą – po wojskowemu! Uczestniczyło w nim mnóstwo osób. Trwał w nieskończoność. Było okropnie zimno. Choć przyszło wiele osób, Julka czuła się bardzo samotnie. Nie mogła płakać. Dziwiła się, że wszyscy płaczą, a ona nie może. I czuła, jakby płynęła nad głowami tłumów i tylko przy-patrywała się czemuś, w czym tak naprawdę wcale nie uczestniczy. Jak na smutnym filmie – za chwilę wyjdzie z kina i pobiegnie do lasu albo do swoich kotów, albo zejdzie do piwnicy i zrobi kolejny karmnik dla ptaków...

Ale potem przyszły kolejne dni i tygodnie, a ojca naprawdę nie było. Mamy też jakby nie było. Zapadła się, zaczęła chorować, całkiem posmutniała. Raczej sama wymagała pomocy, niż mogła zaopiekować się kimkolwiek.

Chyba wtedy Julka wkroczyła w swój wyimaginowany świat i całkiem straciła kontrolę nad tym, co rzeczywiste, a co fantastyczne. Całymi godzinami, całymi dniami układała jakąś inną historię. Miała drugie życie, a do tego tutaj i teraz wracała tylko wtedy, kiedy musiała. Bo tu nie działo się nic dobrego i nie było dobrych ludzi. Nie było też nikogo, kto mógłby ją kochać. Już dokładnie nie pamięta, jak wyglądało to drugie życie, ale na pewno nikt w nim nie umierał i za nikim nie trzeba było tak okropnie tęsknić. Nie było w nim również biedy, na wszystko starczało pieniędzy, dzieci miały różne fajne rzeczy, chodziły z rodzicami na grzyby do lasu i łowiły z tatusiami ryby w rzece.

Ponieważ świat był tylko Julki (bo przecież nikomu dorosłemu zaufać nie można – to już wiedziała), a z kimś trzeba było rozmawiać, godzinami rozmawiała sama ze sobą – prowadziła niekończące się dialogi, sprzeczała się, śmiała sama do siebie. Rozmawiała również z ojcem. Mówiła mu, że w szafie ciągle leżą jego ubrania i że zawsze może wrócić – jeśli oczywiście zechce. Pytała też, co złego zrobiła, że musiał odejść. Co dziwne, nigdy z nikim o nim nie rozmawiała. To był temat tabu. Mówienie o ojcu jakby naruszało jakąś świętość i słowa nie chciały przejść przez gardło.

Julka twierdzi, że w tym czasie była najbardziej samotnym i najsmutniejszym dzieckiem – tak od środka. Z drugiej strony za wszelką cenę chciała być kochana, zasłużyć na miłość w realnym świecie. Nawet nie przypuszczała, że na miłość nie da się zasłużyć – ona jest albo jej nie ma. Nie wiedziała też, że mama ją kocha, tylko nie umie tego okazać. Myślała, że musi się starać bardziej i bardziej: uczyć się najlepiej w klasie, ładnie sprzątać, być grzeczna i samodzielna, przynieść dużo grzybów z lasu, nazbierać pięknych kwiatów dla mamy, nie wchodzić jej w drogę. Ale to nic nie dawało. Rozpaczliwie szukała więc innych sposobów, żeby zwrócić na siebie uwagę. Kiedyś ukradła pieniądze mamie, potem portmonetkę cioci. I rzeczywiście – oczy wszystkich nagle zwróciły się ku Julce. Ale nie było w nich miłości i nikt nie zrozumiał, że jej postępowanie to rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Julka przestała wołać i żyła dalej w swoim fikcyjnym świecie. Tylko że potem to przestało pomagać, życie wydawało się coraz trudniejsze. Zaczęła myśleć o śmierci. Ojciec wywoływał w niej sprzeczne uczucia. Raz nienawidziła go z całego serca za to, że ją zostawił, a raz gloryfikowała – trzeba być nie byle kim, żeby w ten sposób odejść. Taka śmierć ją kusiła. Była pewna, że wtedy wreszcie ktoś by o niej pomyślał.

Miała nawet ułożony plan. Poszła do lekarza i powiedziała, że mama prosi o wypisanie relanium. Lekarz znał jej mamę i dał Julce lekarstwo na zapas. Powtórzyła to jeszcze raz i w końcu miała – jak sądziła – wystarczająco dużo relanium, żeby się otruć. Nie chciała tego robić w domu. Postanowiła, że ucieknie nad rzekę – miała kilka ulubionych miejsc nad Bugiem. Spakowała do pleca...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy